Reklama

Reklama

Niemiecki europoseł o słowach Kaczyńskiego: Nie ma powodu, żeby się martwić

- Nie ma żadnych powodów, aby się martwić. Wypowiedzi pana Jarosława Kaczyńskiego są populistyczne - skomentował obawy prezesa PiS dotyczące zbrojenia się Niemiec europoseł Damian Boeselager. - Ta wypowiedź nie służy bezpieczeństwu Polski - ocenił z kolei Łukasz Kohut z Nowej Lewicy.

Gośćmi program “Studio Europa" byli europosłowie Łukasz Kohut z Nowej Lewicy i Damian Boeselager z frakcji Zielonych. Politycy skomentowali m.in. słowa prezesa PiS, w których odniósł się on do zwiększenia przez Niemcy wydatków na zbrojenia. - Nie wiem, czy Niemcy zbroją się przeciwko Rosji, czy przeciwko nam, ale się zbroją - powiedział Jarosław Kaczyński.

"Wypowiedzi pana Kaczyńskiego są populistyczne"

Łukasz Kohut pytany o to, czy jego również niepokoją niemieckie zbrojenia, odparł: - Reaguję na te słowa z dużym przymrużeniem oka. Jesteśmy silni siłą naszych sojuszników, a Niemcy są sojusznikiem Polski.

Reklama

- Nie można zapominać o historii, jednak Niemcy nie chcą powtarzać nienawiści z przeszłości - mówił z kolei Damian Boeselager. - W Niemczech nikt nie myśli o zbrojeniach pod kątem narodowościowym. Jesteśmy przecież członkami NATO. Poza tym w naszej konstytucji jest zapisane, że możemy prowadzić tylko wojnę obronną. Nie ma zatem żadnych powodów, aby się martwić. A wypowiedzi pana Kaczyńskiego są populistyczne - ocenił niemiecki polityk.

- Zawsze będą osoby, które będą starały się tworzyć podziały, których nie powinno być. Patrząc na historię powinniśmy zrozumieć, że różni ludzie mogą próbować instrumentalizować nasze obawy. Dlatego tak ważny jest projekt europejski - podkreślił Boeselager.

Kohut mówił z kolei: - Politycy PiS bardzo często mają potrzebę takiego przekazu na użytek wewnętrzny i wmawiają, że jest jakiś wróg u bram, np. Niemcy. Natomiast to generalnie nie służy bezpieczeństwu Polski, bo tylko oddala nas od głównego stołu polityki europejskiej.

Czas kryzysu a rewizja unijnych traktatów

Europosłowie odnieśli się także do niedawnej rezolucji Parlamentu Europejskiego, który wezwał Radę Europejską do rozpoczęcia procesu rewizji traktatów unijnych. Zdaniem polityków czas wzmożonych kryzysów w UE (m.in. wojna w Ukrainie, wysoka inflacja, kryzys energetyczny, wychodzenie z pandemii koronawirusa) to dobra chwila na otwarcie dyskusji na temat zmian w traktatach.

- To najlepszy moment, bo takie sytuacje kryzysowe, kiedy Unia Europejska ma trochę zadyszki, to czas najwyższy na zmiany i przyspieszenie integracji - mówił europoseł Nowej Lewicy. - Na przykład sytuacja z Węgrami, które blokowały szósty pakiet sankcji, pokazała, że jednomyślność jest w tak trudnym momencie historii europejskiej bezsensowna - podkreślił.

Damian Boeselager zgodził się, że UE faktycznie znajduje się teraz w trudnej sytuacji. - Mimo to czas najwyższy określić, czy chcemy wrócić do takiej Europy, w której państwa członkowskie działają oddzielnie i przez to są słabsze, czy jednak uda nam się wykonać kolejny krok, by Europa mogła być bardziej sprawcza - powiedział niemiecki polityk.

Co powinno się w traktatach zmienić?

Boeselager wymienił także trzy najważniejsze - jego zdaniem - elementy traktatów, które wymagają natychmiastowej zmiany. - Po pierwsze, Komisja Europejska powinna być wybierana bezpośrednio przez Parlament Europejski, tak powstanie rozwiązanie demokratyczne. Po drugie, zasada jednomyślności w Radzie powinna zniknąć. Po trzecie, powinna być możliwość zastąpienia Rady czymś w typie Senatu Europejskiego, czyli: nie przedstawiciele rządów państw członkowskich, ale przedstawiciele np. regionów.

- Dodałbym jeszcze do tego wspólną politykę zagraniczną UE, również bez konieczności przestrzegania zasady jednomyślności. Wspólną politykę energetyczną, w tym np. wspólne zakupy gazu. To jest coś, co powinno być rozwiązywane na poziomie Wspólnoty, ponieważ wiąże się z bezpieczeństwem europejskim. I przyznanie inicjatywy ustawodawczej Parlamentowi Europejskiego - uzupełnił listę Łukasz Kohut.

Obaj politycy zgodzili się, co do tego, że nie wszystkie zmiany uda się w najbliższym czasie zrealizować. Zwłaszcza że niektóre z postulatów, w tym m.in. rezygnacja z zasady jednomyślności, spotkały się z ostrym sprzeciwem części państw członkowskich, w tym Polski.

- Myślę, że powinniśmy się wspólnie zastanowić, jakie kwestie byłoby najsensowniej rozstrzygać w sposób centralny w Unii Europejskiej. A potem, w kolejnym kroku zadajmy sobie pytanie, jak do tego dojść - powiedział europoseł Boeslager. I podkreślił, że podczas Konferencji ws. przyszłości Europy obywatelki i obywatele bardzo wyraźnie zasygnalizowali, jakich zmian sobie życzą.

Opór krajów członkowskich wobec zmiany traktatów

Inaczej widzą to jednak konserwatyści, w tym PiS, który skrytykował Konferencję jako wydarzenie, w którym zabrakło reprezentatywnej grupy obywateli i który ostro sprzeciwił się jakimkolwiek zmianom w unijnych traktatach.

- Musimy zrozumieć, że rządy krajowe zawsze będą się sprzeciwiać i zawsze będą blokować oddawanie kompetencji - skomentował Boeselager. Dodał jednak, że ma wrażenie, iż w UE rośnie świadomość tego, że poza kwestiami, które rzeczywiście lepiej rozstrzygać na szczeblu krajowym, są i takie, które warto przesunąć na płaszczyznę europejską.

Łukasz Kohut przypomniał z kolei, że w Parlamencie Europejskim to Prawo i Sprawiedliwość jest "totalną opozycją". - PiS w PE głosuje ręka w rękę ze skrajną prawicą, w tym niemiecką AfD i nie jest w ogóle w głównym nurcie polityki europejskiej - mówił. 

Jego zdaniem postulatem, który ma realne szanse na szybką realizację, jest wybór przewodniczącego Komisji Europejskiej w wyborach bezpośrednich. - Być może jest to zmiana, którą uda się wprowadzić już w ciągu najbliższych paru lat. A jeśli chodzi o rozszerzenie polityki europejskiej na politykę zagraniczną, zdrowotną czy energetyczną, to już sporo zależy od państw członkowskich i tego, na ile one pozwolą sobie na przeciąganie kołderki w stronę Unii Europejskiej - ocenił Kohut.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy