Reklama

Reklama

​Bez przełomu w sprawie budżetu UE

Szczyt w Brukseli nie przyniósł decyzji co do wieloletniego budżetu Unii Europejskiej. Rada desygnowała Charlesa Michela do prowadzenia dalszych negocjacji.

To, że brukselski szczyt nie przyniósł w czwartek porozumienia w sprawie wieloletnich ram finansowych (MFF) w UE, chyba dla nikogo nie było zaskoczeniem. Unijni politycy od samego początku nie ukrywali, że nie wierzą w to, żeby udało się w tej sprawie nawiązać kompromis.

Nikt nie wierzył w porozumienie

Reklama

- To pierwsza debata na ten temat, wciąż jest wiele rozbieżności. Dlatego nie wierzę, że uda nam się dzisiaj osiągnąć porozumienie, ale mam nadzieję, że uda nam się przynajmniej określić metodologię i kalendarium prac - mówił jeszcze przed rozpoczęciem rozmów francuski prezydent Emmanuel Macron.

Wątpliwości nie krył też duński premier Mark Rutte, który powiedział dziennikarzom, że nie spodziewa się, by szefowie państw mogli porozumieć się w sprawie unijnego budżetu. Rutte dodał też, że "nie ma pojęcia", kiedy rokowania miałyby szansę się zakończyć i zażartował, że ma nadzieję, że "przed upływem siedmiu lat".

Propozycja budżetowa fińskiej prezydencji, zakładająca ostre cięcia budżetu, w tym cięcia w obszarze polityki spójności, od samego początku budziła kontrowersje polityków.

- Jesteśmy niezadowoleni z propozycji Finlandii - mówił w czwartek w Brukseli litewski prezydent Gitanas Nauseda, który określił projekt fiński jako "niesatysfakcjonujący". - Po pierwsze zaproponowane ramy finansowe są zbyt wąskie, żeby móc realizować ambitne cele klimatyczne, jakie stawia przed sobą Unia, po drugie wciąż nie ma pewności, jak zostanie rozwiązana kwestia dofinansowania transformacji energetycznej. Nie zgadzamy się na to, żeby środki zostały przesunięte z funduszy na politykę spójności, które są niezmiernie ważne dla takich państw jak Litwa, kraje bałtyckie i kraje Europy wschodniej.

Propozycje cięć budżetowych skrytykował także szef PE David Sassoli: - Stanowisko PE jest dobrze znane. Będziemy walczyć o ambitny pakiet finansowy dla UE. Nie jesteśmy w stanie zaakceptować zaproponowanych przez Finlandię cięć w obszarze strategicznych priorytetów UE, jak polityka spójności, obronność, cyfryzacja czy fundusz socjalny. Projekt Finów idzie w złym kierunku i jest nie do zaakceptowania dla PE. Potrzebujemy miękkiej rewolucji i myślę, że jest ona możliwa - powiedział podczas konferencji prasowej w Radzie Sassoli.

Klimat na pierwszym miejscu

Szef PE dodał również, że Parlament nie ma wątpliwości, że unijna polityka Europejskiego Zielonego Ładu będzie potrzebowała funduszu sprawiedliwej transformacji.

W podobnym tonie wypowiadali się także polscy politycy. Premier Mateusz Morawiecki podkreślił, że "koszty transformacji energetycznej są dla Polski znacznie większe niż w innych państwach". Dlatego też polscy dyplomaci skupili się na walce o to, żeby we wnioskach z unijnego szczytu znalazły się konkretne zapisy dotyczące zróżnicowania w UE celów, odnośnie osiągnięcia neutralności klimatycznej oraz kosztów transformacji energetycznej. Polska chciała również gwarancji, że środki na fundusz nie będą pochodziły z budżetu na politykę spójności czy rolnictwo.

Same rozmowy o budżecie, które zgodnie z planem odbyć się miały podczas kolacji głów państw członkowskich, przesunęły się o kilka godzin. Zdominowały je przeciągające się negocjacje w sprawie klimatu, które podzieliły liderów europejskich. W rezultacie dopiero przed godz. 23 Rada Europejska ogłosiła, że udało się jej przyjąć konkluzje w sprawie długoletnich ram finansowych Unii Europejskiej.

Co ciekawe, szybko okazało się, że przyjęte wnioski... niczym nie różnią się od zapowiedzi Rady jeszcze sprzed szczytu. Rada skonstatowała po prostu, że przedyskutowała schemat negocjacyjne przedstawiony przez prezydencję fińską oraz wyznaczyła nowego szefa Rady Charlesa Michela, jako "odpowiedzialnego za prowadzenie dalszych rozmów, aż do osiągnięcia porozumienia". Według unijnych ekspertów, rozmowy o budżecie UE zakończą się najwcześniej pod koniec przyszłego roku.

Bez cięć fińskich

Przypomnijmy, że prezydencja fińska na początku grudnia przedstawiła swoją propozycję długoterminowego budżetu UE. Zgodnie z tym projektem, budżet unijny czekałyby cięcia w wysokości 48 mld euro w porównaniu z ubiegłoroczną propozycją Komisji Europejskiej. Finowie chcieli, żeby budżet UE wyniósł 1,07 proc. DNB (dochód narodowy brutto) - to znacznie mniej, niż chciały Komisja Europejska (1,1 proc.) i Parlament Europejski (1,3 proc.). Cięcia miałyby dotyczyć m.in. polityki spójności, rolnictwa i obronności. Dodatkowe środki miałyby za to zostać przeznaczone m.in. na politykę migracyjną. Finowie w swoim projekcie powiązali także decyzję o przyznawaniu środków unijnych z praworządnością - złagodzili jednak tę formułę, wiążąc praworządność z wydawaniem funduszy unijnych. Propozycja fińska od samego początku spotkała się z krytyką unijnych polityków m.in. dlatego, że Finowie w swoim dokumencie "zapomnieli" wspomnieć o funduszu sprawiedliwej transformacji klimatycznej, czyli jednym z flagowych projektów UE.

Według najnowszych informacji, kolejny, specjalny szczyt poświęcony negocjacjom w sprawie unijnego budżetu ma zostać zwołany pod koniec lutego.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy