Reklama

Reklama

Koronawirus. Krzysztof Hetman: Solidarności zabrakło ze strony krajów członkowskich, nie instytucji unijnych

Jeśli zabrakło solidarności na początku tego kryzysu, choćby wobec Włoch, które błagały o środki ochronne, to nie zabrakło jej ze strony Komisji Europejskiej czy Parlamentu Europejskiego, ale ze strony innych państw członkowskich. Czy Polska podzieliła się swoimi maseczkami z Włochami, kiedy oni o to błagali? - pyta w rozmowie z Interią europoseł PSL Krzysztof Hetman. Pytany o przygotowania do wyborów korespondencyjnych mówi: - Skandalem jest to, że PiS działa wbrew zasadom praworządności; robił to wcześniej i nie waha się tego robić podczas kryzysu i pandemii.

Jowita Kiwnik Pargana: Komisja Europejska zaproponowała państwom członkowskim, żeby przekierowały pieniądze z funduszy spójności na walkę z epidemią. Czy to dobra propozycja?

Krzysztof Hetman: - To bardzo dobry pomysł, który pozwoli państwom bardzo szybko reagować na bieżące potrzeby, jak dofinansowanie służby zdrowia. Nie mam wątpliwości, że w zależności od stanu tego kryzysu, będziemy musieli podjąć decyzję o przesunięciu środków na odbudowę gospodarki europejskiej. I ten ciężar będą musiały ponieść różne źródła finansowania, nie tylko polityka spójności, ale także np. polityka rolna. Pamiętajmy jednak, że nie oznacza to zabrania pieniędzy samorządom czy rolnikom. Oni nadal będą mogli z nich korzystać, ale z uwzględnieniem nowych i przeformułowanych celów.

Reklama

Wcześniej wszystkie projekty unijne musiały być współfinansowane z budżetów krajowych, teraz Komisja zapewnia, że będą całkowicie finansowane z funduszy Unii. Mówi się, że to radykalne ułatwienie.

- To jest doskonała decyzja. Bo KE po pierwsze upraszcza procedury i pozwala na szybsze uruchomienie pieniędzy, a po drugie umożliwia np. szpitalom i jednostkom służby zdrowia - a wiele z nich aktualnie przeżywa gigantyczne problemy finansowe - zakup respiratorów i środków ochrony osobistej bez konieczności dopłacania do nich. Bo trzeba pamiętać, że tych pieniędzy nie dokłada budżet państwa, tylko samorząd, który jest organem założycielskim np. szpitala powiatowego. Jeszcze całkiem niedawno, choćby w województwie lubelskim, urząd marszałkowski wymagał 15 proc. wkładu własnego od szpitala powiatowego na zakup środków ochrony osobistej. Dzięki ułatwieniom ze strony KE taki powiat czy taki szpital nie będzie musiał dołożyć do tego nawet złotówki. To dotyczy też przedsiębiorców, bo Komisja w wyjątkowych sytuacjach pozwoliła w całości finansować projekty wsparcia firm.

A co z zarzutami co do tego, że to nie są nowe pieniądze? Że Unia przekazuje środki, które i tak nam się należały?

- Kierowanie w ten sposób krytyki wobec UE jest bałamutne. Wiadomo, że budżet siedmioletni w tej chwili właśnie się kończy, więc wszystkie środki, które były, zostały zaplanowane. Przecież każde państwo członkowskie, które dzisiaj przesuwa pieniądze na wsparcie swoich systemów ochrony zdrowia albo na wsparcie przedsiębiorców, też nie korzysta z jakichś "nowych pieniędzy", tylko z budżetu. Na tym polega zmiana priorytetów i strategii, że w sytuacji kryzysowej trzeba z czegoś pieniądze zdjąć i przeznaczyć tam, gdzie one są bardziej potrzebne. Trzeba też sobie odpowiedzieć na pytanie: skąd właściwie UE miałaby mieć nowe pieniądze? Zapomina się o tym, że Unia to też Polska czy Niemcy. I mogą być tylko dwa źródła nowych pieniędzy w budżecie UE: albo państwa członkowskie zwiększą składki, albo wprowadzi się podatki, które będą generowały nowe wpływy do kasy unijnej. Z tym, że najwcześniej będzie to można zrobić w roku 2021; w tym roku, wspierając przedsiębiorców czy systemy ochrony zdrowia, posługujemy się tymi pieniędzmi, które mamy w budżecie. To jest proste. Natomiast używanie argumentu, że to nie są nowe pieniądze, to choćby w przypadku Polski jest wyjątkowo perfidne, bo pierwszy 1 mld 100 mln euro, który Komisja pozwoliła polskiemu rządowi wykorzystać na cele walki z COVID-19 to są zaliczki z 2019 r., których polski rząd nie wykorzystał i musiałby je zwrócić do budżetu UE. Toteż de facto można akurat ten miliard potraktować jako nowe pieniądze.

W ubiegłym tygodniu Parlament Europejski przyjął rezolucję ws. zwalczania pandemii. Dokument dotyczył pakietu naprawczego dla gospodarki, ale znalazł się w niej fragment poświęcony praworządności, a zwłaszcza krytyce polskiego rządu za plany zorganizowania wyborów korespondencyjnych. Grupa EPL była jednym z autorów rezolucji, pan jednak wstrzymał się od głosu. Dlaczego?

- Wstrzymałem się od głosowania nad całą rezolucją, ale poparłem wcześniej głosowaną poprawkę, dotyczącą praworządności. Ja publicznie mówię o tym, że w Polsce łamana jest praworządność, a plany przeprowadzenia wyborów w systemie korespondencyjnym są tego kolejnym przykładem. Mamy wyraźnie zapisane w Konstytucji Rzeczpospolitej, że wybory muszą być powszechne i tajne, zaś zaproponowane przez PiS wybory korespondencyjne nie będą ani tajne, ani powszechne, więc łamią w sposób oczywisty konstytucję.

Skoro jest pan przeciwny polityce polskiego rządu, to dlaczego nie poparł pan rezolucji?

- Nie poparłem poprawki dotyczącej sankcji. Uważam, że w sytuacji pandemii i kryzysu gospodarczego, nie mogę zgodzić się na zapis, w którym mówi się o karach, w tym budżetowych, w stosunku do Polski. Bo nie ukaże się polskiego rządu ani polityków PiS tymi sankcjami, nie ukaże się Jarosława Kaczyńskiego ani tych posłów, którzy podnieśli rękę za tym, aby były wybory korespondencyjne i organizowane poza strukturami Państwowej Komisji Wyborczej, tylko ukaże się rolników i przedsiębiorców. Mówiąc o sankcjach wobec Polski, trzeba sobie odpowiedzieć, kto miałby za nie zapłacić?

Europosłowie PiS mówią, że to skandal, że taki zapis w ogóle znalazł się w rezolucji.

- Skandalem jest to, że PiS łamie przepisy prawa, konstytucję i działa wbrew zasadom praworządności; robił to wcześniej i nie waha się tego robić podczas kryzysu i pandemii. To jest skandal, że zamiast zajmować się w tej chwili kryzysami, które dotykają Polaków, ta władza zajmuje się wyborami. Ale ja nie chciałbym, żeby rezolucję PE sprowadzać tylko i wyłącznie do kwestii krytyki urzędującej władzy w Polsce. Bo tam zapisanych zostało mnóstwo kapitalnych postulatów odnośnie tego, w jaki sposób wspierać przedsiębiorców, rolników, rybaków, nawet osoby niepełnosprawne. Jakie instrumenty uruchomić, żeby skutki pandemii były jak najmniejsze.

W rezolucji poruszona została także kwestia Zielonego Ładu, zakładającego m.in. walkę ze zmianami klimatycznymi. Komisja zapewnia, że mimo kryzysu nie zrezygnuje ze strategii. Część polityków uważa, że w obliczu kryzysu UE powinna zmniejszyć swoje ambicje. Co pan na to?

- Naprawdę trzeba mieć bardzo złą wolę i być niezwykle ograniczonym, żeby nie umieć wyciągnąć wniosków z tego, co się w tej chwili dzieje. Już teraz np. smog przyczynia się do chorób, a nawet śmierci wielu osób. Za kolejnych 10-15 lat będzie jeszcze gorzej. To kiedy chcemy zacząć działać? Musi wydarzyć się taka katastrofa, jak teraz, żebyśmy zaczęli coś zmieniać? Dlatego musimy zacząć to robić teraz. Oczywiście na pewno trzeba będzie przyjrzeć się każdej legislacji, która będzie elementem Zielonego Ładu, żeby nadmiernie nie obciążać gospodarki szczególnie w okresie wychodzenia z kryzysu. Zresztą sama Komisja o tym mówi.

Rozmawiamy tuż przed specjalnie zwołanym teleszczytem Rady Europejskiej w sprawie budżetu i ożywienia gospodarki po kryzysie. Czego się pan po nim spodziewa?

- Nie wiem nawet czy ci, którzy będą brać udział w tym szczycie wiedzą, czego oczekiwać. Ja na pewno oczekuję jedności i solidarności, czyli czegoś, czego zabrakło na początku tego kryzysu. Krytykuje się UE, że nie zareagowała tak, jak powinna, ale kompletnie zapomina się o tym, czym jest UE. To jest organizacja międzynarodowa, która skupia państwa członkowskie. I jeśli zabrakło solidarności na początku tego kryzysu, choćby wobec Włoch, które błagały o środki ochronne, to nie zabrakło jej ze strony Komisji i Parlamentu Europejskiego, tylko ze strony innych państw. Bo ani Komisja ani Parlament nie mają magazynów maseczek, respiratorów, kombinezonów i gogli. Takie magazyny mają poszczególne państwa członkowskie i żadne z tych państw na początku tego kryzysu nie chciało Włochom pomóc.

Szefowa KE przepraszała Włochy.

- Owszem. Ale pamiętajmy też, że Komisja już w styczniu alarmowała o możliwości wybuchu epidemii, więc to kraje UE zareagowały zbyt opieszale. Na szczęście państwa członkowskie później zaczęły się tym sprzętem dzielić - Francuzi i Niemcy zaczęli włoskich pacjentów transportować do swoich szpitali, Polska do Włoch wysłała 15 lekarzy. Ale początek był trudny i trzeba z tego wyciągnąć wnioski. Jeśli obecnie rządząca w Polsce opcja polityczna, czyli PiS, krytykuje Unię, że nie zareagowała tak, jak powinna na kryzys, to powinni sobie odpowiedzieć na pytanie: kto nie zareagował? Czy to nie zareagowały Parlament i Komisja Europejska, czy nie zareagowały państwa członkowskie? Czy Polska się podzieliła swoimi maseczkami z Włochami, kiedy oni o to błagali? Nie. Dopiero później przyszła jakaś refleksja. A jeśli system zawiódł to trzeba się zastanowić, jak go naprawić.

Jak?

- Prosto. Zwiększyć kompetencje Unii w zakresie systemu ochrony zdrowia. Jeśli UE by je miała, to miałaby wspólne zapasy różnego rodzaju sprzętu medycznego i mogłaby nimi zarządzać. A skoro miały je poszczególne państwa członkowskie, to każdy mówił "to moje i ja się tym nie podzielę".

Wróćmy do budżetu: uważa pan, że uda się wynegocjować wieloletni budżet dla Unii czy raczej powinniśmy nastawić się na plany roczne?

- Obawiam się, że rozbieżność stanowisk jest ogromna. Myślę, że jeśli w bardzo szybkim czasie nie uda się przedyskutować długoletniego budżetu, co w to w tej chwili wydaje się być niemożliwe, to powinno się jak najszybciej ustalić budżet przejściowy na rok 2021. Szybkość dogadania się zależy od mądrości zbiorowej przywódców europejskich. Oczywiście każdy ma prawo do tego, żeby walczyć o swoje interesy, ale powinniśmy mieć świadomość, że im szybciej dojdziemy to porozumienia, tym szybciej pomoc finansowa trafi do pracowników, pracodawców, szpitali czy rolników.

Sporo się mówi o pomocy dla strefy euro. Czy Polska straci na tym, że nie przyjęła euro?

- Ja nie mam wątpliwości, że państwa, które znajdują się w strefie euro będą miały o wiele większe możliwości finansowe, jeśli chodzi o wsparcie swoich gospodarek w wychodzeniu z kryzysu po pandemii. Myślę, że ten kryzys jest kolejnym przyczynkiem do dyskusji o Polsce w strefie euro. Ale tu potrzeba merytorycznej dyskusji, a na nią miejsca z taką władzą, jaką jest PiS, nie ma.

Rozmawiała Jowita Kiwnik Pargana

***

#POMAGAMINTERIA

Inżynierowie wywodzący się z Politechniki Śląskiej prowadzą zrzutkę na bramy odkażające dla szpitali. Chcą postawić ich co najmniej dziesięć, uruchomili już działający prototyp. Możesz im pomóc i wesprzeć szpitale w walce z epidemią koronawirusa.

Sprawdź szczegóły >>

W ramach akcji naszego portalu #POMAGAMINTERIA łączymy tych, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą jej udzielić. Znasz inicjatywę, która potrzebuje wsparcia? Masz możliwość pomagać, a nie wiesz komu? Wejdź na pomagam.interia.pl i wprawiaj z nami dobro w ruch!

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy