Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

"Czołgi na ulicach, wojsko przejmuje władzę", "zamach stanu"

Odsunięty od władzy przez armię prezydent Egiptu Mohammed Mursi został przeniesiony w nieznane miejsce - oświadczył w środę jego współpracownik.

Egipska armia odsunęła w środę wieczorem od władzy prezydenta Mohammeda Mursiego i wyznaczyła przewodniczącego trybunału konstytucyjnego Adliego Mansura na tymczasowego szefa państwa; ma on zostać zaprzysiężony w czwartek. Wojsko również zawiesiło konstytucję.       

Reklama

Dowódca armii generał Abd el-Fatah Said es-Sisi w wystąpieniu telewizyjnym oświadczył, że krajem przez pewien okres, którego nie sprecyzowano, będzie kierował rząd technokratyczny. Wezwał do rozpisania nowych wyborów prezydenckich. Gen. Sisi zapowiedział także o powołanie komisji odpowiedzialnej za opracowanie poprawek do konstytucji.       Armia podkreśliła, że nie przeprowadziła zamachu stanu, ale jedynie realizuje wolę ludu w kwestii utorowania drogi do objęcia władzy przez nowe przywództwo.          

W reakcji na oświadczenie armii w Kairze wybuchały fajerwerki; w całej stolicy słychać było klaksony. Z kolei zwolennicy Mursiego skandowali: "Nie dla rządów wojskowych".           

Anonimowi przedstawiciele administracji USA przekazali, że egipscy wojskowi zapewnili telefonicznie amerykańskiego ministra obrony Chucka Hagla i przewodniczącego kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA gen. Martina Dempseya, że nie zamierzają długo kierować krajem i chcą szybko powołać rząd cywilów.           

Sam Mursi został przeniesiony w nieznane miejsce - poinformował jego współpracownik. Na prezydenckim koncie na Twitterze zamieszczone zostało oświadczenie, według którego środki zastosowane przez wojskowych to "pełny zamach stanu, kategorycznie odrzucany przez wszystkich wolnych ludzi naszego kraju".           

Przywódca liberalnej opozycji Mohammed ElBaradei, który wypowiedział się zaraz po wojskowym dowódcy, ocenił, że ogłoszenie przez armię mapy drogowej oznacza odrodzenie rewolucji z 2011 roku. Dodał, że plan uwzględnił postulat liberalnej koalicji opozycyjnej w sprawie przyspieszonych wyborów prezydenckich.           

Mapę drogową dla Egiptu poparli także wielki szejk meczetu Al-Azhar, imam Ahmed al-Tajeb i zwierzchnik prawosławnych Koptów Tawadros (Teodor) II. Ten ostatni ocenił, że plan przedstawia polityczną wizję i zapewni bezpieczeństwo wszystkich Egipcjan, z których ok. 10 proc. stanowią chrześcijanie.         

  Poza ElBaradeiem i duchownymi Sisiemu w czasie wygłaszania oświadczenia towarzyszyli przedstawiciele ruchów młodzieżowych.           

W środę po południu, po wygaśnięciu ultimatum armii, skierowanego do polityków, na ulice Kairu wyjechały wozy opancerzone. Tuż przed tym terminem Mursi powtórzył, że nie zamierza ustąpić. Oświadczył, że częścią rozwiązania kryzysu powinno być utworzenie "koalicyjnego rządu konsensusu".           

Źródła wojskowe, cytowane przez oficjalną egipską agencję prasową MENA, podały, że wojsko rozmieszczono w dzielnicach Nasr City, Heliopolis i w pobliżu kairskiego uniwersytetu. Przedstawiciele armii oświadczyli jednak, że żołnierze nie atakują zwolenników Mursiego, gdyż "egipska armia należy do wszystkich Egipcjan".           

Doradca Mursiego ds. kontaktów z˙mediami przekazał oświadczenie szefa państwa, w którym zaapelował on do Egipcjan o przeciwstawienie się zamachowi stanu, ale na drodze pokojowej, bez aktów przemocy wobec żołnierzy, policji lub innych cywilów.          

Poinformowano, że całą środę prezydent pracował normalnie w swoim biurze w koszarach Gwardii Rewolucyjnej na przedmieściach Kairu. Według świadków armia ogrodziła teren koszar drutem kolczastym i wzniosła tam zapory.       Tymczasem źródła bezpieczeństwa podały, że zarówno Mursi, jak i inni przedstawiciele Bractwa Muzułmańskiego, z którego wywodzi się prezydent, mają zakaz opuszczania kraju. "Wszyscy podejrzani, zamieszani w sprawę ucieczki z więzienia Wadi an-Natrun w 2011 roku, w tym prezydent Mohammed Mursi i wielu przywódców Bractwa, są objęci zakazem wyjazdu z kraju zgodnie z decyzją najwyższych przedstawicieli służb bezpieczeństwa" - poinformowano.       Władze lotniska w Kairze potwierdziły, że otrzymały stosowne instrukcje w tej sprawie.      

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje