Reklama

Reklama

Upadłe państwo nowym "sanktuarium" Państwa Islamskiego?

​Terroryści z tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) rozpoczęli działania, mające na celu zwiększenie kontrolowanego przez siebie terytorium w Libii. Właśnie to upadłe państwo w Północnej Afryce może stać się kolejnym sanktuarium dla najgroźniejszej obecnie organizacji terrorystycznej na świecie - pisze w analizie dla Defence24.pl dr Jacek Raubo.

Według źródeł libijskich, terroryści z tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) rozpoczęli koncentrację swoich bojówek w rejonie położonym na wschód od strategicznie ważnej Syrty. Islamiści mieli m.in. przerzucić tam znaczne posiłki, wyposażone w broń pancerną oraz innego rodzaju ciężkie uzbrojenie. Zwolennicy samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego mają obecnie operować w pobliżu takich miejscowości jak Bin Dżawad, Nufaliya czy też Harawa.

Reklama

Już wcześniej we wspomnianych lokacjach, a także w głównym mieście Syrta, obecność tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) symbolizowały chociażby stawiane na głównych drogach posterunki kontrolne, obsadzone przez terrorystów. Obecnie daje się zaobserwować zwiększone natężenie ruchu małych pododdziałów wykorzystujących pojazdy wszelkiego rodzaju. Towarzyszyć im mają również formacje policji religijnej, znanej ze swego okrucieństwa już z rejonów Syrii oraz Iraku, a kontrolowanych przez tzw. Państwo Islamskie (Da`ish). Jednocześnie, w samej Syrcie zauważalne jest w ostatnich dniach ewidentne zwiększenie całego aparatu administracyjnego, zgodnie ze standardami znanymi już z chociażby Ar-Rakki czy też Mosulu. Może to świadczyć o potrzebie zabezpieczenia tyłów oraz wszelkiej logistyki w przypadku rozpoczęcia działań ofensywnych.

Zaobserwowane w ostatnim czasie, szczególnie przez źródła libijskie, ruchy terrorystów mogą świadczyć o zbliżającej się ofensywie. Jej celem będzie zapewne umocnienie obecności Państwa Islamskiego nie tylko w samym rejonie wokół Syrty, co dzieje się nieprzerwanie od ok. lutego 2015 r., ale najprawdopodobniej rozszerzenie zdobyczy terytorialnych. Można w głównej mierze zakładać operacje na kierunku wschodnim lub północno-wschodnim. Zagrożenie jest wyczuwalne i bardzo realne, gdyż lokalne milicje z rejonu Wefaq al Gharbi and Adżdabija już zgłosiły swój akces do walki z terrorystami, nawet u boku formacji tzw. sił zbrojnych Libii.

Trzeba podkreślić, że w samej Adżdabija doszło w ostatnim okresie do serii zabójstw lokalnych liderów politycznych oraz członków milicji, za którymi mieli stać ludzie podlegający tzw. Państwu Islamskiemu (Da`ish). W dodatku to właśnie na wschód od Syrty zlokalizowane są bogate libijskie pola naftowe oraz terminale przeładunkowe. Zaś Adżdabija może być kluczem do zajęcia tego regionu i uzyskaniu nowych źródeł dochodu dla terrorystów, którzy są już znani z obrotu ropą naftową w Syrii i Iraku. W końcu, same przygotowania do prawdopodobnej ofensywy islamistów na terytorium bogate w surowce naturalne, może być postrzegane również jako swego rodzaju preludium do dalszych uderzeń w kierunku Bengazi. Władze rezydujące zarówno w Tobruku, jak i w Trypolisie, znalazły się obecnie w dramatycznej sytuacji - tzw. Państwo Islamskie (Da`ish) może bowiem przejąć główne bogactwo Libii.

Siły tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) w rejonie Syrty szacowane są na ok. 2-5 tys. bojowników, w ich arsenale znajduje się także uzbrojenie ciężkie różnego rodzaju. Jest to, oczywiście, pozostałość po upadłym reżimie Muammara al-Kaddafiego i późniejszych walkach pomiędzy różnymi frakcjami libijskiej opozycji w ramach wojny domowej. Zwraca się uwagę, że coraz częściej pojawiają się informacje, iż pewna część rekrutów z tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) jest kierowana właśnie do Libii, a nie do Syrii i Iraku.

Niedawno głośna była chociażby sprawa dwóch obywateli Francji, którzy dążyli do przedostania się przez Tunezję właśnie do szeregów tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) w Libii. Dodatkowo, do północnej Afryki mają także powracać dżihadyści wcześniej wyszkoleni na terytoriach samozwańczego kalifatu. Ich droga wiedzie przez Turcję oraz Tunezję i właśnie Libię. Siły islamistów ewidentnie zyskały na jakości w ostatnich miesiącach, gdyż były w stanie najpierw wytrzymać napór jednej z elitarnych formacji libijskich (tzw. Brygady 166) i zdławić powstanie lokalnej ludności. Liderów tego ostatniego zrywu przeciwko radykałom miano publicznie ukrzyżować.

Obecnie najbardziej niepokojącym dla Europy scenariuszem rozwoju sytuacji wokół Syrty jest stworzenie tam bazy wypadowej oraz zaplecza logistycznego dla ataków terrorystów na Starym Kontynencie. Fale nielegalnych imigrantów, które przekroczyły Morze Śródziemne rozpoczynając swoją drogę m.in. z Libii, wykazały wszelkie mankamenty systemu ochrony południowej, zewnętrznej granicy Unii Europejskiej.

Dziś, wraz z rozszerzaniem się aktywności zwolenników Aby Bakra al-Baghdadiego może pojawić się organizacja quasi państwowa dysponująca odpowiednimi funduszami, środkami transportu oraz wyszkolonymi bojownikami i działająca niemal u brzegów ważnych państw południowej Europy. Nie można przy tym zapomnieć, że do Europy trafia również chociażby libijska ropa naftowa. Dlatego nie należy bagatelizować informacji, że na terytorium libijskim mogą działać formacje rozpoznawcze należące do sił operacji specjalnych ze Stanów Zjednoczonych, czy też Zjednoczonego Królestwa.

Innego rodzaju scenariuszem rozwoju sytuacji w Libii, branym realnie pod uwagę, jest próba stworzenia kolejnego centrum decyzyjnego tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) właśnie w Syrcie, na wypadek upadku Ar-Rakki lub znacznego uszczuplenia obszaru kontrolowanego dotychczas w Syrii oraz Iraku i potrzeby przegrupowania się zwolenników Abu Bakra al-Baghdadiego. Trzeba przyznać, że wraz ze zdobyciem znacznych obszarów Syrii oraz Iraku, szczególnie w trakcie kampanii z 2014 r., tzw. Państwo Islamskie uzyskało znaczne terytorium.

Kluczowe funkcje pełniła tam nim syryjska Ar-Rakka, stanowiąca swoistą stolicę quasi państwa i jego centrum administracyjne. To zdobycze terytorialne oraz wizja własnego państwa, rządzonego zgodnie z wizją radykałów islamskich, przyciągnęła tysiące zagranicznych ochotników. Lecz wraz z pojawieniem się struktur państwowych, tzw. Państwo Islamskie (Da`ish) stało się również podatne na działania konwencjonalne ze strony swoich przeciwników. Stąd realne jest przygotowywanie swoistego zaplecza awaryjnego, aby utrzymać dotychczasowe zdolności organizacji np. w zakresie szkolenia bojowników, czy też prowadzenia działalności gospodarczej.

Obecne kampanie powietrzne dwóch koalicji międzynarodowych, jednej pod wodzą Stanów Zjednoczonych i drugiej pod przewodnictwem Rosji, ograniczyły swobodę działania tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) w Syrii oraz Iraku. Dlatego Libia, z jej ciągłym chaosem wewnętrznym, niestabilnymi i niechronionymi w sposób odpowiedni granicami, a także złożami surowców naturalnych wydaje się być idealnym miejscem potencjalnej ewakuacji części sił oraz środków należących do terrorystów. Co interesujące, według niektórych obserwatorów do Libii miały już napłynąć nie tylko same posiłki, w postaci doświadczonych bojowników samozwańczego kalifatu, ale również część rodzin terrorystów.

Trudno ocenić przy tym samą strukturę dowodzenia tamtejszych islamistów, chociaż ich pierwotnym dowódcą miał być Tunezyjczyk określany jako Abu Talha Al-Tunisi. Liderami religijnymi mieli być zaś Hassan al-Karami oraz Turki bin Mubarak al-Ben Ali. Obecnie, zgodnie z propagandą oficjalnego pisma Dabiq, emirem Libii (ziem na pograniczu Maghrebu i Ziemi Alkinana) ma być Abu Mughirah al-Qahtani. Za działania bojowe mają być odpowiedzialni doświadczeni Irakijczycy. W tym kontekście zwracało się uwagę na potencjalną obecność m.in. Abu Ali al-Anbariego oraz zabitego już Wissama Najma Abd Zayda al Zubaydiego (Abu Nabila). Nie zmienia to faktu, że w rejonie m.in. Syrty zauważalne są już zmiany w zakresie społeczno-kulturowo-religijnym, analogiczne do tych na innych obszarach samozwańczego kalifatu.

Można założyć, że nawet w przypadku przerzucenia części potencjału tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish), z rejonu Syrii i Iraku właśnie do Libii, sama organizacja będzie musiała jeszcze wykonać znaczną pracę w terenie, aby uzyskać pozycję jaką sobie wywalczyła na obszarze od Ar-Rakki do Mosulu. Szczególnie, że to właśnie w Libii formacje podległe klasycznej Al-Kaidzie już raz zmusiły islamistów uznających samozwańczego kalifa Abu Bakra al-Baghdadiego do upokarzającego odwrotu.

Chodzi w tym przypadku o słynne starcie w Darna, które miało miejsce jeszcze w 2014 r. Wówczas zwolennicy tzw. Państwa Islamskiego (Da`ish) musieli zaakceptować swoją porażkę w walce z Brygadą Męczenników Abu Salima. Do tego dochodzą formacje dwóch quasi rządów libijskich, które są wspierane przez różnych aktorów regionalnych. Jednakże Libia oferuje tzw. Państwu Islamskiemu (Da`ish) możliwość chwilowego przegrupowania i odbudowania potencjału, zagrożonego przez ofensywy kurdyjskie, irackie czy też syryjsko-irańsko-rosyjskie. Co ważne, tzw. Państwo Islamskie (Da`ish) nie działa jednowymiarowo, gdyż podobne do obecnych libijskich działań, chociaż na mniejszą skalę wydarzenia są odnotowywane w niektórych częściach Afganistanu, czy też Somalii (Puntland i Jubaland).

Jacek Raubo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje