Reklama

Reklama

Zbigniew Kuźmiuk: Polska nie zaakceptuje budżetu UE w takiej formie

- Polska nie zaakceptuje budżetu Unii Europejskiej w tej formie. Jestem w szoku, że prezydencja niemiecka tak łatwo i bez konsultacji z 27 krajami, złamała ustalenia z lipcowego szczytu Rady Europejskiej. To ogromne nadużycie - podkreśla w rozmowie z Interią europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk. Polityk przypomina przy tym, że w lipcu zawarto bardzo trudny kompromis, w którym m.in. Polska zgodziła się "na wprowadzenie podatków na poziomie europejskim".

Jowita Kiwnik Pargana: Na początku tygodnia Parlament Europejski i Rada ogłosiły wstępny kompromis co do wieloletniego budżetu UE na lata 2021-2027. Jednak Polska i Węgry już poinformowały Brukselę, że zawetują to porozumienie z powodu wiązania funduszy z praworządnością. Słusznie?

Reklama

Zbigniew Kuźmiuk: - Oczywiście. Naszym zdaniem prezydencja niemiecka, która negocjowała w imieniu Rady, złamała ustalenia szefów rządów ze szczytu UE z 21 lipca. Mówię tu o szczycie 27 państw, trwającym 92 godziny, prawie cztery doby, kiedy dla dobra kompromisu każdy z premierów zgodził się na rozwiązania, na które zapewne w innym przypadku nie wyraziłby zgody.

Na co zgodziła się Polska?

- Na przykład na wprowadzenie podatków na poziomie europejskim. Co prawda jest tam zapis, że mówimy tu o rozwiązaniu jednorazowym, ale jednak jest to pozbycie się części suwerenności podatkowej na rzecz organizacji międzynarodowej. Duża sprawa, ale dla dobra wspólnego się na to zgodziliśmy. Podobnie jak na to, żeby pierwszym z tych podatków, uruchomionym najwcześniej, był podatek od nieprzetworzonego plastiku, mimo że wiemy, że Polska ma w tym zakresie spore zaniedbania. Z wiadomych względów - w poprzednim ustroju nie zajmowaliśmy się odpadami, więc teraz musimy nadrobić zaległości. To oczywiście będzie poważne obciążenie dla naszego kraju, ale zgodziliśmy się na to idąc na głęboki kompromis.

Poszliśmy też na ustępstwo w tak ważnej sprawie jak upusty w składkach. Komisja Europejska wnioskowała o to, żeby zlikwidować rabaty dla płatników netto, w tym Holandii, Austrii, Niemiec czy Danii. Jednak wiele państw, w tym Polska, zgodziło się rabaty utrzymać, dzięki czemu te kraje "oszczędzą" - że się tak wyrażę - na składce parę miliardów euro. To ogromne ustępstwa. W zamian za to oczekiwaliśmy kompromisu. I taki kompromis naszym zdaniem, i zdaniem premiera Morawieckiego, został zawarty w lipcu.

Czym różnił się od tego sprzed kilku dni?

- Wystarczy spojrzeć na konkluzje lipcowego szczytu. Zgodziliśmy się na powiązanie funduszy unijnych z praworządnością, ale rozumianą jako ochrona interesów finansowych Unii Europejskiej. I artykuł 322. Traktatu, na który powoływano się w dokumencie ewidentnie tego dotyczył. A teraz prezydencja niemiecka, żeby przypodobać się Parlamentowi Europejskiemu, wywróciła te ustalenia. Jestem zszokowany tym, że prezydencja tak łatwo i bez konsultacji z 27 krajami odstąpiła od porozumienia, które negocjowano cztery dobry. To ogromne nadużycie.

Ale przecież utrzymania reguły "pieniądze za praworządność" domagała się część grup politycznych w PE.

- PE miał tu oczywiście swoją rolę do odegrania, ale to prezydencja niemiecka negocjowała w imieniu państw członkowskich, doskonale wiedząc na co wcześniej się zgodziliśmy.

Napisał pan na Twitterze "mechanizm praworządności to nic innego jak stworzenie ideologicznej pałki, którą Komisja chce w przyszłości okładać prawicowe rządy, których w Brukseli się nie lubi". To nie za mocne słowa?

- Niestety, ale uważam, że tak zapisany kształt mechanizmu praworządności to jest ideologiczna pałka, która umożliwi Komisji wybiórcze karanie państw członkowskich.

Premier Morawiecki wysłał w czwartek do Brukseli pismo, w którym zagroził, że Warszawa zawetuje budżet.

- To jest złe sformułowanie, tu nikt niczym nie grozi, jeszcze raz przypomnę - były ustalenia 27 premierów z lipca, które teraz zostały złamane.

To ujmę to tak: zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i premier Viktor Orban oficjalnie poinformowali już Brukselę, że nie zgodzą się na budżet i tzw. warunkowość wydatków. Faktycznie grozi nam kryzys budżetowy?

- W poniedziałek zaplanowane jest spotkanie ambasadorów krajów członkowskich, na którym będzie omawiana ta sprawa. Pismo premiera Morawieckiego ma po prostu zawczasu zasygnalizować, że Polska nie godzi się na łamanie kompromisu premierów i nie akceptuje budżetu w tej formie. Chodzi o to, żeby nikt nie sprawiał wrażenia zaskoczonego. Złamali porozumienie to muszą się liczyć z konsekwencjami. Ten list jest wyprzedzający i informuje o naszym stanowisku.

Pojawiają się głosy, że zawetowanie budżetu i odrzucenie reguły praworządności będzie dla Polski oznaczać wyjście z Unii Europejskiej. Co pan na to?

- To absolutnie nieprawdziwe. To są rzeczy powtarzane głównie przez nieodpowiedzialną opozycję.

Jakie teraz Unia podejmie kroki?

- Trudno mi powiedzieć. Unia Europejska znajduje się ewidentnie na zakręcie, co więcej mamy do czynienia z bardzo poważnym kryzysem gospodarczym, który przeradza się powoli w kryzys społeczny. Ja ciągle mam nadzieję, że prezydencja niemiecka tego rozwiązania dotyczącego praworządności nie będzie forsować wbrew sygnałom płynącym choćby z Polski i Węgier, że absolutnie w takim kształcie ono nie może być przyjęte.

Budżet UE na lata 2021-2027 musi zostać przyjęty jednogłośnie. Ale jeśli tak się nie stanie, to zostanie po prostu przyjęte prowizorium budżetowe, czyli obecny budżet przejdzie na rok 2021 r. I, powiedzmy sobie szczerze, byłoby to dla nas wyjście finansowo bardziej korzystne. Tylko przypomnę, że w nowej perspektywie budżetowej, w samej tylko polityce spójności, środki dla Polski są o 23 proc. mniejsze niż obecnie.

A co z Funduszem Odbudowy? Jeśli nie będzie jednomyślności państw członkowskich nie będzie go można uruchomić.

- Brak Funduszu Odbudowy to gigantyczny problem przede wszystkim dla Włoch i Hiszpanii, w jakimś sensie także dla Francji. Polska jest oczywiście tego poważnym beneficjentem, ale mówiąc szczerze jesteśmy w stanie pożyczyć pieniądze na tych samych warunkach co Komisja Europejska. Natomiast nie mogą tego już zrobić np. Włochy, których dług publiczny przekroczył 130 proc. PKB.

Parlamentowi udało się wynegocjować zwiększenie budżetu. To duży sukces?

- Parlament zrealizował przynajmniej część swoich zamierzeń. Przede wszystkim udało się wynegocjować wzrost środków na wieloletnie programy związane ze zdrowiem, młodzieżą i badaniami naukowymi. 16 mld rzeczywiście robi wrażenie. Oczywiście trzeba pamiętać, że ta suma zostanie rozłożona na siedem lat, ale np. fundusze na program zdrowotny zostały podwyższone trzykrotnie, więc nie ulega wątpliwości, że jest to spore osiągnięcie. Uzyskano także zgodę na większą elastyczność w przenoszeniu środków w przypadku nagłych sytuacji, takich jak np. pandemia, z jednych celów budżetowych na inne. To poprawienie elastyczności jest niewątpliwie dobrym posunięciem.

Rozmawiała Jowita Kiwnik Pargana

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje