Reklama

Reklama

Szczyt UE. Zagraniczne media: Polska i Węgry wyszły zwycięsko

​Według "Washington Post" wtorkowe (21 lipca) porozumienie Rady Europejskiej w sprawie unijnego budżetu i funduszu odbudowy może być "hamiltońskim momentem" UE, na zawsze zwiększającym jej rolę i siłę. Dziennik zauważa też, że swoje cele osiągnęły Polska i Węgry. "NYT" pisze z kolei o porozumieniu w zamian za "rozwodnienie" przepisów dot. praworządności.

Jak ocenia "Washington Post" w relacji z prawie rekordowo długiego szczytu Rady Europejskiej, państwa UE uzgadniając we wtorek "ogromny plan wydatków", pokonały "głęboko osadzone podziały co do skali wedle której bogate państwa UE powinny zobowiązać się do pomocy biedniejszym".

Reklama

W trakcie negocjacji ocalona została większość z początkowego funduszu ratunkowego wartego 750 mld euro, ale za cenę zwiększonych rabatów dla płatników netto z tzw. klubu "oszczędnych", a także obłożenia dotacji z funduszu pewnymi warunkami. 

"Polska i Węgry wyszły zwycięsko"

Według dziennika, zwycięsko z rokowań wyszły też Polska i Węgry, zauważając, że z końcowego tekstu konkluzji wycofano konkretne zapisy wiążące dostęp do funduszów z zachowaniem praworządności.

"Oba kraje były krytykowane przez Brukselę gdy ich liderzy czynili ruchy przeciwko przeciwnikom politycznym i pozbawiali sądownictwo niezależności" - twierdzi gazeta.

Mimo to, według cytowanej przez dziennik ekspertki Rosy Balfour z ośrodka Carnegie Europe, porozumienie w sprawie bezprecedensowego funduszu - oznaczające m.in. zaciągnięcie w historii wspólnotowych pożyczek - jest przełomem w ewolucji Unii Europejskiej.

"To zwiększenie roli i władzy instytucji ponadnarodowych w naprawdę znaczący sposób - komentuje Balfour.

"Więcej władzy dla Brukseli"

Powołując się na ekspertów, gazeta twierdzi, że porozumienie może okazać się "hamiltońskim momentem" Europy - "wybuchem centralizacji, który na zawsze da Brukseli więcej władzy".

Według dziennika, jest to tym bardziej znaczące ze względu na nadchodzący koniec rządów Angeli Merkel, którą uważa się za główną autorkę kompromisu.

"To mało prawdopodobne, że po Merkel pojawi się "dealmaker", ktoś, kto będzie w stanie połączyć wszystkie nici razem" - oceniła Balfour. 

"NYT" o ustępstwach względem Polski

Z kolei w swojej relacji - "New York Times" ocenia, że do kompromisu m.in. doszło za cenę unijnych wartości, ze względu na "rozwodnienie" przepisów wiążących przestrzeganie norm z wypłatą funduszy. Kolejne ustępstwo wobec Polski to zrezygnowanie ze zobowiązania do osiągnięcia neutralności węglowej do 2050 roku.

Według nowojorskiego dziennika, waga osiągniętego we wtorek porozumienie jest nie do przecenienia ze względu na rozmiar uchwalonego budżetu i przełomowość przyjętych rozwiązań. Ale "NYT" zauważa też, że doszło do niego za cenę uwydatnienia podziałów między państwami członkowskimi, a także kompromisu w sprawie unijnych wartości.

"Porozumienie zostało osiągnięte za wysoką cenę jeśli chodzi o progresywne cele związane z wartościami i normami UE. Aby przekonać do niego Węgry i Polskę, liderzy UE zdecydowali się rozwodnić warunek uzależniający fundusze od spełniania wzorców praworządności, łamanych przez nieliberalne rządy obu państw" - pisze gazeta. 

Notuje przy tym, że ze względu na ten kompromis porozumienie może wzbudzić kontrowersje w Parlamencie Europejskim, który musi ratyfikować umowę.

Drugie ustępstwo

Dziennik podkreśla, że nie było to jedyne ustępstwo wobec Polski - innym było zrezygnowania ze zobowiązania się do osiągnięcia neutralności węglowej do 2050 roku jako warunku otrzymania środków z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. 

W konkluzjach szczytu znalazł się jednak zapis, że państwa, które takiego zobowiązania nie złożą, otrzymają tylko połowę należnych środków z funduszu.

Centralną osią sporu był jednak podział między klubem "oszczędnych" państw płatników-netto oraz państw południa opowiadających się za jak największym rozmiarem funduszu odbudowy Next Generation EU. "NYT" zauważa twardą postawę lidera grupy "oszczędnych", premiera Holandii Marka Rutte, który zdaniem "NYT" przyjął rolę podobną do tej, którą przed brexitem odgrywali brytyjscy premierzy.

"NYT": Macron uderzył pięścią w stół

Napięcia między dwoma blokami były tak duże, że dochodziło do scysji. 

Według źródeł dyplomatycznych dziennika, prezydent Francji Emmanuel Macron miał uderzyć pięścią w stół i nakrzyczeć na "oszczędnego" kanclerza Austrii Sebastiana Kurza, gdy ten wstał od stołu, by odebrać telefon. W odpowiedzi Kurz miał stwierdzić, że zachowanie Macrona było wynikiem niewyspania.

Zdaniem "NYT" kluczową rolę w doprowadzeniu do kompromisu odegrała kanclerz Niemiec Angela Merkel, która - inaczej niż w poprzednich sporach południa z północą - miała opowiedzieć się po stronie uboższych państw UE i w ten sposób przechylić szalę. 


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy