Reklama

Reklama

​Kardynał Pell: Pedofil czy kozioł ofiarny?

Sprawa australijskiego kardynała George’a Pella rozgrzała opinię publiczną do czerwoności nie tylko na antypodach. Podczas gdy skazany za pedofilię hierarcha czeka na rozprawę apelacyjną w australijskim więzieniu, słychać głosy podające jego winę w wątpliwość.

Reklama

77-letni kardynał Pell to emerytowany metropolita Melbourne i Sydney, do niedawna wpływowy dostojnik Watykanu, były prefekt Sekretariatu ds. Ekonomii i były doradca oraz bliski współpracownik papieża Franciszka, który pomagał mu w realizacji reformy finansów za Spiżową Bramą. 27 lutego br. trafił do aresztu w związku z oskarżeniami o dopuszczenie się czynów pedofilskich wobec chłopców z chóru w katedrze świętego Patryka w Melbourne po niedzielnej mszy. Do zdarzenia miało dojść w 1996 roku.

Wyrok: winny

Reklama

Wyrok w sądzie pierwszej instancji zapadł 13 marca. Kard Pell został skazany na sześć lat więzienia, z możliwością wcześniejszego zwolnienia po trzech latach i ośmiu miesiącach. Kard. Pell to najwyższy w historii Kościoła rzymskokatolickiego dostojnik skazany w procesie karnym za czyny pedofilskie.

Decyzja ta, jak i sposób przeprowadzenia śledztwa, wywołują wątpliwości niektórych wpływowych komentatorów, m.in. George’a Weigela, o. Franka Brennana czy o. Raymonda J. de Souzy, a także Eda Pentina, Phillipa Lawlera i Raymonda Arroya. To osoby - jak zauważa publicysta Grzegorz Górny na łamach wPolityce.pl - zaangażowane w walkę z pedofilią wśród duchownych, nieuznające w tej kwestii żadnych kompromisów.

Skąd wątpliwości?

O co chodzi w sprawie kardynała Pella i skąd wątpliwości?

Zarzuty pod adresem kardynała dotyczą zdarzenia z 1996 roku, gdy był jeszcze arcybiskupem Melbourne. Po jednej z niedzielnych mszy kard. Pell miał nagle przejść do zakrystii katedry i tam, wciąż w szatach liturgicznych, wykorzystać seksualnie dwóch 13-letnich wówczas chłopców, chórzystów z chóru katedralnego. Według prokuratury, której wersję przytacza Górny, nastolatkowie mieli opuścić procesję i po kryjomu pić wino mszalne w zakrystii. Tam miał ich zgwałcić kard. Pell, "dokonując penetracji ustnej". Całe zdarzenie miało trwać sześć minut. O sprawie poinformował prokuraturę jeden ze skrzywdzonych chórzystów w 2016 roku. Druga z ofiar nie żyje od 2014 roku - mężczyzna zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków.

Komentatorzy wskazują, że opis zdarzenia budzi szereg wątpliwości.

Amerykanin George Weigel na łamach portalu "National Review" pisze o argumencie obrońców, że zakrystia po mszy świętej jest z reguły pełna ludzi, m.in. ministrantów, dziwnym jest więc, że nikogo w niej nie było, ani że nikt z przechadzających się nieopodal ludzi nie zauważył sceny gwałtu mimo szeroko otwartych drzwi. Obrona zwracała też uwagę na "dziwne znikanie domniemanych świadków", np. ceremoniarza katedralnego czy zakrystiana, którego obowiązkiem było stałe przebywanie w zakrystii, zwłaszcza podczas dużych uroczystości, także jeśli te odbywały się na zewnątrz katedry. Nawet jeśli nikogo wówczas w zakrystii nie było, to w każdej chwili mógł ktoś wejść - zauważali też obrońcy i pytali: Kto w takich warunkach podejmowałby się próby gwałtu na dwóch nastolatkach?

Grzegorz Górny przytacza z kolei inny fragment linii obrony kard. Pella: były chórzysta zeznał, że hierarcha przed gwałtem "szybkim ruchem odchylił szatę, by się obnażyć". Później jednak mężczyzna zmienił wersję i utrzymywał, kard. Pell całkowicie odsunął szatę na bok. Obrona zwracała uwagę na to, że byłby to niemożliwe w szatach arcybiskupich. Pell musiałby je całkowicie zdjąć przez głowę, tego jednak - zgodnie z zeznaniami - nie zrobił.

Jak ustalono na podstawie relacji oskarżającego kardynała mężczyzny, do zdarzenia miało dojść 15 lub 22 grudnia 1996 roku - pisze Grzegorz Górny. Ks. Charles Portelli, mistrz ceremonii w katedrze św. Patryka, zeznał przed sądem, że zawsze po niedzielnym nabożeństwie towarzyszył kard. Pellowi i pomagał m.in. zdejmować szaty liturgiczne. Ks. Portelli zeznał, że nie pamięta, aby zostawiał go samego w zakrystii. Prokurator zauważył, że ks. Portelli jest nałogowym palaczem i mógł wyjść na papierosa, przez co spędzić sześć minut na zewnątrz. Świadek zaprzeczył jednak, mówiąc, że nie wychodził nigdy zapalić, póki nie skończył wypełniać obowiązki wobec zwierzchnika.  

Proces i szukanie zarzutów

George Weigel przypomniał w swoim artykule, cytowanym przez KAI, że podczas pierwszej rozprawy, która odbywała się pod naciskiem opinii publicznej, obrona obaliła zarzuty prokuratury, wykazując niedociągnięcia dochodzenia policyjnego. "W efekcie zawieszono skład ławy przysięgłych, która niemal jednogłośnie (10 głosów "za", dwa "przeciw") opowiedziała się za uniewinnieniem hierarchy. Przewodniczący tego grona i kilku innych członków ławy ze łzami w oczach wysłuchało wyroku skazującego. Według Weigela, podczas rozprawy apelacyjnej o niewinności oskarżonego było przekonanych wszystkich 12 przysięgłych" - czytamy.

Weigel, ale także o. Raymond J. de Souza, piszą o działaniach australijskiej policji, która prowadziła dochodzenie w sprawie kard. Pella pod kątem czynów pedofilskich. Te rozpoczęto w 2013 roku, czyli długo przed pojawieniem się jakichkolwiek skarg na duchownego.

- Od dawna wiadomo, a teraz publicznie można powiedzieć - pisze o. de Souza w tekście opublikowanym 12 marca w "National Catolic Register" - że w policja w stanie Viktoria (rodzinnym stanie kard. Pella) w 2013 roku utworzyła grupę zadaniową, działającą w ramach akcji pod kryptonimem "Tathering", mającą na celu znalezienie zarzutów wobec Pella.

O. de Souza zwraca przy tym uwagę na skorumpowanie tamtejszych śledczych i przytacza fragmenty artykułu prasowego z 2 marca z "The Economist", w którym opisano działania departamentu policji, który zajmował się sprawą Pella. "Podstępni policjanci z Australii", "kryminalna niesprawiedliwość", "korupcja w policji w Australii" - cytuje.

Ostracyzm

Grzegorz Górny zauważa natomiast, że kard. Pell nie był lubiany w Australii m.in. ze względu na bezkompromisowe podejście do aborcji i eutanazji, a media uznały go winnym sprawie czynów pedofilskich, zanim zapadł wyrok sądu i opinia publiczna poznała szczegóły postępowania (odtajnionego dzień przed ogłoszeniem wyroku w sądzie pierwszej instancji). Publicysta pisze też o tym, że kardynał Pell był pierwszym biskupem w Australii, który wszczął w swej diecezji procedury mające na celu ochronę dzieci, demaskowanie sprawców pedofilii oraz finansowe zadośćuczynienie dla ofiar.

Przytaczany przez Górnego watykanista Ed Petin zauważa, że w Watykanie spekuluje się, że Pell mógł paść ofiarą spisku ze względu na funkcję, jaką pełnił za Spiżową Bramą - nadzorował finanse i administrację Stolicy Apostolskiej i jednym z zadań, jakie przed nim postawiono, było rozprawienie się z korupcją i aferami finansowymi. Marco Tosatti pisze zaś o tym, że Pell miał wrogów, bo "bronił tradycyjnego nauczania Kościoła przed liberalnymi i modernistycznymi pomysłami". Tosatii - cytowany przez Górnego - uważa, że często dziś nad Tybrem mówi się, że: "armaty strzelają w Australii, ale kule odlewane są w Watykanie".

Od początku procesu George Pell utrzymuje, że jest niewinny. Jego apelacja być rozpatrywana przez Sąd Najwyższy australijskiego stanu Wiktoria 5 i 6 czerwca.

JtK

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy