Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

Egipt: Armia odsunęła prezydenta od władzy, nowe starcia na ulicach

Egipska armia odsunęła w środę wieczorem od władzy prezydenta Mohammeda Mursiego i wyznaczyła przewodniczącego trybunału konstytucyjnego Adliego Mansura na tymczasowego szefa państwa. Doszło do nowych starć zwolenników Mursiego z jego przeciwnikami; są zabici.

Co najmniej cztery osoby zginęły podczas walk w mieście Matruh, na północnym zachodzie - podał gubernator prowincji Badr Tantawi. Starcia sympatyków prezydenta i jego przeciwników wybuchły także w Aleksandrii, ale nie ma doniesień o ofiarach.

Reklama

Adli Mansur jako tymczasowy szef państwa ma zostać zaprzysiężony w czwartek. Wojsko odsuwając Mursiego od władzy również zawiesiło konstytucję.

Dowódca armii generał Abd el-Fatah Said es-Sisi w wystąpieniu telewizyjnym oświadczył, że krajem przez pewien okres, którego nie sprecyzowano, będzie kierował rząd technokratyczny. Wezwał do rozpisania nowych wyborów prezydenckich i zapowiedział powołanie komisji odpowiedzialnej za opracowanie poprawek do konstytucji zredagowanej przez islamistów.

Armia podkreśliła, że nie przeprowadziła zamachu stanu, ale jedynie realizuje wolę ludu w kwestii utorowania drogi do objęcia władzy przez nowe przywództwo. Sam Mursi został przeniesiony w nieznane miejsce - poinformował jego współpracownik. Na prezydenckim koncie na Twitterze zamieszczone zostało oświadczenie, według którego środki zastosowane przez wojskowych to "pełny zamach stanu, kategorycznie odrzucany przez wszystkich wolnych ludzi naszego kraju".

Egipska oficjalna agencja informacyjna MENA podała, że telewizja Egipt25 związana z Bractwem Muzułmańskim, ugrupowaniem z którego wywodzi się prezydent Mursi, przerwała nadawanie, a jej kierownictwo aresztowano. Stacja na żywo transmitowała odbywające się w Kairze i innych miastach manifestacje tysięcy zwolenników odsuniętego od władzy przywódcy, a także wystąpienia krytykujące działania armii.

Anonimowi przedstawiciele administracji USA przekazali, że egipscy wojskowi zapewnili telefonicznie amerykańskiego ministra obrony Chucka Hagla i przewodniczącego kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA gen. Martina Dempseya, że nie zamierzają długo kierować krajem i chcą szybko powołać rząd cywilów.

Przywódca liberalnej opozycji Mohammed ElBaradei, który wypowiedział się zaraz po generale Sisi, ocenił, że ogłoszony przez armię plan polityczny oznacza odrodzenie rewolucji z 2011 roku. Dodał, że projekt uwzględnił postulat liberalnej koalicji opozycyjnej w sprawie przyspieszonych wyborów prezydenckich.

Zaprezentowaną przez wojsko mapę drogową dla Egiptu poparli także wielki szejk meczetu Al-Azhar, imam Ahmed al-Tajeb i zwierzchnik prawosławnych Koptów Tawadros (Teodor) II. Ten ostatni ocenił, że plan przedstawia polityczną wizję i zapewni bezpieczeństwo wszystkich Egipcjan, z których ok. 10 proc. stanowią chrześcijanie. Przystało na nią również ugrupowanie islamistów, Partia Nur.

Głębokie zaniepokojenie sytuacją w Egipcie wyraził po południu Departament Stanu USA. Polski MSZ zwrócił się z apelem o kontynuację "procesu demokratyzacji kraju na drodze rokowań, bez uciekania się do aktów przemocy i rozwiązań siłowych".

AFP powołując się na anonimowe źródła dyplomatyczne w Waszyngtonie podała, że USA ogłosiły ewakuację ambasady w Kairze. Wcześniej poinformowano, że Stany Zjednoczone wzywały swój mniej istotny personel dyplomatyczny oraz rodziny dyplomatów do opuszczenia Egiptu, gdyż dochodzi do coraz bardziej gwałtownych zamieszek.

Przez cały kraj przetaczają się wielkie demonstracje przeciwników Mursiego i jego zwolenników. Od 26 czerwca w aktach przemocy zginęło około 50 ludzi, a setki zostały ranne - szacuje agencja AFP.

Dowiedz się więcej na temat: Egipt | Mohamed Mursi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje