Reklama

Reklama

Grzegorz Kozak: Putin będzie walczył do ostatniej kropli krwi

- Boję się, że niestety jest to możliwe. Oczywiście mówimy o broni taktycznej, czyli o ograniczonym zasięgu, sile, bo to nie chodzi o to, aby zmieść z powierzchni duży kawałek świata. Natomiast to już jest poza kontrolą. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak to by dalej się potoczyło - mówi Grzegorz Kozak, zapytany przez Piotra Witwickiego o groźbę użycia przez Rosję broni jądrowej. Gość videocastu mówi również m.in. o następcy Władimira Putina, rosyjskim uzbrojeniu oraz skuteczności nałożonych przez Zachód sankcji.

- Kolos na glinianych nogach runął na oczach całego świata - mówi Kozak, nawiązując do tego jak Rosja przez lata budowała wizerunek niezwyciężonej potęgi. - To wszyscy zrozumieli, że to były tylko puste słowa i wydmuszka, którą próbowano straszyć. Ale też pokazywać jacy jesteśmy wielcy i światowi, że jesteśmy taką samą potęgą jak USA, Chiny i UE. Rosja od dłuższego czasu uznawała się za równego wspomnianym potęgom - mówi specjalista od wschodniej tematyki. 

- Dużo Rosjan wierzy w to, co opowiada Putin, ale teraz coraz więcej ludzi rozumie, że to wydmuszka i to wszystko, co przekazują rosyjskie media, nie jest prawdą - dodaje. 

Reklama

Putin w narożniku?

Piotr Witwicki przypomniał historię z dzieciństwa Putina. Prezydent Rosji opowiadał o tym, że jak był małym chłopcem ganiał kijem szczury. Jeden z zagonionych do rogu gryzoni, kiedy nie miał innego wyjścia, rzucił się na Putina i zaczął go gonić - w jednej chwili zwierzę z ofiary stało się napastnikiem. 

Grzegorz Kozak, zapytany przez prowadzącego, czy Putin teraz sam jest takim przypartym do muru szczurem, odparł, że prezydent Rosji "jeszcze w tym narożniku nie jest". - On jeszcze próbuje z tego narożnika się wydostać, ale jest tam coraz bardziej spychany. Ale "szczur" zaatakuje, bo to jest prawdopodobnie ostatnia szansa, żeby przeżyć. Nie liczy się z konsekwencjami - mówił dziennikarz.

Dodał, że Putin zdaje sobie sprawę, że "jeżeli się nie odgryzie, to go nie ma". - Być może nawet ktoś mu w nocy wbije nóż w plecy, chociaż on jest bardzo dobrze pilnowany, ale nie ma takiego strażnika, którego nie dałoby się przekupić - powiedział. 

- Putin musi grać do ostatniej kropli krwi - podkreślił Kozak

Operacja "następca"

Według Kozaka "otoczenie Putina prawdopodobnie cały czas, zakulisowo, gabinetowo, kombinuje jak wyjść z tej sytuacji i kto mógłby ewentualnie przejąć władzę, żeby Zachód chciał z nim w ogóle rozmawiać".
 
- O operacji "następca" mówi się od wielu lat w Rosji. Putin wymyślił chytre kruczki, które powodują, że jest właściwie nieusuwalny i pewnie w duszy wyobrażał sobie, że to on wymyśli następcę, tak jak kiedyś wymyślił na jedną kadencję Miedwiediewa - zaznacza wieloletni korespondent w Rosji.

Według niego w momencie, kiedy "na Zachodzie raczej nikt z Putinem nie będzie rozmawiał, to w Rosji trwają konszachty: a kogo by na jego miejsce wstawić, żeby nie stracić korzyści, którymi się żywimy". - To są setki tysięcy ludzi, którzy mają pieniądze, domy, samochody, jachty. Strasznie ciężko z tego zrezygnować - podkreślił.

Arsenał nuklearny Rosji

Grzegorz Kozak został zapytany przez Piotra Witwickiego, na ile realna jest groźba użycia arsenału nuklearnego Rosji.

- Strasznie trudno prorokować, bo już kilka razy pomyliliśmy się w tych przewidywaniach. Ja się boję, że niestety jest to możliwe. Oczywiście mówimy o broni taktycznej, czyli o ograniczonym zasięgu, sile, bo to nie chodzi o to, aby zmieść z powierzchni duży kawałek świata. Natomiast to już jest poza kontrolą. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak to by dalej się potoczyło - ostrzega dziennikarz.

Jak dodał Kozak, "wiadomo, że Rosjanie swoje arsenały też chcieliby wykorzystać, bo generałowie, producenci, wszyscy, którzy z tego żyją, młotkują swoich przywódców: słuchajcie, to załatwi sprawę". - Ktoś kiedyś komuś powie: "zrobimy to i wszystko będzie nasze, oni się nie liczą, ich nie ma, wzięliśmy to co mieliśmy do wzięcia. Wszyscy się nas boją" - mówił wieloletni korespondent w Rosji.

- Obawiam się, że niestety znowu może się zrealizować scenariusz przekonywania decydenta, ale nadzieja jest w tym, że nie sam Putin o tym decyduje, bo jest paru generałów, którzy pełnią rolę "bezpieczników". Pytanie, na ile generałowie są podporządkowani Putinowi, albo na ile oni są już podkupieni przez potencjalnego następcę, który powie: "jak on każe odpalić, to powiedzcie nam, my to zatrzymamy, Putina wtedy nie będzie i powiemy wszystkim, że uratowaliśmy świat przed zagładą nuklearną" - powiedział Kozak. 

Skuteczność sankcji

Piotr Witwicki zapytał swojego gościa również o sankcje - ich sens oraz skuteczność. - Sankcje są zawsze bronią obosieczną, bo osłabiają gospodarkę i państwo, które będzie funkcjonowało na ogromnych przestrzeniach ciągle z bardzo dużym potencjałem i z zasobami, bo surowce naturalne Rosji to jest ich potęga, której nikt im nie odbierze, choćby przegrali 10 wojen - mówił Kozak.

Jego zdaniem Zachód, wprowadzając sankcje, ma świadomość, że "w pierwszej kolejności uderzą nie w Putina i jego generałów, tylko w ludzi, bo oni są na tym stratni". - Z drugiej strony: może ostrzejsze sankcje, całkowite odizolowanie Rosji, zamknięcie wyjazdu komukolwiek, spowodowałoby, że naród przejrzałby na oczy. Tylko czy naród byłby w stanie obalić Putina i jego ekipę, która go osaczyła i oderwała w pewnym stopniu od realiów - zastanawiał się dziennikarz.

Rosjanie posługują się złomem?

Grzegorz Kozak odniósł się również do częściowej mobilizacji, którą zarządził Putin i do wyposażenia rosyjskiej armii. - Ci młodzi, biedni ludzie, wypuszczeni są na pole walki kompletnie bez zaplecza, bez przeszkolenia - zaznaczył dziennikarz.

Dodał jednocześnie, że "to nie jest tak, że rosyjscy żołnierze posługują się wyłącznie złomem". - Dlaczego kiedyś w Związku Radzieckim, a teraz w Rosji, rozwija się cały kompleks wojskowo-przemysłowy? Dlatego, że tam są ogromne pieniądze. Ładowane są tam ogromne pieniądze, aby ci wszyscy ludzie tam działający się nasycili - mówił. 

- Część nowej broni jest produkowana tylko po to, żeby były premie, narody, żeby rozwijać potencjał, którym się będzie można chwalić lub straszyć. Część tych pieniędzy jest jednak rozkradana. Żołnierze powołani w ramach mobilizacji powinni dostać karabiny i amunicję, jednak myślę, że rosyjskie magazyny okażą się pustawe - powiedział Kozak.

Reklama

Reklama

Reklama