Reklama

Reklama

Kraje NATO mają problem ze schwytanymi dżihadystami

Stany Zjednoczone apelują do europejskich sojuszników o pomoc w rozwiązaniu problemu byłych europejskich bojowników ISIS. Chodzi o tysiące osób, które w ostatnich latach wyjechały na Bliski Wschód, by walczyć po stronie fanatyków. Część z nich amerykańskie wojska zatrzymały w czasie walk. Kraje Starego Kontynentu nie spieszą się jednak z rozwiązywaniem tego problemu i sugerują, że mogą nie przyjąć takich osób z powrotem.

Według szacunków ekspertów, po stronie ISIS w Iraku i w Syrii walczyło około 30 tys. zagranicznych bojowników. Większość z nich to mieszkańcy krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej, ale w szeregach fanatyków były co najmniej 3 tys. obywateli państw Europy. Część z nich została w czasie walk schwytana przez irackie, syryjskie lub amerykańskie oddziały. Teraz nie wiadomo, co z nimi zrobić.

Amerykańskie media spekulowały, że część byłych bojowników może trafić do więzienia Guantanamo na Kubie. Jednak amerykański sekretarz obrony James Mattis apelował w kwaterze NATO w Brukseli, aby europejskie kraje pomogły w rozwiązaniu problemu i zajęły się swoimi obywatelami. 

Reklama

"Przyjechałem do Europy, by powiedzieć, że mamy setki więźniów. Nikt nie łudzi się, że znajdziemy wyjście w ciągu jednego dnia. Ale wszyscy razem musimy jakoś rozwiązać ten problem" - mówił Mattis.

Europejscy sojusznicy w NATO sugerują jednak, że mogą nie chcieć przyjąć swoich obywateli z powrotem. Brytyjski sekretarz obrony Gavin Williamson powiedział nawet, że powinni oni stracić obywatelstwo. Odniósł się w ten sposób do zatrzymanych w ostatnich dniach Brytyjczyków, członków działającej w ramach ISIS grupy tzw. Beatlesów. 

"Oni odwrócili się od Wielkiej Brytanii, gdy z niej wyjechali, by siać zniszczenie i popełniać swoje okropne zbrodnie. Uważamy, że powinni zostać osądzeni na miejscu. Nie są już częścią naszego kraju, a Brytyjczycy nie chcą ich widzieć" - mówił brytyjski polityk w czasie spotkania w kwaterze głównej NATO.

Pytany o problem sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg odpowiedział, że jest to wyłącznie wewnętrzna sprawa każdego z krajów członkowskich.

Spośród zagranicznych bojowników w szeregach ISIS najwięcej pochodziło z Tunezji, Arabii Saudyjskiej i Jordanii. Z Europy na Bliski Wschód wyjechało około 900 Francuzów, 800 Brytyjczyków i tyle samo Niemców. Odnotowano też przypadki Polaków walczących po stronie tzw. Państwa Islamskiego.

Holenderscy eksperci kilkanaście miesięcy temu policzyli, że co najmniej jedna trzecia "europejskich" bojowników mogła wrócić do swoich krajów. Nie wiadomo dokładnie, ilu z nich zginęło w Iraku lub Syrii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne