Reklama

Reklama

Zamachy na Synaju. Zginęło co najmniej 50 osób

Co najmniej 50 egipskich żołnierzy zginęło w środę w serii ataków na ich posterunki na północy Półwyspu Synaj. Do zamachów przyznała się grupa o nazwie Prowincja Synaj, która uznaje zwierzchność Państwa Islamskiego (IS).

Rzecznik armii egipskiej generał Mohammed Samir poinformował, że wciąż trwają walki między siłami zbrojnymi i bojownikami. Myśliwce F-16 armii egipskiej ostrzelały pozycje IS w mieście Szejk Zuweid na Synaju - podała AFP.

Reklama

Wcześniej w środę egipskie władze informowały o 30 zabitych, przy czym nie sprecyzowano, ilu żołnierzy było w tej liczbie. Według źródeł medycznych 30 ciał przywieziono do szpitala, część z nich była w wojskowych mundurach maskujących.

Agencja AP poinformowała następnie o co najmniej 50 zabitych żołnierzach, powołując się na przedstawicieli armii. Co najmniej 55 żołnierzy zostało rannych.

Prowincja Synaj oznajmiła w oświadczeniu cytowanym przez Reutera, że zaatakowała na Synaju ponad 15 obiektów i przeprowadziła trzy zamachy samobójcze. Reuters zastrzegł, że na razie nie można zweryfikować autentyczności komunikatu.

Według armii egipskiej około 70 bojowników zaatakowało pięć posterunków. Żołnierze zniszczyli trzy pojazdy wyposażone w broń przeciwlotniczą. Źródła w siłach bezpieczeństwa przekazały, że bojownicy otoczyli posterunek policji w Szejk Zuweid i zaminowali teren wokół, by funkcjonariusze nie mogli się wydostać. Zaminowali także - podały źródła - drogę między Szejk Zuweid a obozem wojskowym, by udaremnić nadesłanie posiłków.

Skoordynowana seria ataków jest jedną z najpoważniejszych ostatnio na Synaju - zauważa Reuters. Jednym z najsilniejszych działających tam ugrupowań jest właśnie Prowincja Synaj, jeszcze do niedawna nazywająca się Ansar Bajt al-Makdis (Partyzanci Jerozolimy). Ugrupowanie zmieniło nazwę na Prowincja Synaj, aby podkreślić, że półwysep stanowi część tworzonego przez IS kalifatu, obok obszarów Syrii i Iraku.

Częstotliwość zamachów na wojsko i policję na Półwyspie Synaj drastycznie wzrosła od czasu odsunięcia od władzy przez armię w lipcu 2013 roku Mohammeda Mursiego, wywodzącego się z Bractwa Muzułmańskiego prezydenta Egiptu. Islamistyczni bojownicy twierdzą, że ataki były odwetem za krwawe represje władz i wojska po obaleniu Mursiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy