Reklama

Reklama

Władze Czadu zamknęły granicę z Libią w obawie przed dżihadystami

​Władze Republiki Czadu poinformowały w piątek o zamknięciu granicy z Libią i wzmocnieniu jednostek wojskowych na północy kraju, aby powstrzymać przenikanie z Libii uzbrojonych formacji na swe terytorium. Czad jest sojusznikiem państw zachodnich w walce z IS.

"Pojedyncze grupy bojowe przesuwają się stopniowo ku południowym rubieżom Libii i tym samym przybliżają się do naszej granicy na północy, co sprawia, że zagrożenie infiltracją jest wysokie" - oświadczył w piątek premier Czadu Albert Pahimi Padacke.

Padacke ogłosił cały obszar przygraniczny "strefą działań wojennych".

Mimo problemów gospodarczych Republika Czadu dysponuje sprawną armią, która odnotowała sukcesy w zwalczaniu związanej z Państwem Islamskim organizacji terrorystycznej Boko Haram - pisze w komentarzu agencja Reutera.

Niezależnie od tych sukcesów, trzeba jednak pamiętać, że ogromny obszar pustynny przy granicy z Libią jest po prostu trudny do kontrolowania przez policję i siły zbrojne Czadu - dodaje Reuters.

Reklama

Sytuacja daleka jest od stabilności

Libia, gdzie po długotrwałym konflikcie wewnętrznym, władzę sprawuje rząd jedności narodowej, stopniowo odzyskuje kontrolę nad obszarami, gdzie wciąż działają rozmaite ugrupowania terrorystyczne. Niemniej jednak przychodzi to z wielkim trudem i sytuacja daleka jest od stabilności.

Chodzi nie tylko o ugrupowania związane bezpośrednio z Państwem Islamskim. W wrześniu ub.r. siły lojalne wobec działającego na wschodzie Libii dowódcy Chalify Haftara opanowały w dwa kluczowe porty naftowe.

"Ataki oddziałów Haftara - niegdyś zwolennika Kadafiego, który sprzeciwia się popieranemu przez ONZ rządowi jedności narodowej z siedzibą w Trypolisie, na główne porty naftowe Libii popycha ten kraj ku zakrojonej na szerszą skalę walce o zasoby naftowe i zakłóca próby wznowienia produkcji tego surowca" - pisał Reuters bezpośrednio po tamtym ataku.

Państwo Islamskie skorzystało z chaosu

Konflikt zbrojny, kłótnie polityczne i ataki bojowników doprowadziły do zmniejszenia produkcji ropy naftowej w Libii do około 200 tysięcy baryłek dziennie z 1,6 mln baryłek dziennie, które wydobywano w tym kraju przed rewoltą, która doprowadziła do obalenia Muammara Kadafiego w 2011 roku.

Państwo Islamskie skorzystało z chaosu, w którym pogrążyła się Libia po upadku Kadafiego i w czerwcu 2015 roku opanowało Syrtę, którą udało się odbić z jego rąk dopiero w sierpniu 2008 r.

Według szacunków amerykańskich władz z ub.r. roku, w Libii znajdowało się ok. 6 tys. bojowników IS. W ocenie ekspertów wojskowych z USA liczba bojowników w Libii wciąż spada. Struktury IS słabną zaś pod naciskiem lokalnych prorządowych milicji i popieranego przez ONZ rządu jedności.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje