Reklama

Reklama

Unia walczy z dezinformacją. "Jest szkodliwa dla ludzi i demokracji"

Parlament Europejski jest zgodny: Unia musi walczyć z dezinformacją. I zapowiada stworzenie nowej specjalnej komisji parlamentarnej, która miałaby zająć się tym wyzwaniem.

Unia Europejska od miesięcy zmaga się z ogromnym zalewem dezinformacji, do którego doszło równolegle z pandemią COVID-19. Wówczas, głównie media społecznościowe, zalała fala nieprawdziwych doniesień zarówno o genezie wirusa, jak i sposobach jego leczenia, a także szereg teorii konspiracyjnych, jak np. te wiążące rozprzestrzenianie się choroby z technologią 5G.

Reklama

Z danych Komisji Europejskiej wynika, że lwia część tego typu treści produkowana jest poza granicami UE, przede wszystkim w Rosji i Chinach. A jej celem jest podkopanie autorytetu Unii Europejskiej oraz sugerowanie mieszkańcom, że Wspólnota nie poradziła sobie z pandemią i że nie wykazała odpowiedniej solidarności, jeśli chodzi o pomoc poszczególnym państwo członkowskim.

Problem stał się na tyle poważny, że specjalną strategię walki z dezinformacją przedstawiła w ubiegłym tygodniu Komisja Europejska, zaś europarlament rozważa powołanie specjalnej komisję poselskiej ds. dezinformacji i propagandy. Głosowanie w tej sprawie ma się odbyć w trakcie trwającej właśnie sesji. Obserwatorzy spodziewają się, że PE da zielone światło dla stworzenia nowego gremium, tym bardziej że zdecydowana większość eurodeputowanych jest zgodna co do tego, że należy walczyć z nieprawdziwymi informacjami w sieci, a różnice poglądów dotyczą ewentualnie narzędzi stosowanych do tej walki. Jeśli więc parlament przegłosuje powołanie nowej komisji, mogłaby ona zacząć działać tuż po letnich wakacjach.

Fake newsy szkodzą demokracji

Tymczasem, jeszcze przed głosowaniem, w czwartek podczas sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Brukseli, odbyła się debata na temat dezinformacji z udziałem europosłów, reprezentantów Rady i wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej.

 - Kryzys związany z wybuchem pandemii został jeszcze zaogniony przez infodemię. Mieszkańcy Wspólnoty zostali zalani wiadomościami, które były nie tylko mylące, ale i niebezpieczne dla ich zdrowia. W Radzie panuje zgoda, co do tego, że należy zintensyfikować walkę z dezinformacją, oczywiście przy przestrzeganiu podstawowych wartości, takich jak prawo do wolności słowa czy prywatności obywatela - powiedziała otwierając debatę przedstawicielka prezydencji chorwackiej w Radzie, Nikolina Brnjac.

Szkodliwość dezinformacji podkreślił również wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borell, który mówił o tym, że takie przekazy, jak te, że "picie wybielacza leczy wirusa" albo że "nie ma potrzeby mycia rąk" stwarzają realne zagrożenie dla zdrowia obywateli. Podobnie jak teorie spiskowe o tym, że za rozprzestrzenianie się koronawirusa odpowiedzialna jest technologia 5G, które doprowadziły do rzeczywistych aktów wandalizmu - w samej Holandii i Wielkiej Brytanii zniszczonych zostało kilkanaście masztów telekomunikacyjnych. Dodał również, że fake newsy mogą być zagrożeniem dla europejskiej demokracji.

- Demokracja jest systemem, który funkcjonuje w oparciu o informacje, jakie otrzymują obywatele. Dlatego powinny być one wiarygodne i pochodzić z wolnych i niezależnych źródeł. Obywatele posiadający błędne informacje, dokonują złych wyborów - dodał hiszpański polityk.

Obecna na sali komisarz UE ds. wartości Vera Jourova przypomniała, że Komisja Europejska jeszcze w ubiegłym tygodniu przedstawiła komunikat dotyczący walki UE z fake newsami oraz strategii działania.

- Zbadaliśmy m.in. to, jak rozprzestrzeniają się fałszywe treści i uznaliśmy, że należy wyodrębnić trzy aspekty: źródła, czyli to skąd pochodzą te informacje, a mamy już dowody, że duża ich część produkowana jest zagranicą; to, jak są powielane i cele, dla których są produkowane, jak na przykład manipulowanie opinią publiczną - powiedziała komisarz Jourova.

I dodała, że podstawą w walce z infodemią jest współpraca pomiędzy instytucjami UE, państwami członkowskimi i organizacjami, jak G7, NATO czy WHO, oraz edukowanie i informowanie społeczeństwa. W tym celu Komisja stworzyła m.in. stronę internetową, gdzie obalane są mity związane z COVID-19. Podobną platformę pod adresem EUvsDisinfo uruchomiła też Europejska Służba Zadań Zewnętrznych (EEAS).

"Nie chcemy tworzyć ministerstwa prawdy"

Jourova podkreśliła, że Komisja współpracuje z firmami internetowymi w celu usuwania fake newsów z sieci.

- Cieszą mnie działania platform i serwisów społecznościowych. Na przykład tylko Google zablokował ponad 80 mln reklam związanych z wirusem - powiedziała polityk.

Dodała jednak, że to dopiero pierwszy krok i że media społecznościowe muszą jeszcze bardziej zintensyfikować działania. Dlatego też Komisja Europejska przyznała, że chce zobowiązać platformy do dostarczania comiesięcznych raportów odnośnie swoich działań w kwestii walki z dezinformacją.

- Musimy również wspierać niezależne media oraz organizacje zajmujące się weryfikowaniem wiarygodności informacji. Nie chcę tworzyć "ministerstwa prawdy", bo sama wychowałam się w systemie, gdzie do 1989 r. obowiązywała jedna oficjalna prawda i nie było wolności myśli i wolności słowa - dodała komisarz Jourova.

"Dezinformacja rozprzestrzenia się szybciej niż wirus"

Parlament Europejski jest zgodny co do jednego - z dezinformacją trzeba bezwzględnie walczyć.

- Pandemia dezinformacji jest obecnie jednym z największych zagrożeń dla demokracji i istnienia Unii Europejskiej. Pandemia koronawirusa przypomniała, że rzetelna informacja może ocalić życia, a fake newsy i hejt mogą zabić. Dzisiaj za pomocą dezinformacji zdobywa się i utrzymuje władzę w wielu miejscach na świecie, także w UE. Moc internetu pokazuje siłę rażenia dezinformacji, która rozprzestrzenia się szybciej niż wirus. Musimy wspierać wolność słowa, ale pamiętać, że wolność słowa używana do dezinformacji jest antytezą wolności - powiedziała podczas debaty posłanka PO Magdalena Adamowicz.

Część grup politycznych Parlamentu Europejskiego uważa, że Komisja Europejska powinna nałożyć na platformy internetowe odgórne przepisy zobowiązujące je do usuwania lub blokowania szkodliwych treści oraz ponoszenia za nie odpowiedzialności. Dzisiaj współpraca pomiędzy UE a dużymi firmami internetowymi, jak Facebook, Google i Twitter, odbywa się na zasadzie dobrowolności i na podstawie podpisanego w 2018 r. dobrowolnego kodeksu postępowania. Co prawda w lutym Komisja Europejska przedstawiła propozycje przepisów regulujących działania platform, czyli tzw. Kodeks Usług Cyfrowych, którego ostateczny kształt powinien być znany pod koniec roku. Wygląda jednak na to, że Komisja nadal nie jest przekonana do wprowadzenia sztywnych przepisów dla firm. A apeluje o to część eurodeputowanych, w tym grupa Europejskiej Partii Ludowej (EPP).

- Kontrola platform jest oczywiście potrzebna, uważam jednak, że powinniśmy wyjść dalej i wprowadzić rozwiązania prawne - powiedział podczas debaty słowacki europoseł EPP Vladimir Bilcik.

Sikorski: Zasada dobrowolności nie działa

- Wystarczy spojrzeć na ściek, jaki wylewa się na choćby na Twitterze, żeby zauważyć, że zasada dobrowolności nie działa. Media społecznościowe miały wiele lat, żeby to wyczyścić, nie zrobiły tego, więc należy je uregulować. Dodam, że Parlament Europejski jest jedynym parlamentem na świecie, który ma na to szansę. Amerykański jest pod wpływem gigantów technologicznych, a rządy narodowe się ich boją - powiedział Interii europoseł PO i były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. - Przede wszystkim trzeba skończyć z anonimowością w sieci. Ludzie powinni mieć oczywiście prawo do wolności wypowiedzi, ale boty już nie.

Za walką z fake newsami opowiedzieli się również politycy PiS w Parlamencie Europejskim, chociaż podkreślając, że najpierw należy skończyć z rozprzestrzenianiem fałszywych informacji o Polsce czy Węgrzech.

- Najlepszym sposobem walki z dezinformacją jest otwartość, sprawdzalność informacji i dobra współpraca, nasza dobra współpraca. Tyle było półprawd, kłamstw, nieprawdziwych informacji, jakie padły na Polskę i Węgry, one nigdy nie były sprawdzane, tylko powielane, powtarzane. To jest właśnie dezinformacja, a potem jej skutki są opłakane dla UE i jej wizerunku. Konsultacje, jasne informowania wraz z mechanizmem sprawdzalności to najważniejsze narzędzia walki z dezinformacją - powiedziała posłanka PiS Beata Kempa.

Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje