Reklama

Reklama

Niemiecka prasa: Władimir Putin uprawia w Syrii niebezpieczną grę

Rosja zaangażowała się militarnie w Syrii, wykorzystując niezdecydowanie Zachodu. Moskwie nie chodzi przy tym - wbrew jej deklaracjom - o walkę z bojownikami Państwa Islamskiego (IS), lecz o zachowanie wpływów w regionie - ocenia niemiecka prasa w czwartek.

Rozpoczynając działania zbrojne w Syrii, Putin "chciałby stworzyć wrażenie, że oto do walki (z IS) przystępuje wreszcie godny, nastawiony na zwycięstwo przeciwnik, Rosja, która ratuje Zachód z opresji i być może powstrzyma nawet napływ uchodźców do Europy" - komentuje dziennik "Die Welt".

Jak dodaje, "przesłanie Putina pod adresem Zachodu brzmi: 'Zostawcie w spokoju Krym, tam nikt wam nie zagraża; to IS chce was skrócić o głowę i to syryjscy uchodźcy do was przyjeżdżają'".

Reklama

"Die Welt" podkreśla, że Putina nie należy postrzegać jako partnera Zachodu w sprawie syryjskiego konfliktu. "Putinowi nie chodzi o ratowanie Zachodu, lecz reżimu syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada".

Zdaniem gazety interwencja zbrojna Moskwy to "deklaracja fiaska Zachodu, który w Syrii w wielkich słowach wyznaczał kolejne 'czerwone linie', a następnie nie robił nic, gdy Asad je przekraczał". "Rosyjscy piloci i broń nie sprawią, że uchodźców ubędzie, raczej będzie ich więcej" - przewiduje "Die Welt".

Również według "Sueddeutsche Zeitung" w deklarowanej wojnie Rosji z islamskim terroryzmem w Syrii chodzi przede wszystkim o utrzymanie wpływów Moskwy w regionie.

Opiniotwórczy dziennik przypomina, że Asad "terrorystami nazywa wszystkich walczących przeciw jego reżimowi", co jest dla niego wystarczającym powodem do "systematycznego bombardowania ludności cywilnej na obszarach kontrolowanych przez zbrojną opozycję". Zdaniem "SZ" Moskwa może przyłączyć się do tej "cynicznej logiki", a Putin "przyjął fałszywy pogląd, że w Syrii może być albo Asad, albo IS".

Z kolei "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że zwiększone zaangażowanie Rosji komplikuje sytuację w Syrii i może zmienić światową politykę.

"Wizje prezydenta USA Baracka Obamy i Putina w sprawie Syrii trudno jest ze sobą pogodzić", a kością niezgody jest rola Asada w powojennej przyszłości kraju. "Przynajmniej na razie wydaje się, że oba kraje nie są na tyle zainteresowane pokonaniem Państwa Islamskiego, by przezwyciężyć dzielące je różnice" - ocenia komentator dziennika.

W syryjskim konflikcie "nie chodzi tylko o walkę z dżihadystami; zasadniczo w Syrii trwa geopolityczna rywalizacja między Iranem a Arabią Saudyjską o dominację w regionie". Przez ten spór, w którym Rosja jednoznacznie opowiada się po stronie Teheranu, a USA - Rijadu, wojna w Syrii z "wewnętrznego konfliktu stała się konfliktem na skalę regionu, a później świata".

"To może zmienić światową politykę"

Decydując się na interwencję w Syrii, Moskwa "znacząco poszerzyła zakres swego oddziaływania" - pisze "FAZ", przypominając, że "po 1991 roku Rosja skupiała swoje wpływy na obszarach dawnego ZSRR albo tradycyjnie powiązanych z Moskwą: w Europie Wschodniej, na Bałkanach i na Kaukazie", a potem także w Gruzji i na Ukrainie.

Zdaniem gazety nie oznacza to powrotu zimnej wojny, jednak rosyjska interwencja poza tradycyjną strefą oddziaływania "niewątpliwie może zmienić światową politykę".

"W ostatnich 25 latach ONZ i Europa (...) miały w zasadzie wolną rękę w międzynarodowej polityce, działając na rzecz budowania wolnych społeczeństw (...). Z kolei Putin dąży do powrotu na światową arenę poprzez sojusze z autorytarnymi reżimami, od Chin po Wenezuelę, a Asad dobrze pasuje do tej układanki. Może to znacząco ograniczyć pole działania Zachodu w najbliższych latach" - ocenia "FAZ".

Regionalny dziennik "Berliner Morgenpost" zauważa, że gdyby Putinowi rzeczywiście zależało na zwalczaniu islamistów, starałby się o międzynarodowy mandat". Nie uczyniwszy tego, rosyjski prezydent podkopuje własną wiarygodność - tym bardziej, że wielokrotnie krytykował interwencje zbrojne Zachodu w Iraku i Libii jako jednostronne i niezgodne z prawem międzynarodowym i zasadami ONZ.

"Putin uprawia w Syrii niebezpieczną grę. Dba tylko o własne interesy i jest nieobliczalny, podsycając nieufność Zachodu" - dodaje "Berliner Morgenpost".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy