Reklama

Reklama

"NYT": Debata ws. walki z ISIS oderwana od rzeczywistości

Zamachy terrorystyczne w Paryżu rozpaliły debatę ws. użycia siły na Bliskim Wschodzie przeciwko Państwu Islamskiemu. Ale jest ona oderwana od rzeczywistości, gdyż USA i inne kraje już są zaangażowane w działania militarne w Iraku i Syrii - pisze "New York Times".

Nowojorski dziennik zamieszcza w środę na swoich łamach dwa komentarze redakcyjne: jeden pt. "Jak walczyć z IS", a drugi pt. "Masowa inwigilacja nie jest odpowiedzią na walkę z terroryzmem".

Usprawiedliwiona decyzja Hollande'a

Reklama

W pierwszym tekście gazeta zauważa, że "paniczne reakcje, rozdmuchane przez prawicowych polityków w USA i Europie, żeby wypowiedzieć wojnę Państwu Islamskiemu, to w większości jedynie hałas". "Żadna z tych propozycji (...) nie oferuje nawet najmniejszego pomysłu, jak powinna zostać zrealizowana; wszystko, co mają, to jedynie zrozumiała chęć, którą podzielamy, unicestwienia organizacji terrorystycznej znanej również jako ISIS" - zauważa "NYT".

Dziennik wskazuje, że "masakra w Paryżu całkowicie usprawiedliwia wysłanie przez prezydenta Francji Francois Hollande'a myśliwców do uderzenia w cele IS w Ar-Rakce w Syrii". "W minionym roku Stany Zjednoczone przeprowadziły ponad osiem tysięcy ataków na cele IS w Syrii i Iraku i prezydent Barack Obama zapowiedział, że będzie ich jeszcze więcej" - dodaje "NYT".

Ameryka nie może powtórzyć błędów

Według gazety "zważywszy na rozprzestrzeniające się zagrożenie, nadszedł czas na zastosowanie mechanizmów dyplomatycznych, które prawnie i politycznie połączą wspólnotę międzynarodową we wspólnej sprawie". "We wtorek Francja formalnie zwróciła się do swych partnerów z UE o pomoc. Następnie powinno dojść do przyjęcia rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ formalnie zezwalającej na użycie siły przeciwko IS i jeśli Francja o to się zwróci - podjęcia decyzji przez NATO o powołaniu się na art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, zobowiązujący Sojusz do obrony swych członków, którzy zostali zaatakowani" - czytamy w "NYT".

Ale "Ameryka nie może powtórzyć błędów z przeszłości i wysłać na Bliski Wschód tysięcy żołnierzy na wojnę lądową, do czego wzywają niektórzy Republikanie" - ocenia nowojorski dziennik. Według niego w poniedziałek "Obama mądrze nie zgodził się na zwiększenie zaangażowania USA, które oprócz ataków z powietrza mają już 3,5 tys. żołnierzy w Iraku, teoretycznie mających szkolić (irackie siły) i około 50 żołnierzy sił specjalnych w Syrii".

"Państwo Islamskie nie jest wyzwaniem, z którym Ameryka może poradzić sobie na własną rękę. Jeśli w ogóle potrzeba więcej żołnierzy na lądzie, powinni oni pochodzić z krajów regionu ze wsparciem sił powietrznych, wywiadu, logistyki i ewentualnie dalszym wsparciem ze strony USA, Francji, Rosji i innych państw" - uważa "NYT".

Kraje arabskie są podzielone

Jednak głównym problemem jest to, że "kraje arabskie są podzielone w kwestii, kto jest głównym wrogiem, co sprawia, że niemożliwe jest skoncentrowanie sił, by pokonać IS" - podkreśla dziennik. "Arabia Saudyjska bardziej skupia się na Iranie i obaleniu prezydenta Syrii Baszara el-Asada; Turcja chce obalić Asada i stłumić separatystów kurdyjskich, a rząd centralny w Iraku przede wszystkim zainteresowany jest zachowaniem swych rządów szyickiej większości" - wyjaśnia.

"Tylko jeśli USA, Rosja i inne państwa zgodzą się na polityczne rozwiązanie zakończenia wojny w Syrii, nastąpi realistyczna sposobność dla walczących stron, aby przeorientowały się z walki z Asadem na zwalczanie IS" - konkluduje "NYT".

CIA: Paryż "dzwonkiem alarmowym"

W drugim komentarzu redakcyjnym gazeta nawiązuje do niedawnej wypowiedzi dyrektora CIA Johna Brennana, iż zamachy w Paryżu są "dzwonkiem alarmowym", zwłaszcza w Europie, gdzie - jego zdaniem - działalność wywiadowcza została w ostatnim czasie "przedstawiona w fałszywym świetle", m.in. w związku z przeciekami na temat masowych programów inwigilacji, jakie ujawnił były współpracownik amerykańskiego wywiadu Edward Snowden.

"Trudno wierzyć w cokolwiek, co mówi pan Brennan" - pisze "NYT". I przypomina m.in., że w ub.r. Brennan "otwarcie zaprzeczał, że CIA nielegalnie hakowała komputery urzędników Senatu prowadzących dochodzenie w sprawie programu zatrzymań i tortur (w tajnych ośrodkach CIA, w tym w Polsce, na Litwie i Rumunii), podczas gdy faktycznie to robiła".

Raj dla ekstremistów

Dziennik wskazuje, że większość terrorystów, którzy przeprowadzili ataki w Paryżu, "była na oku francuskiego i belgijskiego wywiadu", a kilku zamachowców "mieszkało zaledwie kilkaset metrów od głównego komisariatu policji, w dzielnicy znanej jako raj dla ekstremistów". Przywołuje przy tym wypowiedź jednego z francuskich ekspertów do walki z terroryzmem, według którego "sytuacja ta pokazuje, że francuski wywiad jest właściwie dobry, lecz zdolność działania jest ograniczona". "Innymi słowy problem w tym przypadku nie polegał na braku danych, lecz błędzie w działaniu na podstawie informacji, które władze już posiadały" - podkreśla "NYT", zwracając uwagę, że zebranych danych jest tyle, iż są nieużyteczne.

"Przez ponad dwa lata, od kiedy program zbierania danych przez Agencją Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) został ujawniony, służbom wywiadowczym nie udało się pokazać, że program masowego zbierania metadanych o rozmowach telefonicznych Amerykanów zapobiegł zamachowi terrorystycznemu" - zaznacza dziennik.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje