Reklama

Reklama

Proces Katarzyny W.

Policjant i znajomy męża Katarzyny W. stanęli przed sądem

Kolejni świadkowie stanęli w piątek przed Sądem Okręgowym w Katowicach - w procesie przeciwko Katarzynie W., oskarżonej o zabicie półrocznej córki Magdy. Byli to m.in. policjant, znajomy męża Katarzyny W. oraz chłopak, który w styczniu ub. roku znalazł oskarżoną leżącą na chodniku.

Przesłuchany w piątek cieszyński policjant kryminalny uczestniczył w postępowaniu dotyczącym Beaty Ch., oskarżonej o zamordowanie dziecka w Będzinie. Kobieta poprosiła go kiedyś o rozmowę i relacjonowała mu, że w trakcie pobytu w areszcie Katarzyna W. miała jej mówić, że udusiła swoje dziecko, a następnie zainscenizowała nieszczęśliwy wypadek.

Reklama

Policjant ten wcześniej w śledztwie złożył obszerniejsze zeznania - dotyczące zrelacjonowanej mu przez Beatę Ch. treści jej rozmów z Katarzyną W. Katarzyna W. miała szeroko opowiadać jej o okolicznościach zabójstwa swej córki, o zaangażowanych w nie osobach oraz o swoich motywacjach. Policjant w piątek podtrzymał treść odczytanych wcześniejszych zeznań.

Obrońca Katarzyny W. mec. Arkadiusz Ludwiczek pytał go m.in. czy Beata Ch. zmieniała w postępowaniu dotyczącym swojej sprawy własną wersję wydarzeń. Policjant potwierdził.

Sąd odebrał też zeznania znajomego męża Katarzyny W. Mateusza M., który w dniu upozorowania porwania dziewczynki spotkał się z Bartłomiejem W. Wcześniej tego dnia obaj umawiali się na wieczór przy komputerach. Wieczorem, gdy już się spotkali, słyszał rozmowę Bartłomieja W., który dzwonił do żony m.in. z pytaniem czy dotarła już do rodziców. Szczegółów już nie pamiętał.

Potwierdził jednak w piątek wcześniejsze zeznania ze śledztwa m.in., że Bartłomiej W. po rozmowie z żoną bardzo zdenerwowany przekazał mu, że w drodze jego żona została napadnięta, a ich córki nie ma. Opowiadał wtedy również, jak wraz z jeszcze jednym znajomym pojechali na miejsce rzekomego porwania, a także zrelacjonował przebieg dalszych działań i poszukiwań dziecka. Mecenas Ludwiczek pytał go podczas rozprawy m.in. o szczegóły pierwszych chwil po rzekomym porwaniu, świadek ten jednak niewiele już pamiętał.

Przed sądem stanął również 18-letni Mateusz K., który wraz z kolegą znalazł leżącą na alejce Katarzynę W. Opisywał, że leżała twarzą do ziemi, nie zauważył u niej obrażeń, była nieprzytomna. Obok był pusty wózek. Po odzyskaniu przytomności pytali ją, co się stało - nie bardzo pamiętała. Na pytanie, gdzie jest dziecko, przeraziła się i zaczęła pytać o to samo. Po przyjeździe karetki obaj nastolatkowie poszli do domów.

Podczas piątkowej rozprawy sąd planuje przesłuchanie łącznie kilku świadków. Na wcześniejszych rozprawach odebrano już zeznania członków najbliższej rodziny, niektórych znajomych, kobiet współosadzonych z Katarzyną W., a także biegłych medycyny sądowej, którzy wydali opinię o przyczynie śmierci dziecka - wskazując, że było to gwałtowne uduszenie.

Sąd 10 lipca przedłużył też oskarżonej areszt o trzy miesiące. Ocenił przy tym m.in., że w tym czasie realne jest zakończenie procesu.

Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki dziecko miało zostać porwane z wózka w centrum miasta. Na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według niej dziecko wypadło jej z rąk na podłogę i zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna W. | mała Madzia | Proces Katarzyny W.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy