Reklama

Reklama

Referendum ws. Jednomandatowych Okręgów Wyborczych

Finansowanie partii z budżetu. Jak to jest w innych krajach?

6 września w referendum Polacy będą odpowiadać na trzy pytania. Jedno z nich dotyczy finansowania partii z budżetu państwa. Prezentujemy, jak tę kwestię rozwiązano w USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech czy na Ukrainie.

USA - źródła prywatne, w tym korporacje

W USA partie i ich kampanie są w przeważającej części finansowane ze źródeł prywatnych, w tym przez korporacje, co zdaniem krytyków zwiększa wpływy wielkiego kapitału kosztem wyborców na proces wyborczy oraz przyczynia się do radykalizacji sceny politycznej.

W odróżnieniu od Europy, w USA partie polityczne są przede wszystkim machinami przygotowującymi kampanie wyborcze (nie ma deklaracji wstępowania do partii czy składek członkowskich), a zatem zasady ich finansowania dotyczą głównie finansowania kampanii wyborczych. A te w coraz większym stopniu finansowane są ze źródeł prywatnych.

Reklama

Prawo federalne przewiduje co prawda publiczne dotacje, ale tylko w wyborach prezydenckich. Ich udział systematycznie maleje, gdyż przyjęcie publicznej subwencji wymaga spełnienia rygorystycznych warunków oraz ograniczenia finansowania ze środków prywatnych. A to się kandydatom często po prostu nie opłaca, zważywszy na rosnące z elekcji na elekcję zaangażowanie w kampanie miliarderów i wielkich korporacji. Prawo z 1996 r. zabrania kandydatom przyjmowania finansowego wsparcia od cudzoziemców i innych państw.

Rozróżnia się dwa rodzaje dotacji na cele kampanii. Te płacone przez wyborców bezpośrednio na rzecz komitetów wyborczych poszczególnych kandydatów, gdzie obowiązuje limit w wys. 2700 dol. od jednej osoby. Ponadto fundusze mogą gromadzić tzw. komitety akcji politycznej (PACs), na rzecz których środki wpłacają także korporacje, związki zawodowe i inne organizacje.

PACs to zewnętrzne organizacje, najczęściej utworzone przez byłych współpracowników kandydatów. W odróżnieniu od zwykłych komitetów wyborczych, PACs nastawione są na promowanie idei i poglądów reprezentowanych przez wspieranego kandydata. Ich rola w finansowaniu kampanii bardzo wzrosła od kiedy w słynnym wyroku z 2010 r. Citizens United v. Federalna Komisja Wyborcza (FEC), Sąd Najwyższy, zgodnie z argumentami podnoszonymi przez republikanów, zniósł zakaz finansowania PACs przez koncerny amerykańskie i związki zawodowe.

Trzy lata później sąd poszedł jeszcze dalej i zniósł ograniczenia sumy wydatków na kampanie wyborcze w danym cyklu wyborczym. W obu wyrokach sąd uzasadniał decyzję koniecznością ochrony wolności słowa i prawa do wyboru wysokości kontrybucji na rzecz kandydata.

Jak powinno wyglądać finansowanie partii politycznych w Polsce? Dołącz do dyskusji!

Zagrożenia? Decydują bogaci!

Krytycy wyroku utrzymują, że nowe zasady dają lobbystom i grupom interesu ogromny instrument nacisku, zwiększając wpływy wielkiego kapitału - kosztem wyborców - na proces wyborczy. Kandydaci nie muszą już zabiegać o datki od wielu indywidualnych wyborców, o ile mają poparcie kilku superbogatych Amerykanów.

W trwającej obecnie kampanii prezydenckiej liderem w zbieraniu dotacji od najbogatszych Amerykanów i grup interesów jest były gubernator Florydy Jeb Bush. Związany z nim PAC "Right to Rise" tylko w ciągu 100 pierwszych dni kampanii otrzymał ponad 100 mln USD (rekord w historii republikańskich kampanii).

Prezydent Barack Obama podczas kampanii w 2008 r. stronił od pieniędzy biznesu, natomiast dzięki ogromnej oddolnej mobilizacji zwolenników zebrał aż 750 mln USD od indywidualnych wyborców.

"Jest obecnie grupa 200 osób, która ma potencjał, by decydować za każdym razem, kto zostanie wybrany na prezydenta - mówił Obama w 2012 r. - Jeśli nic się nie zmieni - dodał - mogę być ostatnim kandydatem na prezydenta, który mógł wygrać w taki sposób jak ja, czyli bez wielkiego wsparcia grup interesu, z garstką zwolenników z dużych korporacji".

Jak pisze Kenneth Vogel w książce pt. "Big Money" (2014) problemem nie są coraz większe sumy pieniędzy wpływające do amerykańskiej polityki, ale to, że decyzje o tym, jak są wydawane, zapadają coraz częściej bez wpływu partyjnego establishmentu w zewnętrznych PACs.

"Partie tracą zdolności, by wybierać kandydatów i wpływać na ich programy, gdyż coraz mniej polityków polega na finansowaniu z partii. Korzystniejszym może się bowiem okazać, gdy (zamiast partyjnego) masz poparcie hojnego sponsora lub grupy z wypchanymi portfelami, chętnych wydać nieograniczone środki" - napisał Vogel.

Zobacz, co Polacy sądzą o finansowaniu partii:

Ukraina chce finansowania partii z budżetu

Po długim okresie obowiązywania rozwiązań, które pozwalały na ukryte finansowanie partii politycznych przez oligarchów, ukraiński parlament pracuje nad ustawą mającą wprowadzić przejrzystość w tym procesie i umożliwić finansowanie partii z budżetu.

"Obecna sytuacja sprzyja nadużyciom i zasilaniu kont partyjnych nawet przez podstawione osoby. Nowa ustawa, która wejdzie jednak w życie dopiero za dwa lata, ma to zmienić i ucywilizować cały proces" - mówi PAP Witalij Tesłenko z Komitetu Wyborców Ukrainy, organizacji, która zajmuje się monitorowaniem wyborów w kraju.

Obowiązujące dziś prawo wyborcze nakazuje partiom deklarowanie wydatków na kampanie wyborcze, jednak w praktyce nie jest ono realizowane. Nie jest tajemnicą, że większość spośród 224 działających na Ukrainie partii utrzymywana jest przez oligarchów. Jedyna pomoc finansowa, którą ukraińskie partie otrzymują dziś od budżetu, to bezpłatny czas reklamowy w państwowych mediach w trakcie kampanii wyborczej.

Prawo nie przewiduje ograniczeń wysokości datków wpłacanych na rzecz partii. Nie wiadomo także, z jakich konkretnych źródeł one pochodzą. Zgodnie z istniejącymi rozwiązaniami, ukraińskie partie w okresie między wyborami mogą być dziś finansowane zarówno przez osoby fizyczne, jak i prawne. W czasie kampanii wyborczej finansowane są tylko przez osoby fizyczne.

"Nie ma jednak regulacji, które zapobiegałyby przerzucaniu podczas kampanii wyborczej środków wpłacanych przez osoby prawne na konta z datkami od osób fizycznych. Partia nie musi wskazywać, skąd ma pieniądze i nie ma obowiązku, by się z nich rozliczać" - podkreśla Tesłenko.

Brak przejrzystości w finansowaniu partii ma zmienić ustawa, nad którą pracuje obecnie ukraiński parlament. Przewiduje ona, że partie będą finansowane z budżetu i będą musiały rozliczać się z wydatków, co skontroluje biuro antykorupcyjne.

"Na finansowanie z budżetu będą mogły liczyć ugrupowania, które w wyborach otrzymają więcej niż 3 procent poparcia. Pieniądze te będą wykorzystywane na działalność partii w okresie między wyborami. Partiom, które pokonają 5-procentowy próg wyborczy, będzie zwracana część kosztów kampanii wyborczej" - relacjonuje Tesłenko.

Niemcy - dotacje zależne od wyborczego wyniku

Dotacje z budżetu są ważnym, lecz niejedynym źródłem finansowania partii w Niemczech. Ich wysokość zależy od wyniku w wyborach. Środki na działalność partii pochodzą także ze składek członkowskich oraz z datków przekazywanych przez osoby prywatne i firmy.

Obowiązującego od dziesięcioleci systemu nikt nie kwestionuje, aczkolwiek część organizacji pozarządowych domaga się bardziej wnikliwej kontroli datków od biznesu, z których korzystają przede wszystkim partie chadeckie - CDU i CSU.

Podstawą do ustalenia wysokości dotacji są wyniki uzyskiwane przez partie w wyborach do Bundestagu i Parlamentu Europejskiego oraz do parlamentów lokalnych w poszczególnych krajach związkowych (landach).

W podziale tortu - obecnie niemal 157 mln euro - biorą udział te ugrupowania, których listy zdobyły co najmniej 0,5 proc. głosów w ostatnich wyborach do Bundestagu lub PE, albo co najmniej 1 proc. poparcia w wyborach do jednego z landtagów.

Pierwsze cztery miliony głosów premiowane są dotacją 85 eurocentów za każdy głos. Za dalsze głosy przysługuje niższa dotacja, w wysokości 70 eurocentów.

Ponadto partie dostają z budżetu 38 eurocentów za każde euro ze składek płaconych przez członków tych ugrupowań oraz datków przekazywanych przez osoby prywatne, jednak tylko do kwoty 3,3 tys. euro w skali rocznej. Datki powyżej tej kwoty nie są premiowane. Dopłat państwowych nie ma też w przypadku dotacji przekazywanych przez firmy.

Ustawa o partiach stanowi, że suma dotacji państwowych dla wszystkich partii nie może przekroczyć ustalonego pułapu - w zeszłym roku 157 mln euro. Dotacje państwowe nie mogą być też większe niż środki własne danej partii uzyskiwane ze składek, wpłat parlamentarzystów czy działalności gospodarczej. Ta zasada ma zapobiec uzależnieniu partii od aparatu państwa, jednak partie o niedługim stażu, jak choćby Piraci, krytykują ją jako niesprawiedliwą dla mniejszych ugrupowań.

Obowiązujący system jest akceptowany w niemieckim społeczeństwie. Organizacje pozarządowe, w tym Transparency International, domagają się ograniczenia wysokości dotacji przekazywanych przez koncerny i osoby prywatne oraz lepszej kontroli przepływu pieniędzy.

Wielka Brytania - partie żyją głównie z darowizn

Brytyjskie partie polityczne otrzymują ograniczone dotacje ze środków publicznych i muszą polegać na składkach członkowskich, a głównie na darowiznach. Organizacje pozarządowe ostrzegają przed zbyt bliskimi relacjami partii z najważniejszymi donatorami.

W wielkiej Brytanii istnieje obowiązek bieżącego raportowania darowizn i pożyczek, zasady wydatkowania w trakcie kampanii wyborczej, a także zabroniono przyjmowania wpłat od anonimowych i zagranicznych donatorów.

Ustawa uregulowała również kwestię dotacji większych niż 500 funtów, ograniczając je wyłącznie do osób zarejestrowanych w rejestrze wyborców, firm, związków zawodowych lub innych podmiotów, które koniecznie muszą mieć swoją siedzibę na terenie Wielkiej Brytanii. Wszystkie dotacje powyżej 7,5 tys. funtów muszą być oficjalnie ujawnione.

Tak ścisłe regulacje nie zmieniają jednak faktu, że brytyjskie partie dysponują gigantycznymi kwotami podczas kampanii wyborczej. Tylko pomiędzy styczniem a marcem tego roku - przed majowymi wyborami do Izby Gmin - łącznie pięć największych ugrupowań otrzymało ponad 30 milionów funtów darowizn, prawie 11 milionów więcej niż pięć lat wcześniej. Najwięcej - ponad 15 milionów funtów - otrzymała Partia Konserwatywna.

W tym samym okresie partie uzyskały zaledwie 2,4 miliona funtów środków publicznych.

Jednym z największych wydatków finansowanych przez państwo jest tzw. "Short money", od nazwiska lewicowego ministra z lat 70., Teda Shorta. Składają się na to pieniądze przekazywane dla partii opozycyjnych, aby wesprzeć ich możliwość konkurowania z wyposażoną w instytucje, urzędników i oddzielne budżety partią rządzącą.

Niekorzystne dla brytyjskiej demokracji

Wsparcie państwa - na prowadzenie biura, działalności parlamentarnych i podróże - przyznawane jest w zależności od liczby mandatów i uzyskanych głosów. Specjalny grant przyznaje się również na funkcjonowanie gabinetu lidera opozycji.

Innym elementem finansowania partii są składki członkowskie. Według raportu opublikowanego w tym tygodniu przez bibliotekę brytyjskiego parlamentu liczba osób zrzeszonych w ugrupowaniach jest obecnie bardzo niska.

Wpływy ze składek stanowią jedynie niewielką część budżetów: 2 proc. rocznych przychodów Partii Konserwatywnej, 9 proc. Liberalnych Demokratów, 14 proc. UKIP-u i 15 proc. Partii Pracy. Większość ugrupowań daje również możliwość zostania "sympatykiem", co choć wiąże się z niższą opłatą, jednocześnie pozwala na ograniczone uczestnictwo w procesach decyzyjnych, np. w trwającym od 14 sierpnia wyborze nowego lidera Partii Pracy.

Niezależne organizacje pozarządowe podkreślają jednak, że tak niski udział środków pochodzących od sympatyków lub od państwa przy jednoczesnych ogromnych wpływach od prywatnych donatorów jest niekorzystny dla brytyjskiej demokracji.

"W ubiegłym roku wpływy największych partii przekroczyły 100 milionów funtów, głównie od dużych sponsorów, co w oczywisty sposób nagina naszą politykę na korzyść organizacji i korporacji, które próbują "kupić" sobie wpływ na agendę parlamentu. To nie ma nic wspólnego z demokracją" - powiedział w rozmowie z PAP Josiah Mortimer, rzecznik Electoral Reform Society.

Według dostępnych danych wszystkie dotacje, w wysokości 250 tys. funtów lub więcej, dla trzech największych partii w okresie 2001-2010 zostały dokonane przez zaledwie 224 osoby, stanowiąc olbrzymi udział we wpływach poszczególnych partii.

Według badań Electoral Reform Society 75 proc. wyborców uważa, że "donatorzy mają zbyt duży wpływ na partie polityczne", a 65 proc. sugeruje, że "są w stanie kupować sobie tytuły i inne odznaczenia". W 2006 roku policja badała doniesienia, według których Partia Pracy miała sugerować możliwość nadania tytułów lordowskich i miejsc w Izbie Lordów bogatym sponsorom, którzy byli gotowi zaoferować niskooprocentowane pożyczki.

Czołowi politycy - w tym premierzy i ministrowie - regularnie spotykają się z donatorami partyjnymi na zamkniętych imprezach towarzyskich, na które wstęp kosztuje nawet kilka tysięcy funtów.

W 2014 roku na jednym z takich wydarzeń Partii Konserwatywnej żona byłego wiceministra finansów w rządzie Władimira Putina, Władimira Czernuchina, wylicytowała za 140 tys. funtów możliwość zagrania w tenisa z Davidem Cameronem i merem Londynu Borisem Johnsonem. Partia Pracy z kolei musiała się tłumaczyć z kilkukrotnych przypadków otrzymywania większych dotacji rozbitych na mniejsze, składane przez powiązane ze sobą osoby, aby uniknąć konieczności ujawniania tych informacji publicznie.

Włosi odchodzą od finansowania z budżetu

We Włoszech do 2017 roku ma zostać całkowicie zniesione finansowanie partii politycznych z budżetu. Przewiduje to ustawa obowiązująca od lutego 2014 roku. Choć obywatele mogą finansować partie z odpisu od podatku, tylko niewielu skorzystało z tej możliwości.

Nową ustawę zmieniającą zasady finansowania partii - po serii skandali, nadużyć i kradzieży partyjnych pieniędzy w kilku ugrupowaniach - przyjęto z inicjatywy poprzedniego rządu Enrico Letty. Finansowanie z publicznych pieniędzy jest redukowane sukcesywnie. W 2014 roku nakłady z budżetu zmniejszono o 25 procent, w roku obecnym o połowę, a w 2016 - o 75 procent. Począwszy od 2017 roku ten system przestanie całkowicie obowiązywać.

Tym samym zniesiona zostanie praktyka refundowania wydatków na kampanię wyborczą. Jej wysokość była uzależniona od liczby miejsc w parlamencie, zajętych przez daną partię. Dzięki temu te największe dysponowały milionami euro, często wydawanymi potem na prywatne potrzeby czy wręcz zachcianki polityków.

Wprowadzono natomiast możliwość dobrowolnych darowizn na rzecz partii od osób fizycznych oraz innych podmiotów. Mogą na ten cel przeznaczyć do 100 tys. euro rocznie.

Ugrupowania mogą także prowadzić telefoniczną zbiórkę pieniędzy, na przykład poprzez wysłanie SMS-a. I tak podczas wiecu wyborczego możliwe jest podanie numeru, pod który należy wysłać wiadomość tekstową przekazując na przykład 2 euro na popieraną przez siebie partię.

Odpis od podatku nie służy partiom

Począwszy od zeszłego roku każdy obywatel Włoch może odpisać 2 promile od swego podatku od dochodów osobistych na rzecz wskazanej partii. I właśnie ten pomysł okazał się niemal zupełnym fiaskiem. W 2014 roku z tej możliwości skorzystało zaledwie 16 tys. osób na prawie 30 mln podatników - podała włoska Agencja Podatkowa.

Wraz ze zmianą zasad finansowania partii, wprowadzoną w rządowej ustawie i drastycznym zmniejszeniem dotacji budżetowych znacznie pogorszyła się sytuacja finansowa wszystkich ugrupowań, które wcześniej dysponowały milionami euro.

W małych miasteczkach kandydaci w lokalnych wyborach i politycy Ruchu Pięciu Gwiazd sprzedają piwo w tamtejszych popularnych lokalach zbierając datki od klientów i wyborców. Mówią, że to lepsze niż korzystanie z publicznych pieniędzy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy