Reklama

Reklama

Polacy w Afganistanie

Afgańczyk miał zaatakować żołnierzy czekających na ministra obrony USA

Afgańczyk, którego samochód stanął w środę w płomieniach na brytyjskim lotnisku wojskowym na południu Afganistanu w czasie lądowania ministra obrony USA Leona Panetty, miał zaatakować amerykańskich żołnierzy mających się z nim spotkać.

Poinformował o tym anonimowy przedstawiciel armii USA.

Reklama

Jak podało amerykańskie wojsko, niedoszły zamachowiec zmarł w czwartek wskutek poparzeń ciała; w samochodzie, którym jechał, nie znaleziono ani broni, ani materiałów wybuchowych.

Mężczyzna wjechał do rowu na lotnisku i furgonetka przewożąca benzynę stanęła w płomieniach. Samochód był kradziony.

Tuż po incydencie rzecznik Pentagonu kapitan John Kirby powiedział, że do miejsca, w którym na lotnisku w bazie lotniczej Camp Bastion w prowincji Helmand miał się zatrzymać samolot Panetty, z dużą prędkością podjechała furgonetka. Według niego nic nie wskazywało, aby kierowca usiłował dokonać zamachu.

Inny rzecznik Pentagonu, George Little, który towarzyszy Panetcie, przedstawił nieco inną wersję wydarzeń. Jak pisze Reuters, zaprzeczył on doniesieniom afgańskich mediów, według których samochód, skradziony przez Afgańczyka w bazie, zapalił się bądź eksplodował. W płomieniach stanął natomiast - choć nie wiadomo, dlaczego - sam kierowca. Little wyraził przekonanie, że Panetcie nie groziło żadne niebezpieczeństwo.

Ministrowi Panetcie, ani towarzyszącym mu osobom nic się nie stało.

Masakra w Afganistanie - podyskutuj na Forum

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje