Reklama

Reklama

Bartosz Arłukowicz: Będę ostatnim, który krytykowałby KE za to, że kupiła szczepionki dla UE

Polskie władze nie wykorzystały możliwości zakupu około 15 milionów sztuk szczepionki firm Moderna i Pfizer. - To niedopuszczalne, że rząd nie wykupuje szczepionki, która się Polakom należy - mówi w rozmowie z Interią europoseł Koalicji Obywatelskiej Bartosz Arłukowicz. Recenzując działania Komisji Europejskiej w sprawie szczepionek polityk zaznacza: - Jak pomyślę, że zamiast Ursuli von der Leyen w imieniu Polski miałby negocjować np. Marek Suski, to jednak wybieram panią von der Leyen.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Po spotkaniu strony rządowej z opozycją minister Michał Dworczyk chwalił pana propozycje zmian w programie szczepień. To dobrze, że rząd zorganizował takie spotkanie?

Reklama

Bartosz Arłukowicz, europoseł KO: - Takie spotkania powinny być organizowane cyklicznie od początku pandemii. Niestety rząd ma problem z wykorzystaniem porad ludzi, którzy chcą pomóc w tej trudnej sytuacji, jaką przecież jest konieczność zaszczepienia większości Polaków.

Jakie postulaty zgłosił pan na spotkaniu?

- Złożyłem dwie propozycje. Pierwsza, ważniejsza, to stworzenie szybkiej ścieżki szczepienia osób walczących z nowotworami. Musi być tak, że to nie pacjent z rakiem czeka na termin szczepienia, ale termin szczepienia czeka na pacjenta.

Ze względu na to, że osoby z nowotworami przyjmują chemioterapię i radioterapię, wyodrębniona powinna być dla nich kompletnie inna ścieżka szczepienia. Najlepiej w centrach onkologii, ponieważ tam doskonale wiedzą, kiedy ci pacjenci powinni być zaszczepieni.

Minister Dworczyk mówi, że to ciekawa, merytoryczna propozycja. Oczekuje pan, że zostanie ujęta w programie szczepień?

- Liczę na to ja i liczą na to tysiące pacjentów onkologicznych. Dlatego że dla tych ludzi każdy dzień jest walką o życie. A teraz muszą walczyć i z rakiem, i z covidem. Jeśli byliby zaszczepieni, to spokojnie mogliby wrócić do szpitali np. na planowe chemioterapie. A to by oznaczało, że onkologia mogłaby powoli wracać do normalnego trybu pracy i leczenia.

Powiedział pan, że rząd powinien robić takie konsultacje od samego początku. Ale nie robił. Dlaczego akurat teraz się na to zdecydował?

- Wystraszył się sytuacji, w której się znalazł: zawalił się system szczepień, zawalił się system dostaw oraz wyszło na jaw, że rząd odmówił zakupu od firmy Moderna ok. 7 mln sztuk szczepionki.

Na spotkaniu potwierdziliśmy też, że taka odmowa miała miejsce w przypadku Pfizera. To niedopuszczalne, że rząd nie wykupuje szczepionki, która się Polakom należy.

Czyli była partia szczepionek Pfizera przeznaczona dla Polski, nasz kraj mógł je wykupić, tymczasem tego nie zrobił? Dlaczego? Czy padła odpowiedź na to pytanie podczas spotkania ze stroną rządową?

- Kiedy pytałem o terminy potencjalnych transz szczepionki do Polski, premier Mateusz Morawiecki mi przerwał i powiedział: "panie ministrze, informuję pana, że kupiliśmy wszystkie możliwe do kupienia szczepionki firmy Pfizer". Po serii trudnych pytań minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał, że rząd podjął decyzję o niekorzystaniu z transzy z jednej puli 100 mln szczepionek dla całej UE. Dla Polski byłoby to około 9 milionów szczepionek. Czyli panowie rozminęli się  w 100 proc. 

Czy minister powiedział, dlaczego podjęto taką decyzję?

- Nie, minister unikał udzielenia jednoznacznych odpowiedzi.

Władysław Kosiniak-Kamysz napisał na Twitterze po spotkaniu, że premier będzie poszukiwał innych źródeł szczepionek. Czyli w domyśle - poza umowami zawartymi przez KE. Pan też odniósł takie wrażenie?

- Nie. Natomiast mam jedno oczekiwanie wobec rządu - zanim kupią z innych źródeł, niech kupią to, co nam się należy. To, co UE dla nas wynegocjowała.  

To spotkanie było potrzebne? Przyniesie jakieś efekty?

- Mam nadzieje, że rządzący wysłuchali merytorycznych propozycji, które padły. Bo nie powiedziałem jeszcze o mojej drugiej sugestii. Dlaczego jest tak, że jako syn nie mam prawa założyć profilu zaufanego swojej mamie, która ma 73 lata i nie jest tak biegła w obsłudze komputera, jak młodsze pokolenia? Żeby nie stać w kolejce i nie dzwonić na infolinię, musi założyć internetowe konto pacjenta. A do tego musi mieć konto bankowe. Oczekuję od rządu podjęcia działań w tej sprawie.

Czy na to pytanie uzyskał pan odpowiedź?

- Nie. Ale będę drążył ten temat. Uważam, że systemy państwa powinny być tak skonstruowane, by dziecko mogło zarejestrować rodzica, a współmałżonek współmałżonka.

W poniedziałek minister Niedzielski powiedział: "Mamy naprawdę ustabilizowaną sytuację epidemiczną, w przeciwieństwie do tego, co dzieje się w całej Europie". Zgadza się pan z tą oceną?

- Polski minister zdrowia często wypowiada się w kontrze do tego, co się dzieje w Europie. Dlatego ja przytoczę fakty - według ostatnich danych Eurostatu Polska jest rekordzistą w Europie pod względem wzrostu liczby zgonów rok do roku. W listopadzie 2020 roku ten wzrost wyniósł w Polsce 97,2 proc. Mamy jeszcze tylko dwa kraje, w których przekroczył on 90 proc. - Bułgarię i Słowenię. Chyba nie ma się co chwalić, że znaleźliśmy się w takim gronie.

Dodatkowo znajdujemy się na 26. miejscu pod względem liczby wykonanych testów.

Minister zapewne mówił o sytuacji bieżącej, czyli z ostatnich dni stycznia. Teraz jest lepiej niż w czasie, o którym pan mówi?

- Mamy teraz mniejszą liczbę dziennych zakażeń, co wynika z niskiego poziomu testowania, ale cały czas ogromnie wysoką liczbę zgonów. Dziwię się, że minister zdrowia próbuje nie zauważać tego strasznego faktu. Codziennie umiera kilkaset osób. A w tych danych nie liczymy przecież ludzi, którzy umierają z powodu przestawienia systemu ochrony zdrowia na walkę z covidem - tych, którzy umierają na raka, zawał, czy cukrzycę. Stąd mój apel w sprawie osób chorych na nowotwór.

Rzecznik rządu mówi, że przed weekendem zostanie ogłoszona decyzja w sprawie obostrzeń. Polska może sobie pozwolić na luzowanie restrykcji?

- Część gospodarki powinna zostać odblokowana, ponieważ została zamknięta w sposób chaotyczny. Jednak zadaniem rządu jest monitorowanie stanu bieżącego. Jeżeli w Polsce nie bada się występowania nowych wariantów koronawirusa, to nie mamy pełnego obrazu sytuacji. A jak nie mamy tego obrazu, to nie możemy podjąć racjonalnej decyzji.

Drugim zadaniem rządu jest błyskawiczne ściąganie do Polski jak największej liczby dawek szczepionki. A tymczasem okazuje się, że władza odmawia zakupów.

Po trzecie, trzeba się trzymać tego, co się ustala z ekspertami. Przypomnę choćby podział Polski na strefy żółte, zielone, czerwone... Gdzie to wszystko jest? Ludzie żyją w chaosie i bez jasnych perspektyw.

Nowy wiceminister edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski powiedział, że w lutym jest szansa na powrót do szkół większej liczby uczniów. Jest?

- To wróżenie z fusów. Żeby otworzyć szkoły, trzeba przede wszystkim zaszczepić nauczycieli. Jeśli nie da się ich wszystkich zaszczepić od razu, to trzeba przygotować szybkie ścieżki testowania. Tymczasem nie ma ani masowego szczepienia nauczycieli ani szybkiej ścieżki testowania.

Kto odpowiada za wolne tempo szczepień w Unii Europejskiej?

- To zależy, jak na to patrzeć. Bo sama liczba zakupionych szczepionek jest imponująca - ponad 2 mld.

Tylko że to są jedynie zakontraktowane liczby. A teraz chodzi o wyegzekwowanie ich dostaw. Czy KE ma narzędzia, by to zrobić?

- Jestem przekonany, że KE je znajdzie. Nie znam treści umów, natomiast ważne jest, że to są umowy ramowe. Na przykład z Pfizerem umówiono się na dostawę 600 mln szczepionek. Za dalszy proces szczepień odpowiadają rządy.

Czyli za kupno i dystrybucję?

- Tak. Na spotkaniu pytałem ministra Dworczyka o te umowy. Nasz plan dostaw oscyluje wokół 350-380 tysięcy tygodniowo. Dla tak wielkiego kraju, jak nasz, to jest niewiele. Zadałem pytanie, czy umowa, którą zawarł polski rząd, określa, że Pfizer będzie dostarczał szczepionki w równych cotygodniowych transzach do końca roku, czy jednak jest opcja zwiększenia. Minister nie odpowiedział. Dlatego przyjmuję, że w umowie nie ma zapisu, że Polska może kupić więcej niż te 380 tys. tygodniowo.

Jeśli tak faktycznie jest, to jest to dla nas dramatycznie zła informacja, ponieważ oznacza, że seniorów zaszczepimy gdzieś pod koniec roku.

Jednak dostawy opóźniają też same koncerny. A KE wydaje się bezradna.

- Informacje od producentów mnie niepokoją, bo naszym wspólnym wysiłkiem - polityków i producentów - powinno być jak najszybsze dostarczenie szczepionek na rynek.

KE podała, że do końca tygodnia przedstawi projekt kontroli eksportu szczepionek produkowanych w krajach UE. Po to, by zabezpieczyć się przed zmniejszaniem dostaw. Czy takie środki ostrożności nie powinny zostać przygotowane wcześniej?

- Próby upewnienia się, że szczepionki zamówione przez Komisję Europejską nie są wywożone poza Europę, uważam za potrzebne. Musimy mieć pewność, że skoro UE współfinansuje ich powstawanie, to koncerny powinny się wywiązać z umów.

Będę ostatnim, który krytykowałby KE za to, że kupiła szczepionki dla UE. Gdybyśmy stanęli do tych przetargów samodzielnie, każdy rząd z osobna, to nie mielibyśmy żadnych szans w porównaniu z większymi krajami. A jeszcze jak pomyślę, że zamiast Ursuli von der Leyen w imieniu Polski miałby negocjować np. Marek Suski, to jednak wybieram panią von der Leyen, ponieważ znam jej skuteczność.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje