Reklama

Reklama

Olbrycht: To klasyczne zagranie Kaczyńskiego w czasie kampanii

- To jest klasyczne taktyczne zagranie w czasie kampanii wyborczej, czyli postawienie przeciwnika w sytuacji trudnej - powiedział europoseł PO Jan Olbrycht. W rozmowie z Agnieszką Maj z Interii komentował m.in. deklarację Jarosława Kaczyńskiego ws. niewprowadzenia w Polsce strefy euro.

Jan Olbrycht odniósł się do oświadczenia prezesa PiS ws. strefy euro. W środę Jarosław Kaczyński poinformował  o podpisaniu projektu deklaracji, która ma zagwarantować niewprowadzenie w Polsce euro, zanim kraj nie osiągnie poziomu gospodarczego równego np. Niemcom. Przesłał ją do podpisu innym liderom partyjnym.

- Jeżeli można używać porównania karcianego, to jest to próba wyimpasowania opozycji ze strony prezesa Kaczyńskiego. Prezes wie doskonale, jaki będzie efekt, i tego typu zagranie jest jednostronne.To znaczy, że chce postawić opozycję w trudnej sytuacji, w takiej, w której opozycja będzie musiała zająć stanowisko, które niekoniecznie spodoba się wyborcom PiS - mówił europoseł PO o projekcie deklaracji Jarosława Kaczyńskiego ws. euro.

Reklama

Jego zdaniem opozycja nie powinna podpisywać tego typu dokumentu. - Tym bardziej, że on jest dosyć nieprecyzyjnie sformułowany. To jest klasyczne taktyczne zagranie w czasie kampanii wyborczej, czyli postawienie przeciwnika w sytuacji trudnej - powiedział europoseł.

"Nie mówimy o wejściu natychmiast do strefy euro"

Dodał, że jest przekonany, iż  Grzegorz Schetyna zachowa się w sposób racjonalny, czyli "nie będzie reagował na zaczepki tylko będzie uczciwie mówił, jakie jest stanowisko PO".

- Od dawna mówimy o tym, że w Polsce potrzebna jest debata na temat przyszłości, na temat gospodarki w Polsce, na temat euro. Nie mówimy o wejściu natychmiast do strefy euro. Po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE sytuacja się zmienia, i to chyba pan prezes (Kaczyński) wie - powiedział europoseł.

Przypomniał, że w momencie, gdy wychodzi z UE największe państwo spoza strefy euro, to dominującą w UE będzie strefa euro. - Strefa euro daje wyraźnie do zrozumienia tym, którzy jeszcze nie są w niej, żeby do niej dołączyli. Ze strony Bułgarii, Rumunii, Chorwacji są od razu czytelne reakcje. Nawet Węgrzy nieoficjalnie mówią, że są zainteresowani. Na dzisiaj zagranie euro to jest kolejny element straszenia wyborców - logiczny z punktu widzenia gry politycznej w czasie kampanii - przyznał Jan Olbrycht.

To wina PO?

Poseł mówił także o cięciach w budżecie unijnym, które odczuje nasz kraj. Polsce - zgodnie z propozycją KE - ma przypaść około 20 mld euro mniej na politykę spójności, z której są finansowane drogi, szpitale, kolej, lotniska. Według posłów PiS, winę za to ponosi PO, m.in. komisarz Elżbieta Bieńkowska, która podpisała się pod taką propozycją budżetu.

- Dokładnie obserwuję debatę jako główny negocjator budżetu PE. Wszyscy wiedzą doskonale, że  budżet musi być trochę mniejszy po wyjściu Brytyjczyków z UE. Trzeba poza tym zapłacić za nowe wyzwania, na które polski rząd się zgodził, np. obronność. 

Dopytywany, czy dla Polski jest mniej pieniędzy dlatego, że łamie praworządność, odpowiedział: "Jeszcze nie". Jak mówił, Komisja dla Polski proponuje o 23 proc. mniej, bo zmienia politykę politykę spójności w UE. 

- Zmienia ją, ponieważ widzi, to, co się dzieje w Polsce. Sygnały płynące z Polski były takie, że nie potrzebujemy już tych pieniędzy, wystarczy nam uszczelnić VAT. Ogromna zasługa w takim podejściu do Polski jest po stronie rządu. To nie jest tak, że się kogoś karze, tylko zmienia się politykę spójności. Mówienie o tym, że pani Bieńkowska to podpisała, to nieprawda. Wszyscy którzy znają technologię, to wiedzą. W tzw. kolegium niczego się nie głosuje. 

Zdaniem Olbrychta ze strony polskiego rządu widoczny jest "brak chęci współpracy i współdziałania, brak zaangażowania w pozyskiwanie pieniędzy". - Nie mogę dzisiaj powiedzieć, że następuje jakieś załamanie, jesteśmy dzisiaj na poziomie przeciętnej - ocenia europoseł wykonanie funduszy unijnych w Polsce. 

Myślę, że to będzie ważne wystąpienie z punktu widzenia wyborów

Mówił także o planowanym wystąpieniu Donalda Tuska 3 maja w Warszawie.

- Należy spodziewać się, że Donald Tusk nie będzie mówił o ogólnych sprawach, tylko będzie mówił w tonie przedwyborczym. Sam jestem ciekaw. Pan premier Tusk nie jest osobą, która dzieli się wcześniej tym, co chce powiedzieć. Myślę, że to będzie ważne wystąpienie z punktu widzenia wyborów. Mam nadzieję, że to będzie wyraźne wsparcie, ze strony osoby, która jest dzisiaj mężem stanu, właściwie najważniejszą osobą w Europie, dla wszystkich środowisk proeuropejskich przed wyborami, pokazujące, jak ważne to są wybory dla Polski i Europy - powiedział.

Europoseł odniósł się także do sondażu "Polityki", z którego wynika, że PiS ma 35 proc. poparcia, a Koalicja Europejska 23 proc.

Z czego wynika tąpnięcie poparcia dla Koalicji Europejskiej? - Dla aktywnego polityka nieważne są poszczególne sondaże, tylko trendy. Tendencja jest absolutnie wzrostowa, pokazująca, że Koalicja Europejska przez fakt bycia koalicją i łączenia bardzo różnych sił, zyskuje. Jeszcze mamy trochę czasu to wyborów, uważam, że nie ma tąpnięcia - zakończył europoseł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy