Reklama

Reklama

Adam Bielan: Komisja Europejska mogła się zabezpieczyć na scenariusz zmniejszenia dostaw szczepionek

- Komisja Europejska mogła zabezpieczyć się na takie scenariusze już jesienią. Wiele krajów dowiedziało się o ograniczeniu dostaw od podmiotów trzecich. To sytuacja absolutnie skandaliczna, gdy koncern bez wcześniejszego informowania zmniejsza liczbę dawek - mówi w rozmowie z Interią europoseł Zjednoczonej Prawicy Adam Bielan. Jego zdaniem polski rząd właściwie przygotował się na takie przypadki.

Agnieszka Waś-Turecka, Interia: Jest pan zły na Węgry? Poza UE dogadują się w sprawie szczepionek z Rosją i Chinami.

Reklama

Adam Bielan, europoseł Zjednoczonej Prawicy: - W wielu krajach UE mamy olbrzymie napięcia związane z wolnym tempem akcji szczepień. Nadzieje związane ze szczepionkami są ogromne, także w kontekście ratowania gospodarek. A nie ma co ukrywać, że UE nie jest do tego najlepiej przygotowana.

Tylko czy łamanie unijnej solidarności to jest klucz, żeby sobie z tym napięciem poradzić?

- Komisja Europejska miała czas od jesieni by się do tego przygotować. Gdyby działała sprawniej, to napięcia byłyby mniejsze.

Węgry nie są pierwszym krajem, który narusza unijną solidarność. Przypomnę komunikat władz rosyjskich po rozmowie kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Władimirem Putinem o tym, że Niemcy będą współpracować z Rosjanami przy szczepionce. Jeżeli kanclerz największego kraju UE, który dodatkowo pełnił prezydencję przez ostatnie pół roku, a więc wtedy, gdy toczyły się negocjacje w sprawie szczepionek, pierwsza daje sygnał do takich bilateralnych rozmów...

Po informacjach w sprawie osobnych umów zawartych przez Niemcy pana frakcyjny kolega Patryk Jaki wnioskował o specjalną debatę na forum Parlamentu Europejskiego. Czy spodziewa się pan podobnego wniosku w stosunku do Węgier?

- To nie był pierwszy przypadek, gdy Niemcy wyłamały się z unijnej solidarności na rzecz Rosji. Ma to symboliczny wymiar zwłaszcza po kolejnej próbie mordu politycznego na Aleksieju Nawalnym.

W kontekście Węgier to też nie pierwszy raz, gdy wyłamują się w kierunku Rosji. A w ich przypadku mamy dodatkowo kontakty z producentem szczepionek z Chin.

- Rola Niemiec w polityce europejskiej jest mimo wszystko znacznie większa, niż Węgier. Węgry kierują się częściej swoim interesem narodowym, rzadziej ogólnym. Natomiast to, co robią, nie szkodzi interesom ogólnoeuropejskim tak bardzo, jak na przykład budowanie przez Niemcy ramię w ramię z Putinem gazociągu Nord Stream 2.

gry też mają swoją energetyczną historię z Rosją. Chodzi mi o współpracę przy rozbudowie elektrowni atomowej Paks.

- Tylko że ta współpraca nie uderzy w bezpieczeństwo energetyczne całego regionu Europy, a tak stanie się w przypadku Nord Stream 2.

Czyli Węgrom wolno więcej niż Niemcom?

- Węgry nigdy nie prowadziły aż tak szkodliwej polityki dla Europy jak Niemcy. Proszę mi wskazać projekt węgiersko-rosyjski, który zagrażał tak bardzo sąsiadom, jak gazociąg omijający Polskę i Ukrainę...

Powtarzam, rozumiem frustrację związaną ze szczepionkami w niektórych krajach członkowskich. Napięcia są przecież także w Polsce. Dlatego oczekuję od Komisji Europejskiej większej skuteczności.

Polska też się wyłamie z wspólnego mechanizmu zakupu szczepionek?

- Sondowaliśmy różne opcje. Dotąd takiej decyzji nie było. Czekamy na rejestrację szczepionek kolejnych producentów. Mam nadzieję, że w drugim kwartale 2021 roku dojdzie do przełomu w liczbie preparatów dostępnych na naszym kontynencie.

Obecne ograniczenie dostaw szczepionek w UE wynika z jednostronnej decyzji koncernu Pfizer. KE przyznała, że była zaskoczona takim obrotem spraw. Urzędnicy w Brukseli powinni to byli przewidzieć?

- Zdecydowanie. Komisja mogła zabezpieczyć się na takie scenariusze już jesienią. Wiele krajów dowiedziało się o ograniczeniu dostaw od podmiotów trzecich. To sytuacja absolutnie skandaliczna, gdy koncern bez wcześniejszego informowania zmniejsza liczbę dawek. Bo pamiętajmy, że ta szczepionka jest dwudawkowa. Rządy wielu krajów UE pod wpływem mediów i opinii publicznej popełniły błąd i rozdysponowały wszystkie dawki, które dostawały. Teraz będą mieć olbrzymi problem, by zaszczepić mieszkańców po raz drugi. Na szczęście rząd Polski tego błędu nie zrobił.

Czy KE powinna podjąć kroki prawne przeciw Pfizerowi?

- Nie wiem, jak były skonstruowane umowy, ale z całą pewnością trzeba to rozważyć. I to nawet nie chodzi o samo zmniejszenie dostaw, bo Pfizer tłumaczy, że ono jest konieczne, by docelowo je zwiększyć. Natomiast chodzi o politykę informacyjną. O to, że kraje nie zostały uprzedzone i nie zachowały w rezerwie drugiej dawki.

Włochy zastanawiają się nad złożeniem pozwu. Czy Polska też się na to zdecyduje? Nasz program szczepień też ucierpiał na zmniejszeniu dostaw.

- Wszystkie kraje UE ucierpiały, na szczęście Polska lepiej się zabezpieczyła. Powinniśmy natomiast trzymać się polityki solidarności w UE tak długo, jak to będzie możliwe. Także ewentualne zaskarżanie będzie bardziej skuteczne, jeśli będzie się odbywało na poziomie unijnym.

Jak pan ocenia polski program szczepień?

- Na tle europejskim - bardzo dobrze. Mam porównanie do Belgii, obserwuję statystyki w poszczególnych krajach, już nie chcę się znęcać nad Francją...

Skoro przywołuje pan statystyki, to ja też się na nie powołam. Bloomberg  podaje, że Polska zaszczepiła 1,56 proc. populacji. Tymczasem średnia dla UE to 1,65. W Rumunii - 1,79 (dane z 21.01.2021 - przyp. red.)

- Polska jest w stanie podawać 3,5-4 mln dawek miesięcznie. Jedyne ograniczenie, jakie mamy, to liczba dostępnych dawek. Są kraje, które są powyżej tej średniej, ponieważ, nie zachowując rezerw na drugą dawkę, od razu wyszczepiały praktycznie wszystkie dawki, jakie miały i dzisiaj płacą za tę politykę. Polska te rezerwy ma. Nie mieliśmy zaufania do deklaracji producentów w sprawie wielkości dostaw i jak się okazało słusznie.

Dlaczego?

- Bo już w grudniu Pfizer zaczął łamać ustalenia i dostaliśmy mniej dawek niż było zapowiedziane.

Na tle innych krajów UE nasz program jest bardzo dobrze zbalansowany. Kraje wielokrotnie bogatsze niż Polska, np. Francja, są znacznie gorzej od nas zorganizowane.

Skoro jest dobrze zorganizowany, to dlaczego rząd wprowadza korekty na bieżąco? Ostatnia dotyczy kolejności szczepień w pierwszym etapie. Tego nie można było ustalić wcześniej?

- To naturalne, że korekty są wprowadzane w programach poszczególnych krajów. Zmiana w Polsce wynikała z mniejszej liczby szczepionek niż deklarowali producenci. Stąd ta pierwsza grupa została podzielona, ustalono priorytety dla seniorów 80+, potem 70+...

Ale akurat to, co skorygowano ostatnio, dotyczyło tego, czy pierwsi zostaną zaszczepieni prokuratorzy czy jednak osoby przewlekle chore.

- To jest pytanie, czy prokuratorów i funkcjonariuszy CBA należy zakwalifikować do służb mundurowych. Uważam, że tak. Natomiast gdybyśmy mieli deklarowaną liczbę szczepionek w styczniu i lutym, to ta kolejność podgrup w grupie pierwszej nie miałyby aż takiego znaczenia.

Ale, ogłaszając korektę, minister Michał Dworczyk nie miał jeszcze listy chorób przewlekłych, które kwalifikowałyby do wcześniejszego szczepienia. To nadal było w trakcie konsultacji. Czyli nie chodziło o kolejność podgrup, ale wręcz nie wiedziano, kto do jakiej podgrupy należy.

- To akurat są decyzje działającej przy premierze rady medycznej. Ale gdybyśmy mieli szczepionki na poziomie 3,5-4 mln miesięcznie, to nie miałoby to aż takiego znaczenia. Ale dawek jest mniej, dlatego też decyzje w ramach grup są trudniejsze. Bo to jest ciężka kwestia - komu podać szczepionkę w pierwszej kolejności?

Europa idzie w kierunku zaostrzania restrykcji związanych z pandemią z obawy przed nowymi, bardziej zaraźliwymi wariantami koronawirusa. Jest szansa, że Polska pójdzie w przeciwnym kierunku i złagodzi obostrzenia?

- Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że te rygory dla wielu ludzi oznaczają gigantyczne problemy finansowe...

No właśnie. Przedsiębiorcy wbrew obostrzeniom otwierają restauracje, zapowiadają uruchomienie stoków narciarskich... Co zrobić, by ograniczyć tę samowolę? Wlepiać mandaty, czy zwiększać pomoc w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych?

- Zdecydowanie to drugie. Pomoc musi być adresowana do osób najbardziej potrzebujących. Nie tych, którzy być może mniej zarobią, ale przetrwają, ale do tych, którzy są na granicy bankructwa.

Musimy też sobie zdawać sprawę z tego, że restrykcje obowiązujące w Polsce nie są aż tak wielkie, jak w innych krajach europejskich. W kilkunastu obowiązuje przecież godzina policyjna.

Tylko to nie jest pocieszenie dla polskich przedsiębiorców, którzy mają problem z utrzymaniem się na powierzchni. Fakt, że inni mają gorzej...

- Uruchomione przez rząd na wiosnę tracze antykryzysowe to jest pomoc na poziomie niespotykanym dotąd w polskiej historii. Ponad 170 mld zł do tej pory.

Tylko mamy też niespotykaną sytuację i czy ta pomoc, która jest, wystarcza?

- Nigdy nie będzie można powiedzieć, że wystarcza, bo nigdy nie zrekompensuje w 100 procentach strat wywołanych tak długotrwałym kryzysem całych branż. Oczywiście urzędnicy rządowi w projektowaniu pomocy powinni być elastyczni i uwzględniać specyfikę poszczególnych sektorów.

Rozumiem emocje przedsiębiorców, którzy decydują się na takie kroki w akcie desperacji. Natomiast pamiętajmy, że wciąż grozi nam trzecia fala. Jeśli przyjdzie ona w momencie, gdy mamy 8-9 tys. nowych zakażeń dziennie, to przekroczy 30 tys. dziennie w ciągu kilku tygodni i wtedy system zdrowia się załamie. Nie będzie miejsc w szpitalach. Dlatego rząd nie luzuje obostrzeń.

A kiedy możemy na to liczyć?

- Wszyscy chcielibyśmy to wiedzieć, ale trudno w obecnej sytuacji składać wiążące deklaracje. Kanclerz Merkel przygotowuje Niemców na lockdown aż do Wielkanocy. Mam nadzieję, że w Polsce poluzowanie będzie możliwe wcześniej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy