Reklama

Reklama

Starcie z Unią Europejską o praworządność. Czym różnią się zarzuty UE wobec Polski i Węgier?

- Instytucje unijne w sporze o praworządność traktują Polskę i Węgry niejako w pakiecie, jednak wysuwają wobec nich różne zarzuty - mówi węgierski socjolog Zoltán Fleck. Czym zatem różni się spór Unii z Budapesztem od tego z Warszawą?

Według instytucji unijnych obydwa kraje mają poważne problemy z przestrzeganiem wspólnych europejskich wartości, takich jak praworządność.

- Ten spór między Unią a polskimi i węgierskimi partiami rządzącymi koncentruje się na kilku bardzo istotnych sprawach, jak niezależność sądownictwa, niezależność prokuratury czy prymat prawa europejskiego. UE stanęła przed dużym wyzwaniem: jak radzić sobie z państwami członkowskimi, które występują przeciwko podstawowym prawom Wspólnoty? - mówi prof. Zoltán Fleck, socjolog z Uniwersytetu Loránda Eötvösa (ELTE) w Budapeszcie.

Reklama

UE wszczęła już wobec obu państw członkowskich postępowanie z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej. W styczniu wszedł w życie nowy unijny mechanizm warunkowości łączący budżet UE z praworządnością. Co prawda Komisja Europejska obiecała premierom Mateuszowi Morawieckiemu i Viktorowi Orbanowi, że wstrzyma się z wnioskiem o zawieszenie wypłat funduszy do czasu formalnego wyroku TSUE w tej sprawie - ten zapaść ma w pierwszym kwartale 2022 r. - ale rzecznik generalny TSUE już na początku grudnia uznał, że mechanizm jest zgodny z Traktatami, a skargi Polski i Węgier w tej sprawie są bezzasadne. Orzeczenie rzecznika nie jest wiążące dla Trybunału, ale zwykle ma swoje odzwierciedlenie w wyroku.

Komisja Europejska już zresztą zainicjowała procedurę i w piśmie, które 19 listopada skierowała do węgierskich i polskich władz wymieniła konkretne podejrzenia odnośnie naruszenia praworządności. Jednak zarzuty, jakie Bruksela wysuwa wobec obu państw są różne. W przypadku Polski to brak niezależności sądownictwa i kwestionowanie prymatu prawa unijnego, w przypadku Węgier - korupcja, nieprawidłowości w zakresie wydawania funduszy unijnych i wątpliwości co do niezależności prokuratury.

Węgry. Unia milczy w temacie sądownictwa

Eksperci są zgodni, że chociaż kwestia niezależności węgierskiego wymiaru sprawiedliwości znajduje się na agendzie Komisji Europejskiej, to nie jest ona traktowana z taką samą uwagą, jak w przypadku Polski. - To dlatego, że w odróżnieniu od polskiego, węgierski rząd ma większość konstytucyjną - mówi dr Petra Bard, prawniczka z Instytutu Demokracji na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim.

Bard tłumaczy, że w ten sposób Węgry mogły dokonać zmian w konstytucji i legalnie podporządkować sobie instytucje wymiaru sprawiedliwości, w tym m.in. Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, prokuraturę.

- Polski rząd nie mógł tego zrobić, ponieważ jest związany starą konstytucją, dlatego zaczął zmieniać system sprawiedliwości "tylnymi drzwiami", czyli za pomocą zwykłych ustaw, co było z ustawą zasadniczą sprzeczne - wyjaśnia Petra Bard.

To dlatego zmiany w polskim sądownictwie przykuły uwagę instytucji unijnych.

- Problem z niezależnością wymiaru sprawiedliwości dotyczy obu krajów, spór UE z Polską jest jednak na tej płaszczyźnie ostrzejszy. To głównie dlatego, że polski rząd był znacznie bardziej bezwzględny w ustanawianiu politycznej kontroli nad sądownictwem, łamiąc przy tym polskie prawo konstytucyjne. Orban co prawda zawłaszczył instytucje sprawiedliwości, ale formalnie działał w ramach prawa, więc Komisja nie mogła mu nic zarzucić - ocenia węgierski politolog Daniel Hegedüs z think tanku German Marshall Fund. Z czasem więc temat węgierskiego sądownictwa niemal całkowicie zanikł.

Polska wydaje unijne pieniądze prawidłowo

Podobnie jak wcześniej polski, także węgierski Trybunał Konstytucyjny zajął się sprawą prymatu prawa unijnego nad krajowym, po tym jak węgierska minister sprawiedliwości złożyła wniosek o ocenę czy europejskie prawo migracyjne i azylowe jest zgodne z konstytucją Węgier. Zdaniem ekspertów jednak już sam kaliber polskiego i węgierskiego wniosku do krajowego TK był inny.

- Na Węgrzech chodziło o migracje, w Polsce o niezależność sędziowską. Sprawa migracji jest oczywiście problematyczna, ale w tej kwestii są duże różnice nawet jeśli chodzi o podejście państw zachodnich. Polski konflikt z TSUE jest poważniejszy, bo w Unii nikt nie ma wątpliwości, że niezależność sędziowska jest podstawową wartością - mówi prof. Zoltán Fleck.

W wydanym w piątek, 10 grudnia, wyroku węgierski TK orzekł co prawda, że Węgry mają prawo stosować własne przepisy w obszarach, w których Unia Europejska nie wdrożyła jeszcze wspólnych unijnych przepisów, ale dodał też, że "nie jest w stanie zakwestionować orzeczenia TSUE ani badać nadrzędności prawa UE".

Natomiast w odróżnieniu od Węgier, UE praktycznie nie wysuwa wobec Polski zarzutów o korupcję. Co prawda w liście skierowanym do Warszawy Komisja wyraziła zaniepokojenie brakiem skuteczności i bezstronności polskiej prokuratury, co rodzić może obawy o należyte ściganie korupcji, zwłaszcza na szczeblu politycznym, ale ogólna opinia Brukseli jest taka, że fundusze unijne są w Polsce wydawane poprawnie. Inaczej jest na Węgrzech.

- Niektórzy eksperci wprost określają węgierski rząd mianem kleptokracji - mówi Bard.

Jak podaje Politico, aż 16 pytań skierowanych przez Komisję do węgierskich władz dotyczy korupcji, a zwłaszcza tego, jak rozstrzygane są konflikty interesów w sprawie funduszy UE, kto korzysta z finansowania UE i czy kontrolę nad wydatkami sprawują niezależne sądy. KE zwróciła się też do władz węgierskich o wskazanie kwot funduszy unijnych, które zostały wykorzystane przy konkretnych inwestycjach, np. w rejonie jeziora Balaton, oraz dostarczenie wykazu osób fizycznych i przedsiębiorstw, które na dopłatach najwięcej skorzystały. Bruksela uważa, że problem z korupcją na Węgrzech powiązany jest z brakiem niezależności tamtejszej prokuratury, która przymyka oko na nadużycia władzy i praktycznie nie prowadzi dochodzeń w sprawach o korupcję, jeśli dotyczą one kręgów politycznych i środowisk biznesowych skupionych wokół Fideszu.

Polska i Węgry: To starcie światopoglądowe

Tymczasem zarówno polskie, jak i węgierskie władze postrzegają spór o praworządność z Unią Europejską przede wszystkim jako starcie światopoglądowe.

- Kwestia praworządności w UE to element sporu ideologicznego między liberalną lewicą a konserwatystami - powiedział w wywiadzie dla Polskiego Radia 24 były minister spraw zagranicznych i europoseł PiS, Witold Waszczykowski i dodał, że argument praworządności jest przez UE wykorzystywany, aby wyeliminować z debaty publicznej środowiska konserwatywne.

Podobnie uważa Zoltán Koskovics z prorządowego Centrum Praw Fundamentalnych w Budapeszcie.

- Węgry, podobnie jak i Polska, są kierowane przez konserwatywne rządy, które rządzą w oparciu o chrześcijańsko-demokratyczne wartości. Instytucje Unii Europejskiej są kierowane przez ludzi, którzy mają postmodernistyczny, lewicowo-liberalny pogląd na świat. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby to zderzenie światopoglądów przekuć w energiczną debatę i spór polityczny z ludźmi dobrej woli po obu stronach. Zamiast tego mamy do czynienia z próbą przedstawienia przez lewicowo-liberalnych przywódców instytucji ich własnego stanowiska i bardzo liberalnych poglądów na temat imigracji czy rządów prawa jako jedynych słusznych. Jednocześnie stanowisko konserwatystów wyśmiewane jest jako "autorytarne" czy "motywowane politycznie" - mówi ekspert.

Jego zdaniem Unia forsuje program dalszej federalizacji w kierunku "Stanów Zjednoczonych Europy", podczas gdy Węgry i Polska widzą przyszłość UE jako Europy narodów.

Inaczej widzi to prof. Zoltán Fleck, którego zdaniem Polska i Węgry wciąż uczą się demokracji: - W państwach, gdzie nie ma silnych tradycji demokratycznych, pojawia się łatwość kwestionowania istoty i treści praworządności. Po transformacji systemowej mieliśmy duże złudzenia, że instytucje europejskie i członkostwo w UE błyskawicznie rozwiążą wszystkie nasze problemy. Jednak instytucje same w sobie nie mogą zbudować społecznych wartości, dlatego wciąż mamy problem z naszą tożsamością polityczną. W takiej atmosferze władzom łatwo przychodzi przywoływanie argumentów, że "jesteśmy lepsi niż inne narody", że mamy "wyjątkowe tradycyjne historyczne" i przeciwstawianie ich liberalnym wartościom Zachodu. Ale klimat polityczny w Unii się zmienia, nowy niemiecki rząd zapowiada, że będzie walczył o praworządność, Parlament Europejski też się radykalizuje. A to nie są dobre wiadomości dla obecnych polskich i węgierskich władz - kwituje Fleck.

Jowita Kiwnik Pargana

Reklama

Reklama

Reklama