Reklama

Reklama

Elżbieta Łukacijewska: Działania PiS na granicy to pokazówka dla Polaków

- Mam wrażenie, że na tych 30 osobach na granicy z Białorusią robi się politykę i pokazówkę dla Polaków (...) gdy tymczasem w innych miejscach przez granicę przedostają się migranci, o których służby nie wiedzą - powiedziała w rozmowie z Interią europosłanka Platformy Obywatelskiej Elżbieta Łukacijewska. Zaznaczyła też, że "kryzys uchodźczy dopiero przed nami, bo nie tylko będziemy mieli do czynienia z uchodźcami z terenów objętych wojną, ale także uchodźcami klimatycznymi".

Elżbieta Łukacijewska była pytana o reakcję polskich władz na wczorajszą decyzję Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał, że Polska musi zapewnić migrantom koczującym przy jej granicy żywność, ubrania, opiekę medyczną i, jeśli to możliwe, tymczasowe schronienie. Odpowiadając na to orzeczenie ETPCz premier Mateusz Morawiecki powiedział: - Jesteśmy gotowi w każdej chwili przekazać pomoc dla wszystkich osób, które znajdują się po drugiej stronie polsko-białoruskiej granicy, ale potrzebujemy do tego zgody władz białoruskich.

- Mam wrażenie, że pojęcie humanitaryzmu to dziś słowo przez wielu polityków zapomniane. Odróżnijmy fakt ochrony granic i bezpieczeństwa od odruchu humanitarnego (...) Jeśli tam koczują osoby chore, kobiety, dzieci, to nie rozumiem, dlaczego nie można im podać leków czy wody. Dlaczego zabroniono ludziom kierować się takim humanitarnym odruchem? - komentowała europosłanka PO.

Reklama

Na granicy "pokazówka dla Polaków"

- Szkoda, że potrzeba było aż decyzji ETPCz, by premier dostrzegł, że podanie tym ludziom wody nie zagraża bezpieczeństwu Polski - dodała Łukacijewska.

Jednocześnie europosłanka PO przyznała, że celem Białorusi jest destabilizacja działań na granicy Unii Europejskiej. - To trzeba mieć z tyłu głowy i kierować się bezpieczeństwem granic, natomiast odruch serca nie może być wpisywany w tę narrację - zaznaczyła Łukacijewska.

- Mam wrażenie, że na tych 30 osobach na granicy robi się politykę i pokazówkę dla Polaków (...) gdy tymczasem w innych miejscach przez granicę przedostają się migranci, o których służby nie wiedzą - powiedziała europosłanka.

Czytaj też: Prymas Polski: Życie emigranta jest święte

Czarny scenariusz kryzysu. To dopiero początek

Łukacijewska była też pytana, dlaczego dopiero w środę, po kilkunastu dniach trwania kryzysu przy granicy, głos w tej sprawie zabrał Donald Tusk.

- Rządzi PiS z koalicjantami. Pan premier i wicepremier Kaczyński są odpowiedzialni za bezpieczeństwo naszych granic i podejmowanie decyzji - odpowiedziała - Dodatkowo jakiekolwiek słowa Donalda Tuska są odbierane jako mocna ingerencja w działania rządzących.

Łukacijewska zaznaczyła, że zgadza się z Donaldem Tuskiem w ocenie obecnej sytuacji. - Kryzys uchodźczy dopiero przed nami, bo nie tylko będziemy mieli do czynienia z uchodźcami z terenów objętych wojną, ale także uchodźcami klimatycznymi, dlatego musi być porozumienie całej opozycji, ale i dobry przekaz dla Polaków, żeby podjąć odpowiednie decyzje, które nas ochronią, ale także pozwolą pomóc tym, którzy tej pomocy potrzebują - podkreśliła europosłanka i dodała - To, że mówimy o pomocy w postaci żywności czy leków, nie jest absolutnie równoznaczne z naciskiem na otwarcie granic.

Gdzie jest Jarosław Kaczyński?

Zapytana o to, czy nie brakowało jej stanowiska Donalda Tuska przez kilkanaście dni kryzysu przy granicy, Łukacijewska odparła: - Brakowało mi głosu wicepremiera ds. bezpieczeństwa Jarosława Kaczyńskiego, który udał się na odpoczynek. Brakuje mi cały czas głosu prezydenta Andrzeja Dudy, który także pojechał na urlop w czasie kryzysu afgańskiego. Trochę to smutne, bo pokazuje, że gdyby jakieś nieszczęście stało się na granicach Polski, to nie ma nikogo, kto podejmie szybką reakcję i odpowiedzialne decyzje.

UE ma konkretne procedury

Łukacijewska skomentowała także oświadczenie rzecznika Komisji Europejskiej w sprawie kryzysu przy granicy z Białorusią. "Potrzebne jest zarówno uporządkowane, solidne zarządzanie granicami, jak i pełne poszanowanie podstawowych praw migrantów" - mówił rzecznik.

- KE zwraca tutaj uwagę, że nie mówimy o jednostkowym konflikcie, ale tych miejsc zapalnych jest bardzo dużo. Już nie mówiąc o kryzysie klimatycznym. Dlatego UE nie może nagle otworzyć granic dla wszystkich. Są procedury, których trzeba przestrzegać i o tym mówił rzecznik - wyjaśniała europosłanka.

- Unia ma konkretne procedury dotyczące tego, kto i na jakich zasadach może do niej wjechać. Jednak zawsze przy takich sytuacjach jak teraz w Afganistanie rodzi się odruch serca i nacisk ze strony społeczności, że może powinniśmy wpuszczać więcej uchodźców. A to nie jest przecież takie łatwe. Bezpieczeństwo granic jest bardzo istotne, a jeśli mówimy o Afganistanie, to trzeba patrzeć na to, kto przekracza granice, by nie okazało się, że za chwilę będziemy mieli w Europie organizacje terrorystyczne - mówiła Elżbieta Łukacijewska.

Czytaj też: Ks. Wojciech Lemański: Ci ludzie są pionkami w politycznej grze

"Pani marszałek, ku mojemu przerażeniu, naruszyła prawo"

Ostatnim tematem rozmowy był planowany przez opozycję wniosek o odwołanie marszałek Sejmu Elżbiety Witek i warunek, jaki postawiła Konfederacja za jego poparcie. Ugrupowanie to chce, by inne kluby zagłosowały za ustawą "stop segregacji sanitarnej".

- Nie rozumiem, dlaczego ktoś stawia warunki. Pani marszałek, ku mojemu przerażeniu, naruszyła przepisy Sejmu, naruszyła prawo i w ogóle nie powinno być dyskusji i wątpliwości. PiS powinien sam usunąć marszałek, bo niegodnie reprezentuje i PiS i Polaków - podkreśliła europosłanka PO.

- Apelowałabym do wszystkich, że jeśli ktoś łamie prawo, powinien ponieść konsekwencje, a wszyscy Ci, którym na sercu leży przestrzeganie prawa powinni bez warunków wstępnych podpisać wniosek o usunięcie Elżbiety Witek - dodała Łukacijewska.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje