Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

Nie żyje dwóch dziennikarzy, ekipa CNN ostrzelana na ulicach Kairu: Dramatyczne nagranie

Tak mogły wyglądać ostatnie chwile życia operatora telewizji Sky News Micka Deane’a, który zginął dzisiaj podczas zamieszek w Kairze. Na dramatycznym nagraniu z Egiptu widać, jak nadająca na żywo z Kairu ekipa CNN musi ucieka przed strzałami z karabinu maszynowego.

Operator brytyjskiej telewizji informacyjnej Sky News Mick Deane został zastrzelony dziś rano - poinformowała stacja. Zginął także inny dziennikarz, pracownik anglojęzycznego portalu Zjednoczonych Emiratów Arabskich Gulf News Habiba Ahmed Abd Elaziz.

Reklama

W bezpośrednim niebezpieczeństwie znalazła się również nadająca na żywo z Kairu ekipa CNN. Na nagraniu słychać, jak podczas transmisji na żywo padają strzały z karabinu maszynowego. Dziennikarka Arwa Damon wraz z operatorem musieli szybko się schować. Na szczęście tym razem, dziennikarzom nic się nie stało.

Dzisiejsza masakra w Egipcie - synteza

Egipskie siły bezpieczeństwa przystąpiły w środę do likwidacji dwóch największych obozów zwolenników Mohammeda Mursiego w Kairze. Napływają sprzeczne dane na temat liczby ofiar. Ministerstwo zdrowia podało, że w walkach w całym kraju zginęło ok. 150 osób.

Urząd tymczasowego prezydenta ogłosił w całym Egipcie od godziny 16 w środę stan wyjątkowy, który ma obowiązywać przez miesiąc. Ponadto poinformowano o wprowadzeniu godziny policyjnej, od godz. 19 do 6 rano, m.in. w Kairze, Aleksandrii i Suezie. W sumie godzina policyjna ma obowiązywać w ponad 10 z 27 prowincji Egiptu. W oświadczeniu rząd ostrzegł, że każdemu łamiącemu ten zakaz grozi kara więzienia.

Największe protesty siedzące zwolenników szefa państwa, odsuniętego od władzy 3 lipca, organizowano od ponad miesiąca na dwóch kairskich placach - przed meczetem Rabaa al-Adawija oraz Al-Nahda przed uniwersytetem. W środę rano wozy opancerzone i buldożery wkroczyły, przy wsparciu śmigłowców, na plac przed meczetem. W ciągu dnia informowano, że drugie, mniejsze obozowisko zostało względnie szybko opróżnione z demonstrantów.

Ranni trafiali do zaimprowizowanych szpitali. Reporter agencji Reutera przekazał, że widział ok. 30 zabitych, w tym 12-letniego chłopca w szpitalnej kostnicy w Kairze.

Napływają sprzeczne doniesienia na temat liczby ofiar. Bilans francuskiej agencji AFP mówi o ponad 120 ofiarach wśród zwolenników Mursiego tylko na placu przed meczetem. Z kolei Bractwo Muzułmańskie, z którego wywodzi się były prezydent, twierdzi, że potwierdzono śmierć ponad 250 osób.

Starcia przeniosły się na cały kraj

Zwolennicy Mursiego i funkcjonariusze służb bezpieczeństwa starli się także m.in. w miastach Aleksandria, Al-Minja, Asjut, Fajum i Suez. Ministerstwo zdrowia ok. godz. 18 szacowało łączną liczbę zabitych w całym kraju na ok. 150. W tej liczbie znaleźli się zarówno policjanci, jak i cywile. Rannych zostało ponad 1400 osób. Państwowe media przekazały, że zwolennicy Mursiego zorganizowali blokady budynków rządowych; zaatakowano również kilka kościołów.

Bractwo podało, że w czasie interwencji służb bezpieczeństwa przed stołecznym meczetem Rabaa al-Adawija zginęła 17-letnia córka jednego z przywódców tego ruchu. Asmaa el-Beltagi, śmiertelnie postrzelona w klatkę piersiową i plecy, była córką Mohammeda el-Beltagiego, jednego z nielicznych przywódców Bractwa, którzy nie zostali jeszcze aresztowani.

TVN/xnews

Dowiedz się więcej na temat: dziennikarze | Egipt | nie żyje | zamieszki w egipcie | Mick Deane

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje