Reklama

Reklama

Stanęli w obronie gimnazjów. "Trzeba zmieniać, nie burzyć"

"Nie likwidujcie naszego gimnazjum" - takie banery zawisły w piątek na 60 warszawskich samodzielnych gimnazjach. Pod jednym z nich - gimnazjum nr 10 w Warszawie zebrali się przeciwny reformy edukacji - członkowie koalicji "Nie dla chaosu w szkole", dyrektorzy, nauczyciele, a przede wszystkim rodzice. - Wyniki naszych 15-latków w testach PISA niesłychanie wzrosły, jesteśmy w czołówce krajów europejskich. Teraz to się niszczy - mówiła Interii Krystyna Starczewska prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej.

Na gimnazjum zawisł czarny baner, a przed szkołą zebrali się przeciwnicy reformy edukacji. Wśród nich obecni byli rodzice z mokotowskich gimnazjów i szkół podstawowych. Na budynku szkoły powieszono również hasła przygotowane przez rodziców, takie jak: "MEN nie pyta rodziców", "Nie zabierajcie nam gimnazjum", "Nikt z nami nie konsultował".

Obecni na pikiecie rodzice mieli ze sobą banery z hasłami "Stop kumulacji roczników", "Chaos w szkole to chaos w głowach naszych dzieci", "Stop reformie pisanej na kolanie". Zapowiedzieli również zbiórkę podpisów pod petycją do posłów i senatorów przeciwko  "wprowadzeniu chaosu w oświacie, skróceniu obowiązkowego kształcenia o rok, kumulacji roczników przy rekrutacji do liceów i na studia oraz zmarnowaniu 17 lat inwestycji w gimnazja".

Reklama

Inspiratorem akcji "Nie likwidujcie naszego gimnazjum" jest Związek Nauczycielstwa Polskiego wspierany przez koalicję "Nie dla chaosu w szkole". Już teraz przyłączyło się do niej 60 samodzielnych gimnazjów w stolicy (w sumie w mieście funkcjonuje 248 gimnazjów). ZNP zapowiada, że wkrótce do akcji włączą się kolejne miasta m.in. Rybnik, Sosnowiec, Opole i Radom.

"Podawane są nieprawdziwe fakty"

- Reforma powinna brać pod uwagę to, co już osiągnięto i ewentualnie zmieniać to, co nie jest najlepsze, a nie burzyć tego, co jest. Poza tym ta reforma nie bierze pod uwagę tego, co osiągnięto dzięki siedemnastu latom pracy gimnazjów - mówiła obecna na proteście Krystyna Starczewska, prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej.

Przekonywała, że oddzielenie dzieci w wieku dojrzewania od maluchów jest bardzo korzystne, bo daje możliwość wprowadzenia specjalnych metod wychowawczych. - Poza tym od tych 17 lat wzrosły niesłychanie wyniki. Przecież byliśmy na około 60. miejscu w świecie, jeśli chodzi o wyniki 15-latków w testach PISA, a teraz jesteśmy w czołówce krajów europejskich, i to się niszczy, to jest kompletnie pozbawione sensu - powiedziała Interii.

- Jeden z argumentów (za likwidacją gim. - przyp. red.) jest taki, że w gimnazjach jest agresja, przecież ta agresja się nie zmniejszy, jeśli oni (aktualni gimnazjaliści - przyp. red.) będą z małymi dziećmi, tylko będzie jeszcze groźniejsza. Poza tym ten argument jest nieprawdziwy, bo obiektywne badania wykazują, że w szkołach agresja, kiedy zostały oddzielone gimnazja, jest mniejsza niż była wówczas, kiedy były ośmioletnie szkoły i jest mniejsza niż w szóstych klasach - ostatnich klasach szkół podstawowych. Czyli ta reforma opiera się na podawaniu do publicznej wiadomości nieprawdziwych faktów i niepowoływania się na te fakty - zaalarmowała Starczewska. 

- Nie od struktury sytemu zależy jakość edukacji. Jeżeli chcemy naprawdę reformować, jest dużo rzeczy, które można w szkołach poprawiać i należy poprawiać - przekonywała z kolei Zofia Grudzińska psycholog i pedagog z wieloletnim stażem zaangażowana w koalicję "Nie dla chaosu w szkole".

"Rodzice na ulice". Zapraszali na manifestację

Plan reformy edukacji, która zakłada powrót do 8-letnich podstawówek i stopniowe wygaszanie gimnazjów, wzbudza liczne kontrowersje. Plan minister Zalewskiej krytykują m.in. organizacje obywatelskie, związki zrzeszające dyrektorów gimnazjów i samorządowców. Protesty przeciw reformie organizował już w kraju Związek Nauczycielstwa Polskiego. 18 października związkowcy rozpoczęli ogólnopolską akcję protestacyjną pod hasłem "Nie dla chaosu w szkole".

ZNP domaga się "zaprzestania działań mających na celu destabilizowanie polskiego systemu oświaty, a jednocześnie demontażu tego systemu". Zdaniem związku, planowane zmiany grożą pogorszeniem jakości edukacji i są wymierzone przeciwko uczniom i nauczycielom. Związek chce również, by minister Zalewska wycofała zaprezentowane we wrześniu dwa projekty ustaw.

Na 19 listopada zaplanowano ogólnopolską manifestację. Również dzisiaj - pod warszawskim gimnazjum - zapraszano na to wydarzenie, którego hasło brzmi "Rodzice na ulice".

Rząd się nie ugnie?

Choć pojawia się wiele obaw związanych z założeniami zmian i trybem, w jakim MEN chce reformować polskie szkoły, rząd wydaje się być nieugięty.

"Mówię to odpowiedzialnie i zdecydowanie, i definitywnie proszę już nie próbować podważać tego, czy rząd PiS będzie wprowadzał reformę oświatową. Tak, będziemy ją wprowadzali, wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem, zgodnie z założonym planem i teraz jest potrzebna tylko dobra wola współpracy z tymi środowiskami, które prosimy, żeby razem z nami te reformę przeprowadziły" - powiedziała w czwartek premier Beata Szydło.

W jej ocenie zmiany są konieczne i należy przeprowadzać je wspólnie: samorządowcy, i nauczyciele, i rząd, i wszyscy ci, którzy związani są i odpowiedzialni za oświatę.

Jak zapowiedziała minister Anna Zalewska, zmiany będą wdrażane już od roku 2017. Od 1 września 2017 roku uczniowie, nauczyciele i wszyscy pracownicy dotychczasowej 6-letniej szkoły podstawowej będą już w szkole 8-letniej. Zatem od września przyszłego roku edukację mieliby rozpocząć pierwsi od siedemnastu lat ósmoklasiści.


MEN zapowiedziało również wprowadzenie nowego egzaminu, który zdecyduje o dostaniu się do szkoły ponadpodstawowej. Będzie on składał się z czterech przedmiotów: języka polskiego, matematyki, języka obcego nowożytnego oraz historii. Każdy z egzaminów zostanie podzielony na dwie części - 50 proc. będą stanowić pytania zamknięte, a pozostałe 50 proc. pytania otwarte.

Podstawa programowa pozostaje tajemnicą

Wiele obaw budzi brak podstawy programowej. Jak zapowiedziała minister, zostanie ona przedstawiony pod koniec listopada. Jednak nawet grupy współpracujące z MEN, wskazują, że od programu nauczania należało zacząć zmiany. "Najpierw powinniśmy poznać podstawy programowe, siatkę godzin, a potem dopiero ustrój szkolny. To wszystko zostało odwrócone. Jeżeli myślimy o dobru dziecka i jakości szkoły, to każdy chciałby najpierw poznać właśnie program - mówił Interii przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowanie NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa.

Prezes ZNP Sławomir Broniarz zdradził nam z kolei, że już w trakcie spotkań z centralami związkowymi w lipcu minister zapowiedziała, że jej uczestnicy poznają postawy programowe 25 sierpnia. "Do tej pory nikt z nas tej podstawy nie wiedział" - mówił nam Broniarz.

Czytaj także: Czy będą zwolnienia nauczycieli? Rozmowa z prezesem oświatowej sekcji "Solidarności" Ryszardem Proksą

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy