Reklama

Reklama

Ostra reakcja MSZ Niemiec na zarzuty prezydenta Turcji

Minister Spraw Zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier zareagował ostro w czwartek w Berlinie na zarzuty wysunięte wobec Niemiec przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, podkreślając, że Berlin nie będzie milczał w sytuacji, gdy zagrożona jest wolność słowa i prasy.

"Zupełnie nie rozumiem słów Erdogana odnoszących się do sytuacji bezpieczeństwa w Niemczech" - powiedział Steinmeier na konferencji prasowej w budynku MSZ w Berlinie.

Zarzuty prezydenta Turcji

Erdogan zarzucił wcześniej Niemcom, że kraj ten chroni terrorystów i uchyla się od ekstradycji zwolenników Fethullaha Gulena, którego władze w Ankarze oskarżają o zorganizowanie zamachu stanu w lipcu.

Erdogan oświadczył, że Niemcy od dawna zapewniają schronienie bojownikom Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) - separatystycznego ugrupowania, uznawanego przez Turcję i UE za organizację terrorystyczną - oraz skrajnie lewicowej organizacji Rewolucyjna Partia Wyzwolenia Ludu-Front (DHKP-C), która w przeszłości dokonała zbrojnych ataków w Turcji.

Reklama

"Nie oczekujemy niczego od Niemiec, ale zostaniecie osądzeni przez historię za wspieranie terroryzmu. (...) Niemcy stały się ważnym schronieniem dla terrorystów" - powiedział Erdogan podczas wystąpienia w pałacu prezydenckim w Ankarze.

"Jesteśmy zaniepokojeni faktem, że Niemcy, które od lat chronią PKK i DHKP-C, stały się zapleczem dla gulenistowskiej organizacji terrorystycznej" - dodał turecki prezydent.

"Nie możemy milczeć"

Steinmeier podkreślił, że Berlinowi zależy na "bliskich i konstruktywnych" relacjach z Ankarą. "Nie możemy jednak milczeć wtedy, gdy chodzi o naruszenie wolności słowa i prasy. Nigdy tak nie postępowaliśmy i dziś także nie będziemy tego robić" - zaznaczył szef niemieckiej dyplomacji.

Stosunki turecko-niemieckie ostatnio się poprawiły, po załamaniu, do jakiego doszło w lecie po uchwale niemieckiego parlamentu, który uznał masakrę Ormian przez imperium osmańskie podczas pierwszej wojny światowej za ludobójstwo.   

Wypowiedź kanclerz Angeli Merkel, która w środę skrytykowała represje stosowane przez władze Turcji wobec dziennikarzy, doprowadziła do ponownego zaostrzenia relacji.

Fethullah Gulen to muzułmański kaznodzieja, który od 17 lat przebywa w USA. W przeszłości sojusznik, a obecnie główny wróg Erdogana. Przez Ankarę oskarżany jest o zorganizowanie nieudanego wojskowego zamachu stanu z 15 lipca, a także o stworzenie w Turcji tzw. struktur równoległych, zwanych teraz przez władze organizacją terrorystyczną FETO. Gulen odrzuca te oskarżenia.

Po udaremnionej próbie wojskowego puczu władze przeprowadziły bezprecedensowe czystki, które wywołują krytykę Zachodu. Wprowadzono też stan wyjątkowy, który 19 października został przedłużony o 90 dni. Ankara uzasadnia to walką, jaką państwo prowadzi przeciwko "organizacjom terrorystycznym". Zamknięto też ponad 160 redakcji uznawanych za krytyczne wobec władz, w tym gazety, magazyny i stacje telewizyjne.

Z Berlina Jacek Lepiarz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy