Reklama

Reklama

Barbara Borowiecka o milczeniu kurii gdańskiej

Barbara Borowiecka jest jedną z osób oskarżających księdza Henryka Jankowskiego o molestowanie. Pierwsze pismo do Kurii Metropolitalnej Gdańska w tej sprawie wysłała już w styczniu br., a o spotkanie z jej przedstawicielami zaczęła zabiegać w kwietniu. W rozmowie z TVN24 opowiedziała, jak z jej strony wyglądają próby kontaktu z przedstawicielami gdańskiej kurii.

Barbara Borowiecka pod koniec 2018 roku wyjawiła, że była jedną z ofiar ks. prałata Henryka Jankowskiego, m.in. kapelana Solidarności, gdy ten był wikariuszem w parafii Św. Barbary w Gdańsku. Ksiądz Jankowski miał dopuścić się molestowania, gdy pani Barbara miała 12 lat.

Bez odpowiedzi od lutego

Reklama

Wielokrotne molestowanie pani Barbara zgłosiła Kurii Metropolitalnej w Gdańsku 22 stycznia br. Odpowiedź otrzymała prawie miesiąc później, 19 lutego.

"Po otrzymaniu wspomnianej korespondencji, Kuria Metropolitalna Gdańska - zgodnie z obowiązującym prawem kanoniczym - podjęła czynności zmierzające do ustalenia czasowo określonych faktów" - przytacza fragment odpowiedzi TVN24.

Pani Barbara na stałe mieszka w Australii, ale pod koniec kwietnia przyleciała do Polski, by zabiegać o spotkanie z przedstawicielami gdańskiej kurii. Wyznaczono termin spotkania, jednak pani Barbara nie dotarła na nie na czas. Mimo że poprosiła o wyznaczenie nowej daty, prośba do tej pory pozostała bez odpowiedzi.

Pod kurię pani Barbara przychodzi osobiście, ale wciąż nie wie, kto i kiedy mógłby się z nią spotkać. Dopytywana przez TVN24, czy dalej będzie zabiegać o spotkanie, stwierdziła, że "to mija się z celem ze względu na to, że znowu pocałujemy klamkę". "Szczególnie po wypowiedziach biskupa Głódzia uważam, że to walka z wiatrakami w tej chwili" - dodała.

"My nie atakujemy Kościoła"

W czwartek 16 maja Borowiecka była gościem "Wstajesz i wiesz" w TVN24, gdzie opowiedziała o szczegółach prób skontaktowania się z gdańską kurią.

"Złożyłam moje świadectwo, wysłałam je drogą mailową i tradycyjną, jak domagała się tego kuria" - mówiła. Kuria miała nie poinformować pani Barbary, m.in. w jakim charakterze ma się tam stawić, a także, czy może jej towarzyszyć prawnik lub osoba bliska. Do tej pory jedyną próbą kontaktu ze strony kurii było wspomniane wyżej pismo z 19 lutego.

Jednego dnia kobiecie towarzyszyła w Gdańsku ekipa TVN24, jednak gdy księża zauważyli kamery, szybko się schowali. "Poszliśmy tam zadzwonić, dzwoniliśmy w cztery różne miejsca na tym samym placyku kurii, nikt nam nie odpowiedział" - mówiła.

"Trzeba zacząć od hierarchii w Kościele, pousuwać tych, którzy nie są odpowiednimi osobami na odpowiednich stanowiskach, może wtedy coś się zacznie zmieniać" - zaznaczała we "Wstajesz i wiesz". "Ja nie mówię, że wszyscy muszą ustąpić, ale chociaż część z nich, przede wszystkim arcybiskup Głódź" - mówiła.

"My nie atakujemy Kościoła, atakujemy pedofilię wśród księży w Kościele" - podkreślała w programie.

Przypomnijmy, że w grudniu 2018 r. w "Dużym Formacie", magazynie "Gazety Wyborczej", opublikowano reportaż "Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?", w którym kapelan Solidarności, wieloletni proboszcz parafii św. Brygidy w Gdańsku Henryk Jankowski został oskarżony m.in. o seksualną przemoc wobec nieletnich.

Więcej na tvn24.pl.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje