Reklama

Reklama

Magdalena Adamowicz w "GW": Modliłam się, płakałam i powtarzałam, że wszystko będzie dobrze

"To, co się stało, wstrząsnęło ludźmi. Także politykami, czy mediami. Choć rzeczywiście, lepiej było tylko przez chwilę" - mówi w pierwszą rocznicę tragicznej śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", jego żona - Magdalena Adamowicz.

W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Magdalena Adamowicz wspomina wydarzenia sprzed roku: moment, gdy dowiedziała się o tym, że jej mąż został zaatakowany oraz podróż z USA. 

"Powtarzałam, że wszystko będzie dobrze"

Reklama

"Modliłam się, płakałam i powtarzałam, że wszystko będzie dobrze. (...) W szalonej pogoni na lotnisko nie czytałam internetu, nie wiedziałam, co się dzieje, odbierałam tylko co któryś telefon" - wspomina żona Pawła Adamowicza.

"Tuż przed startem zadzwoniła siostra i powiedziała, że Paweł jest już po operacji, właśnie przy nim jest i trzyma go za rękę. Zrobiło mi się lepiej, pomyślałam, że to dobry znak, że będziemy się nim opiekować" - opowiada.

"Kiedy wylądowaliśmy w Gdańsku, na pokład samolotu weszła moja siostra. Powiedziała, że Paweł nie żyje" - opisuje krytyczne momenty Magdalena Adamowicz.

"To wstrząsnęło ludźmi"

Adamowicz została również zapytana o to, jak w jej ocenie śmierć jej męża wpłynęła na Polaków. 

"To, co się stało, wstrząsnęło ludźmi. Także politykami, czy mediami. Choć rzeczywiście, lepiej było tylko przez chwilę" - przyznaje w wywiadzie.

"Dla mnie ważne jest, że po śmierci Pawła zaczęliśmy w końcu głośno mówić o mowie nienawiści, że trzeba ją zwalczać, że słowo może doprowadzić do tragedii" - podkreśla.

"Dobrze, że mowa nienawiści i walka z nią jest tematem wszechobecnym. Gorzej, że tylko niektórzy rzeczywiście chcą coś zmienić. Niestety, wielu ludzi, także polityków, mówi o mowie nienawiści w sposób cyniczny. Bo sami tego języka używają. Dzieje się tak po obu stronach, w partii rządzącej i w opozycji" - ocenia Adamowicz.

"Chcę i muszę dawać przykład"

Zapytana, jak z tym walczyć, odpowiada, że "powinniśmy zacząć od siebie". 

"Sama nad tym pracuję, często dużo mnie to kosztuje. Mimo że jestem zodiakalnym Baranem, nie jestem pokorną owcą i też mnie czasem korci, żeby odpowiedzieć na coś bardziej dobitnie. Zwłaszcza, gdy niedorzeczne komentarze, czy opinie dotykają mnie lub rodzinę. Ale wtedy sobie powtarzam, że nie mogę. Choć kosztuje mnie to dużo wysiłku, to chcę i muszę dawać przykład" - przyznaje.

Więcej w "Gazecie Wyborczej"

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje