Reklama

Reklama

W poszukiwaniu zrabowanych dzieł sztuki

"Polska nie była krajem, który rabował"

Odnalezienie każdego skradzionego dzieła sztuki jest dla nas wielkim świętem. To są przedmioty, które mają wymiar inny niż finansowy. Nie na matematyce polega restytucja, ale na symbolach - mówiła prof. dr hab. Małgorzata Omilanowska, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, podczas otwarcia międzynarodowej konferencji eksperckiej "Zagrabione - odzyskane", która rozpoczęła się w poniedziałek w Krakowie.

Podczas inauguracyjnego wykładu minister kultury podkreślała, że bardzo wiele strat jest bezpowrotnych, zagrabione dobra kultury zostały zniszczone, a my nie mamy dowodów , że w ogóle istnieją.

- Specyfika polska w kwestii restytucji wydaje się szczególna. Ciągnie się za nami historia poniesionych strat - mówiła.

Reklama

Jednocześnie podkreśliła, że w poszukiwanie dzieł sztuki i dochodzenie swoich praw angażowane są duże siły i środki. - Żyjemy w przekonaniu, że warto odzyskać każdą rzecz, którą straciliśmy - dodała, zaznaczając, że w te działania włącza się zarówno MKiDN, jak i MSZ. - Śledzimy aukcje, rynek sztuki, wszystkie transakcje zawierane na świecie - wyliczała Omilanowska.

"Oczekiwania innych krajów są bezpodstawne"

Minister kultury zaznaczyła również, kierując swoje słowa do ekspertów z całego świata, że Polska nie była krajem, który rabował, a co za tym idzie, oczekiwania innych państw, że u nas kryją się tajemnice, są zupełnie bezpodstawne.

Podkreśliła, że państwo polskie nigdy nie brało udziału w takich zorganizowanych akcjach.-  Przede wszystkim jesteśmy krajem, który został skrzywdzony - mówiła.

Zwróciła jednocześnie uwagę na fakt, że ostatnie lata pokazują szczególnie dobrą współpracę ze służbami amerykańskimi, które działają bardzo sprawnie i dbają o to, by każde dzieło sztuki miało szybko ustaloną proweniencję. Udało się ostatnio wznowić także dobre relacje z władzami Niemiec.

"Odwiedziny" niemieckich naukowców

Minister, nakreślając tło historyczne, oceniła, że największe straty Polska poniosła w ostatnich dwóch stuleciach. - Szczególnie źle wspominamy rabunek z 1939 r. - świetnie przygotowany, który był przeprowadzamy z gotowym materiałem wyjściowym - mówiła, nawiązując do odwiedzin niemieckich naukowców - w tym Dagoberta Freya - którzy systematycznie i z premedytacją zbierali informacje na temat lokalizacji dzieł sztuki.

Przypomniała również, że pod koniec wojny doszło do niekontrolowanego rabunku. Co więcej, całe zasoby dóbr kulturowych pozostały na Kresach w wyniku przesunięcia granic na Zachód.

- Proces restytucji - jak podkreśliła - rozpoczął się po wojnie (1945-46), dzięki działalności Karola Estreichera, który stał się dla Polski postacią bardzo symboliczną. Bardzo szybko proces ten  jednak został uznany za zakończony, a Polska Ludowa przestała się upominać o swoje straty.

Choć zdarzały się pojedyncze gesty, to właściwie do 1989 roku Polska nie prowadziła systematycznych badań. Dopiero po 1989 r. zaczęto badać to, co zostało stracone. W bazie MKiDN znajduje się obecnie 64 tys. obiektów. To przedmioty, które przed wojną były w polskich zbiorach. - Wiem, że tych 64 tys. dzieł nie odzyskamy, ale jeszcze co nieco do nas wróci - zapewniała minister.

Skomplikowana materia prawna

Poszukiwanie i odzyskiwanie dzieł sztuki to proces niezwykle żmudny, polegający na powolnym poruszaniu się w obrębie skomplikowanej materii prawnej. Te komplikacje wynikają przede wszystkim z relacji między systemami prawnymi poszczególnych państw, a także ze stosunku do konwencji międzynarodowych. Ostatnie lata należy jednak uznać za owocne, jeśli chodzi o restytucję. Składa się na to wiele okoliczności - m.in. internet i związana z nim nowa jakość przekazywania i udostępniania informacji.

Minister zwróciła również  uwagę na problem badań proweniencyjnych w Polsce, a także podkreśliła ogromną rolę społeczeństwa, w tym antykwariuszy, pasjonatów, kolekcjonerów, którzy śledzą aukcje i informują, jeśli pojawi się na nich coś podejrzanego.

"Do Polski wracają symbole"

- Ostatnio polskie dzieło wróciło do kraju po tym, jak udało się wstrzymać aukcję w 48 godzin od uzyskania informacji, że rzeczywiście zostało wystawione na sprzedaż. Zupełnie niezwykłe było to, że właściciel przedmiotu, dowiedziawszy się, że Polska ma roszczenia, zdecydował się po prostu go oddać i zachował się jak uczciwy człowiek - mówiła prof. Omilanowska, podkreślając, że takich gestów uczciwości było więcej. Przypomniała, że w zeszłym tygodniu władze Saksonii podjęły decyzję o zwrocie cennego rękopisu, który w najbliższy poniedziałek zostanie przywieziony do Warszawy.

- Do Polski wracają symbole. Chciałabym , żeby każdy, kto ma na świecie dzieło sztuki pochodzące z Polski, nie mógł spać spokojnie. My się zawsze o nie upomnimy - podsumowała minister.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje