Reklama

Reklama

Bałkany sfrustrowane Unią Europejską. Oskarżają jej przywódców o niemoc

Szczyt przywódców Unii Europejskiej i Bałkanów Zachodnich nie zdołał przełamać impasu związanego z opóźniającą się kandydaturą Macedonii Północnej i Albanii do członkostwa w UE. Pomimo oficjalnego statusu kandydatów negocjacje z nimi dotąd się nie rozpoczęły. Frustracja udziela się także innym państwom regionu. Tym bardziej, że Unia, ich zdaniem, pozwala na ekstraordynaryjną ścieżkę Ukrainy w kierunku członkostwa.

Przywódcy sześciu krajów bałkańskich: Albanii, Bośni i Hercegowiny, Kosowa, Czarnogóry, Macedonii Północnej i Serbii wyrazili rozczarowanie faktem, że unijne negocjacje z nimi jeszcze się nie rozpoczęły lub utknęły w martwym punkcie, lata po obiecaniu ostatecznego członkostwa w UE. 

- To, co się stało, jest poważnym ciosem w wiarygodność Unii Europejskiej - powiedział premier Macedonii Północnej Dimitar Kovacevski na konferencji prasowej po szczycie Bałkany-UE. Podczas niego przywódcy UE powtórzyli swoje obietnice złożone prawie dwie dekady temu o zapewnieniu państwom bałkańskim członkostwa w UE od razu po tym, gdy wprowadzą one "głębokie reformy gospodarcze, sądownicze i polityczne".

Reklama

Sprawę utrudnia jednak weto Bułgarii, będącej członkiem UE. To Sofia zablokowała w 2020 roku rozmowy akcesyjne z Macedonią Północną z powodu sporu dotyczącego wspólnej historii i języka. To z kolei powstrzymuje kandydaturę Albanii, ponieważ UE powiązała akcesję Tirany z akcesją Macedonii Północnej.

Edi Rama: To, co robi Bułgaria, to wstyd

Albański premier Edi Rama powiedział, że brak postępów albańskiej kandydatury to "hańba". Oskarżył także przywódców UE o "niemoc" oraz o to, że nie naciskali odpowiednio mocno na Sofię, tak by poszła na ustępstwa.

- To wstyd, że kraj NATO, Bułgaria, "podtapia" dwa inne kraje NATO, Albanię i Macedonię Północną, w trakcie trwania gorącej wojny na europejskim podwórku, podczas gdy 26 innych krajów UE siedzi nieruchomo w przerażającym pokazie niemocy - powiedział Rama w rozmowie z dziennikarzami będącymi na szczycie.

Edi Rama, który przez chwilę rozważał nieobecność na czwartkowym szczycie, powiedział, że jasno przedstawił swoje stanowisko przywódcom UE podczas sesji za zamkniętymi drzwiami. Jednak - jak podkreślił - rozpad bułgarskiej koalicji rządowej oznaczał brak możliwości przełomu w sprawie rozmów akcesyjnych. Takie decyzje wymagają bowiem jednomyślności 27 państw.

- Nawet pandemia czy groźna wojna nie była w stanie ich zjednoczyć - ocenił Rama w kontekście wewnętrznych sporów w UE.

Francja i Holandia boją się powtórki z brexitu

Bardziej optymistycznie wypowiadał się z kolei były bułgarski premier Kirił Petkow, który reprezentował kraj pomimo upadku swojego gabinetu dzień wcześniej. Polityk powiedział, że ma nadzieję na szybkie poparcie dla kandydatury Macedonii Północnej w bułgarskim parlamencie. Nie podał jednak więcej szczegółów. 

Jak zauważa Reuters, głównymi hamulcowymi w dalszym rozszerzeniu UE są Francja i Holandia. Kraje te obawiają się powtórki z 2007 roku, gdy do Unii przystąpiły Bułgaria i Rumunia. Kraje te wskazują na źle zarządzaną migrację pracowników z Europy Wschodniej, która zwróciła wielu Brytyjczyków przeciwko UE.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy