Reklama

Reklama

Przebiegły plan Erdogana. Kara śmierci doskonałym pretekstem

Parcie prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana w kierunku dyktatury i ewidentny dryf w kierunku islamizacji Turcji już dawno stał się faktem, a szafowanie karą śmierci stanowi tylko element wyrachowanej strategii obliczonej na osiągnięcie konkretnych politycznych celów. - Pojawiła się doskonała okazja, aby pod pretekstem woli ludu, czyli procesu demokratycznego, rozluźnić stosunki z Unią Europejską, wprowadzić jeszcze silniejsze rządy autorytarne i prezydent Erdogan ją wykorzystał - wskazuje w rozmowie z Interią dr Mariusz Sulkowski, politolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego.

Gdy w Turcji po nieudanej próbie zamachu stanu w galopującym tempie postępują czystki, które dotknęły w sumie ponad 13 tysięcy osób, prezydent Recep Tayyip Erdogan wzmacnia swoją retorykę, ponownie wytacza znane działa i  publicznie ogłasza, że  "Turcy chcą przywrócenia kary śmierci", a rządzący nie mogą ignorować woli narodu  i "stwierdzić, że ich to nie interesuje".


W ocenie doktora Mariusza Sulkowskiego deklarację prezydenta  Erdogana należy rozpatrywać w znacznie szerszej perspektywie niż tylko w odniesieniu do niedawnego nieudanego puczu przeprowadzonego w Turcji.  - Prezydent Erdogan chcąc wprowadzić karę śmierci do systemu prawnego Turcji liczy się z tym, że negocjacje z Unią Europejską zostaną zerwane, jednak od wielu lat rząd turecki instrumentalnie traktuje rozmowy prowadzone z Unią Europejską - argumentuje.

Reklama

Turcja chce odgrywać rolę regionalnego imperium

Staliśmy się świadkami ewidentnego konfliktu interesów. - Tureckie władze od dłuższego czasu zdają sobie sprawę, że ich kraj nie wejdzie do Unii Europejskiej, między innymi dlatego, że coraz bardziej wyraźny staje się sprzeciw wśród państw członkowskich Unii Europejskiej, ale także dlatego, że sama Ankara widzi siebie w innej roli niż szeregowy członek Wspólnoty. Ambicje Erdogana są dużo większe i dąży do tego, aby Turcja odgrywała rolę regionalnego imperium z wpływami zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w  Europie - wyjaśnia nasz rozmówca. 

Koniec końców pod pewnymi względami członkostwo w Unii Europejskiej krępowałoby tureckie władze. - W Turcji mamy do czynienia z pogłębiającym się autorytaryzmem i włączenie kary śmierci w system prawny jest de facto tylko jednym z elementów  umacniania dyktatury i eliminowania przeciwników politycznych. Prezydenta Erdogana tak naprawdę nie interesuje, co teraz zrobi Unia Europejska, choć będzie ona oczywiście próbować naciskać na Erdogana, aby porzucił ten kierunek zmian - przekonuje dr Sulkowski.


- Pojawiła się doskonała okazja, aby pod pretekstem spełnienia woli ludu i wprowadzenia kary śmierci rozluźnić stosunki z Unią Europejską, wprowadzić jeszcze silniejsze rządy autorytarne i prezydent ją wykorzystał - dodaje.

Ankara oskarża Brukselę o nieuczciwość i żąda pieniędzy

W dłuższej perspektywie będzie to skutkować pogorszeniem się z relacji z Unią Europejską. Jest prawdopodobne, że Turcja zerwie umowę z marca 2016 roku i w konsekwencji do Europy dotrze nowa fala imigrantów. Porozumienie zawarte w marcu przez Ankarę i Brukselę przewiduje, że syryjscy uchodźcy, którzy przedostaną się przez Morze Egejskie do Grecji, będą przekazywani z powrotem Turcji.

 

W ocenie doktora Sulkowskiego od dawna można mówić o instrumentalnym wykorzystywaniu Unii ze strony Turcji, a proces ten będzie się jeszcze nasilać. - Nie jest wykluczone, że za chwilę pojawią się jakieś nowe roszczenia, a po drugie stwierdzenia prezydenta Erdogana są tylko przymiarką do tego, żeby ogłosić, że Turcja z powodu niewypłacenia pieniędzy wynikających z umowy UE zmuszona jest do wypowiedzenia tej umowy - analizuje nasz rozmówca.


Trump katalizatorem sojuszu Moskwy z Turcją

Poza kryzysem dyplomatycznym na linii Bruksela-Ankara możemy stać się świadkami zbliżenia Turcji z Rosją. - To jest bardzo skomplikowana układanka geopolityczna i niewątpliwie taki sojusz byłby jej na rękę. Problem polega jednak na tym, że w wielu punktach  Moskwa i Ankara mają rozbieżne interesy. Zasadnicze pytanie dotyczy tego, czy potencjalnym partnerom uda się pogodzić i wyjść ponad doraźne konflikty - na obecnym etapie jeszcze trudno o tym przesądzić - zaznacza. 

 - Nie jest to jednak niemożliwe, tym bardziej, że wkrótce czekają nas wybory w Stanach Zjednoczonych i istnieje duże prawdopodobieństwo, że Donald Trump je wygra, co na pewno byłoby swojego rodzaju czynnikiem katalizującym sojusz Turcji z Rosją. Na wyrokowanie, czy taka współpraca jest pewna, jest jednak za wcześnie - analizuje dr Sulkowski.

Jednocześnie zwraca uwagę, że kara śmierci jest doskonałym instrumentem do poradzenia sobie z przeciwnikami politycznymi.  - Wśród osób wyrzucanych z pracy są tysiące sędziów, urzędników i nauczycieli. To nie są tylko puczyści, tylko wszyscy Ci, którzy mogli zagrozić umacnianiu się władzy Erdogana. Próba nieudanego zamachu stanu jest doskonałym sposobem pozwalającym za jednym rozdaniem rozwiązać wiele problemów polityki wewnętrznej - wylicza. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje