Reklama

Reklama

Kopalnia Turów. Polska ma do zapłaty 18 mln euro. Urzędnik UE: Otrzyma wezwanie

- Polska otrzyma wezwanie do zapłaty. Jeśli nie przeleje pieniędzy, to potrącimy je ze środków unijnych - przekazał korespondentce Polsat News Dorocie Bawołek wysoki rangą urzędnik UE. Choć do tej pory Komisja Europejska nie podjęła kroków, by wyegzekwować zapłatę, Polska ma jak dotychczas do zapłaty 18 mln euro, czyli ok. 75 mln złotych.

Od kar zasądzonych przez TSUE w sprawie kopalni w Turowie mija ponad miesiąc. Polska ma do tej pory do zapłaty ponad 18 mln euro, czyli ok 75 mln zł. Nawet jeśli polski rząd porozumie się z Czechami i ich skarga oraz wniosek o środki tymczasowe staną się bezpodstawne, pieniądze za dni, w których polski rząd nie respektował postanowienia TSUE, trzeba będzie zwrócić.

Komisja Europejska na razie nie podjęła kroków, by wyegzekwować pieniądze od Polski, ale jak przekazał korespondentce Polsat News Dorocie Bawołek wysoki rangą urzędnik UE, Bruksela nie przymknie oka na niezapłacone przez Polskę rachunki.

Reklama

- Wszystkie kraje zawsze płacą i Polska też otrzyma wezwanie do zapłaty, a jeśli nie przeleje pieniędzy, to potrącimy je z unijnych środków dla Polski - przekazał dziennikarce pragnący zachować anonimowość urzędnik.

Wyrok TSUE. Nowy wniosek polskiego rządu

Po tym, gdy odchodząca wiceprezes TSUE Rosario Silva de Lapuerta, zasądzając dzienne grzywny dla Polski 20 września odrzuciła wniosek Polski o uchylenie postanowienia z maja 2021 na temat środka tymczasowego (wstrzymanie prac w kopalni Turów), 21 października polski rząd złożył nowy wniosek o uchylenie tego postanowienia.

- Jeśli polski rząd powołuje się w nim na nowe, inne okoliczności i uzasadnienia niż te, które znajdowały się w poprzednim wniosku, to zawsze są szanse, że TSUE może się do niego przychylić i cofnąć postanowienie z 21 maja 2021 w sprawie środka tymczasowego - dowiedziała się Dorota Bawołek. Cofnięcie postanowienia może spowodować, że naliczane od 20 września kary zostaną zlikwidowane.

Złożony w ubiegły czwartek nowy wniosek w sprawie uchylenia postanowienia jest obecnie rozpatrywany - poinformował TSUE w ubiegły piątek tuż po manifestacji związkowców przed jego siedzibą w Luksemburgu. Tym razem decyzje w sprawie wniosku będzie podejmował nowy wiceprezes, który zastąpił Rosario Silvę de Lapuertę, jest nim Duńczyk Lars Bay Larsen.

9 listopada w TSUE odbędzie się rozprawa poświęcona sporowi Polski i Czech o Turów. Nałożony środek tymczasowy obowiązuje do momentu wydania wyroku w sprawie głównej, który TSUE wyda kilka miesięcy po listopadowej rozprawie, czyli najpewniej na początku przyszłego roku. Do tego momentu mogą być też naliczane dzienne kary za niewstrzymanie prac w kopalni, chyba że Polska porozumie się z Czechami wcześniej.

Demonstracja przez siedzibą TSUE

W piątek związkowcy z "Solidarności" zgromadzili się przed siedzibą Trybunału Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, aby zaprotestować przeciwko jego nakazowi zamknięcia kopalni Turów.

Podczas demonstracji związkowcy odczytali pismo dotyczące nałożenia na TSUE "zabezpieczenia", które zawiesza jego działalność.

- Moi drodzy, a co? Nie wolno nam? My jesteśmy suwerenem. Oni biorą kasę i wypłaty za pieniądze z naszych podatków. Dlatego zamykamy ten Trybunał Niesprawiedliwości - mówił lider NSZZ "Solidarność" Piotr Duda.

Pod pismem podpisał się Piotr Duda, który powiedział, że "postanowienie zabezpieczające" nie zostało przyjęte przez urzędników TSUE.

Urzędnicy Trybunału nie przyjęli także petycji przygotowanej przez związkowców, która wskazuje, że decyzja TSUE wobec kopalni Turów jest "bezprecedensową próbą zawłaszczenia kompetencji nieprzewidzianych traktatami, na których opiera się UE". 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje