Reklama

Reklama

Lisiński oszukiwał. Scheuring-Wielgus i Diduszko-Zyglewska: Nie mamy za co przepraszać

Decyzja sądu w sprawie Marka Lisińskiego - niegdyś twarzy walki na rzecz pokrzywdzonych w Kościele w Polsce - wywołała poruszenie nawet w polskim Sejmie. - Uwierzyłyśmy Lisińskiemu, ale papież też mu uwierzył. Nie mamy za co przepraszać - mówią Interii Joanna Scheuring-Wielgus i Agata Diduszko-Zyglewska. Z kolei ks. Piotr Studnicki z Biura delegata KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży przestrzega: - Ta historia nie może stać się wymówką, by lekceważyć sprawy dotyczące wykorzystywania seksualnego.

"Przeproś! Przeproś!" - skandowały ławy posłów PiS na początku piątkowego posiedzenia Sejmu w kierunku Joanny Scheuring-Wielgus. To efekt informacji dotyczącej Marka Lisińskiego, byłego prezesa fundacji "Nie lękajcie się", którego zeznania - jak orzekł łódzki Sąd Apelacyjny, cytowany przez Onet - w sprawie wykorzystywania go seksualnie przez księdza Zdzisława W. uznano za niewiarygodne. Tym samym oddalono roszczenia Lisińskiego, który żądał od diecezji, parafii i księdza W. 1 mln zł odszkodowania.

Lisiński uchodził niegdyś za twarz walki na rzecz pokrzywdzonych w Kościele w Polsce. W 2019 roku pojawił się nawet na specjalnej audiencji u papieża Franciszka jako osoba skrzywdzona seksualnie przez księdza. Towarzyszyły mu właśnie Joanna Scheuring-Wielgus i Agata Diduszko-Zyglewska. To dlatego posłowie PiS domagali się od posłanki przeprosin.

Reklama

Scheuring-Wielgus: Przeprosić powinno PiS i Ziobro

- Przeprosić ofiary księży pedofilów powinno nasze państwo z posłami PiS i prokuraturą Ziobry na czele - odpowiada Scheuring-Wielgus. - Prokuratura, mimo zniesienia tajemnicy papieskiej z dokumentów dotyczących pedofilii w polskim kościele, nie wystąpiła do Watykanu o ani jeden dokument. W zamian wystosowała pismo do prokuratur regionalnych, by traktować Kościół delikatnie - przekonuje posłanka.

Scheuring-Wielgus utrzymuje, że Marek Lisiński jest ofiarą księdza pedofila. - "Ma na to wyrok Watykanu z 7 kwietnia 2014 roku podpisany przez kardynała Gerharda Mulera z Kongregacji Nauki Wiary. Widziałam ten dokument".

Agata Diduszko-Zyglewska również widziała ten wyrok i w rozmowie z Interią opisuje całą historię z tym związaną. Lisiński miał im najpierw opowiedzieć, że był wykorzystywany, a na dowód pokazywał dokument z Watykanu. Diduszko-Zyglewska podkreśla, że kobiety "uwierzyły mu tak samo jak papież".

- Watykan uznał, że Lisiński został skrzywdzony przez księdza Zdzisława W., że jako 13-letnie dziecko był przez wiele miesięcy molestowany przez tego duchownego. Słyszałam już wtedy wiele historii ofiar księży, rozwiało to moje wątpliwości - skoro Watykan po śledztwie uznał, że ten ksiądz jest winny, to znaczy, że jest winny. Trudno nam było uznać, że Kościół się pomylił na swoją niekorzyść - mówi nam Diduszko-Zyglewska.

- Pamiętajmy, że sąd pierwszej instancji uznał, że Lisiński mówi prawdę. Jestem też zaskoczona decyzją sądu drugiej instancji. Nie wiem, jakie dodatkowe miał przesłanki - dodaje.

Obie panie nie mają natomiast wątpliwości co do nieuczciwej przeszłości Lisińskiego. To one zawiadomiły prokuraturę o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa, kiedy wyłudził pieniądze na leczenie nowotworu - którego w rzeczywistości nie miał - od Katarzyny, innej ofiary księdza pedofila. 

Diduszko-Zyglewska: Zostałyśmy oszukane, to nagonka

- Wspólnie z Joanną Scheuring-Wielgus i Anną Frankowską wspierałyśmy działania Fundacji "Nie Lękajcie się", stworzyłyśmy mapę kościelnej pedofilii. Ale kiedy tylko dowiedziałyśmy się, że Lisiński wyłudził pieniądze od jednej z ofiar, następnego dnia zmusiłyśmy go do rezygnacji z funkcji prezesa tej fundacji i to my złożyłyśmy zawiadomienie w tej sprawie do prokuratury - mówi Diduszko-Zyglewska.

Diduszko-Zyglewska: - Miałam poczucie, że (w tamtym czasie - red.) Lisiński to człowiek złamany, który robi rzeczy straszne. Jeśli rzeczywiście cała historia z molestowaniem okaże się nieprawdą, to cała sprawa jawi się jeszcze straszniej. Ale nie chcę tu spekulować.

Scheuring-Wielgus utrzymuje, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Powtarza, że to strona kościelna i PiS utrudniają wyjaśnianie przypadków wykorzystywania seksualnego przez duchownych. - Kościół to robi, bo wie, że dopóki rządzi PiS, to żadnych wyjaśnień, ani konsekwencji nie będzie. I za to należą się nie tylko przeprosiny, ale też kara - przekonuje. - Papież zdejmuje z funkcji i nakłada kary na kolejnych polskich biskupów. Powód? Tuszowanie pedofilii. Tak się składa, że ta lista jest tożsama z listą z raportu, który z Agatą Diduszko-Zyglewską przekazałam papieżowi i z czego jestem dumna - mówi.

Lewicowe działaczki podkreślają, że nie mają z Lisińskim kontaktu od momentu złożenia zawiadomienia do prokuratury.

-  Zostałyśmy przez Lisińskiego oszukane. Zrobił straszną rzecz w kontekście walki ludzi skrzywdzonych przez księży gwałcicieli w Polsce. A ofiar jest naprawdę wiele. Doprowadził do tego, że prawica może odwracać kota ogonem, udawać, że nie ma pokrzywdzonych, czy kierować oskarżenia pod naszym adresem - uważa Diduszko-Zyglewska.

Jej zdaniem w prawicowych mediach, trwa nagonka na obie działaczki, w którą wpisują się również posłowie Prawa i Sprawiedliwości domagający się przeprosin od Scheuring-Wielgus.

- Nie mamy za co przepraszać w tej sprawie. Nakręcana jest na nas nagonka - to kolejna haniebna akcja przemocy, którą wykorzystuje PiS. Nie tylko my dałyśmy się nabrać, ale tez papież Franciszek i Kongregacja Nauki Wiary. Albo ten człowiek jest genialnym aktorem, albo nie wiem, co się wydarzyło w tej całej historii - konkluduje radna z Warszawy.

Fidura: Ta sprawa może nam odebrać wiarygodność

O tym, że sprawa Lisińskiego zaszkodziła osobom pokrzywdzonym przez księży mówi też Robert Fidura, były członek Rady Fundacji Świętego Józefa, który sam jako dziecko doświadczył wykorzystywania seksualnego przez księdza.

- Z całą tą sprawą czuję się bardzo źle. Czy to się nam podoba czy nie, Marek Lisiński przez długi czas był twarzą osób pokrzywdzonych. Fundacja, wizyta w Watykanie, przecież to jego papież całował w rękę... A teraz Sąd Apelacyjny obala całą jego narrację. Jest we mnie obawa, że w związku z tą decyzją sądu - nie do końca pewnie zrozumiałą przez wszystkich a szczególnie przez tzw. "obrońców Kościoła" - będzie to używane jako usprawiedliwienie tezy: "wszyscy pokrzywdzeni kłamią, oszukują i chcą pieniędzy i zniszczenia Kościoła", co jest oczywiście krzywdząca nieprawdą. Ta sprawa może się skończyć tak, że odbierze nam, innym pokrzywdzonym, wiarygodność i zaufanie do nas - mówi w rozmowie z Interią.

I podkreśla inny wątek. - Jak zrozumiałem, nie stwierdzono, że ks. W. jest niewinny. Sąd powiedział: pan Lisiński jest niewiarygodny. 

Diecezja płocka: Nie planujemy dalszych kroków

Co dzisiaj dzieje się z ks. Zdzisławem W.? Diecezja płocka milczy na ten temat. "Przekazanie odpowiedzi na to pytanie nie jest możliwe z powodów formalno-prawnych" - poinformowała w przesłanym Interii komunikacie rzecznik Kurii Diecezjalnej Płockiej Elżbieta Grzybowska.

Jak się dowiadujemy, "diecezja płocka przyjmuje do wiadomości wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi, oddalający powództwo pana Marka Lisińskiego skierowane m.in. przeciwko diecezji". Podjęcie przez diecezję w tej sprawie dalszych kroków prawnych - czy to cywilnych, czy karnych - nie jest obecnie rozważane - przekazano.

ZOBACZ: Terlikowski: Są w moim życiu gorsze rzeczy niż to, że się stroszyłem

Biuro delegata KEP: Nie ma zejścia z tej drogi

O komentarz w sprawie poprosiliśmy także Biuro Delegata KEP ds. Ochrony Dzieci i Młodzieży abpa Wojciecha Polaka.

Ks. Piotr Studnicki, kierownik Biura, zaznacza, że szczegółów postępowania sądowego nie zna, więc nie może się do nich odnieść.

- Przede wszystkim nie wolno nam generalizować i przenosić tej historii na innych pokrzywdzonych, zarzucając im kłamstwa. Kościół od jakiegoś czasu wszedł na drogę rozliczania się z krzywdą wykorzystywania seksualnego i nie ma zejścia z tej drogi. Ta historia nie może stać się wymówką, by lekceważyć sprawy dotyczące wykorzystywania seksualnego. Kościół w dokumentach wyraźnie mówi, że żadnego zgłoszenia nie należy ignorować i sprawdzać nawet anonimy, jednocześnie pamiętając, że samo zawiadomienie nie przesądza o winie. Cierpliwie i z rozwagą należy dochodzić do prawdy - powiedział Interii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy