Reklama

Reklama

Kolejne tureckie czołgi wjechały na terytorium Syrii

Dziesięć tureckich czołgów wjechało rano na terytorium Syrii, przekraczając granicę na wysokości miejscowości Karkamis w Turcji - podała Francuska Agencja Prasowa (AFP), powołując się na swojego fotoreportera. W konwoju były też ambulanse i ciężki sprzęt budowlany.

W środę turecka armia wsparła z wykorzystaniem czołgów i lotnictwa ofensywę kilkuset syryjskich rebeliantów, którzy wyzwolili z rąk Państwa Islamskiego (IS) przygraniczne miasto Dżarabulus w Syrii. Według niepotwierdzonych przez rząd doniesień prasy, w ofensywie o kryptonimie "Tarcza Eufratu" uczestniczyły też pododdziały tureckich sił specjalnych, które już wcześniej weszły do Syrii.

Według anonimowego przedstawiciela władz w Ankarze, na którego powołuje się Reuters, w Syrii jest już obecnie ponad 20 tureckich czołgów, a kolejne mają być wysłane w miarę potrzeb.

Syryjscy rebelianci posuwają się na południe

Reklama

Wspierani przez Turcję syryjscy rebelianci posuwają się dalej na południe - podało w czwartek Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

Według londyńskiego Obserwatorium, rebelianci pokonali ok. 10 kilometrów na południe od Dżarabulusu.

Jednocześnie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) syryjskich Kurdów, które niedawno odbiły z rąk bojowników Państwa Islamskiego (IS) Manbidż w prowincji Aleppo, ruszyły na północ, najwyraźniej po to, by uprzedzić postępy umiarkowanych syryjskich rebeliantów. Obserwatorium podało, że Kurdowie przemieścili się o ok. 8 km.

Żądanie Turcji

Tymczasem Turcja żąda wycofania się Kurdów na terytoria położone na wschód od Eufratu. Minister obrony Fikri Isik powiedział w czwartek, że "Turcja ma wszelkie prawo do interwencji", jeśli YPG się do tego nie zastosują. "Na razie się nie wycofali. Śledzimy z uwagą ten proces (...). Ich wycofanie jest dla nas ważne" - powiedział minister w telewizji NTV.

Źródło w szeregach syryjskich rebeliantów podało, że między nimi a Kurdami doszło do starcia w miejscowości al-Amarna na południe od Dżarabulusu. Nie ma doniesień o ofiarach, a rebelianci informują, że całkowicie kontrolują miejscowość. Obserwatorium potwierdziło, że doszło tam do użycia broni lekkiej.

"Strategiczny priorytet"

Minister Isik mówił w NTV, że turecka armia chce doprowadzić do tego, by siły YPG wycofały się na wschód od Eufratu w ciągu tygodnia. Za "strategiczny priorytet" uznał uniemożliwienie YPG zajęcia terenów w Syrii. Podkreślił, że wiarygodność Stanów Zjednoczonych zależy od tego, czy kurdyjska milicja nie będzie przekraczała Eufratu na zachód, zaś Manbidż "powinien należeć do tych, którzy kontrolowali go przed wojną".

Isik zapowiedział, że Turcja będzie wspierała syryjskich rebeliantów tak długo, jak długo będzie to konieczne. Zapewnił, że Dżarabulus jest od środy w pełni opanowany przez rebeliantów wspieranych przez Turcję, a w czwartek trwa tam jeszcze "operacja oczyszczania" miasta z dżiahdystów.

Operacja wymierzona przeciw IS i Kurdom

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan ogłosił w środę początek operacji wojskowej wymierzonej w IS i kurdyjską milicję Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) w północnej Syrii, aby położyć kres częstym atakom dokonywanym na pograniczu turecko-syryjskim.

Amerykański sekretarz stanu John Kerry w rozmowie telefonicznej w czwartek rano zapewnił szefa tureckiej dyplomacji Mevluta Cavusoglu, że oddziały YPG wycofują się na wschód od Eufratu, zgodnie z żądaniem wyrażonym wcześniej przez USA i Turcję.

YPG uważane są przez władze w Ankarze za organizację terrorystyczną, ale Stany Zjednoczone udzielają im poparcia, widząc w nich poważną siłę zwalczającą dżihadystów z IS. Broniąca się przed kurdyjskim separatyzmem Turcja chce uniknąć wzmocnienia Kurdów, co mogłoby prowadzić do powstania jakiejś formy zorganizowanego kurdyjskiego terytorium w Syrii.

Zdaniem władz w Ankarze, YPG, która jest zbrojnym ramieniem skupiającej syryjskich Kurdów Partii Unii Demokratycznej (PYD), ma ścisłe związki z uznaną za organizację terrorystyczną, separatystyczną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK), która od lat przeprowadza zamachy przeciwko siłom bezpieczeństwa na południowym wschodzie Turcji. 

Wiceprezydent USA Joe Biden oświadczył w środę w Ankarze, że siły kurdyjskie, które brały udział w niedawnym wyzwoleniu Manbidżu w syryjskiej prowincji Aleppo, mają wrócić na tereny na wschód od Eufratu, jeśli chcą nadal cieszyć się poparciem USA. Takie samo żądanie przedstawiała wcześniej zwalczająca kurdyjski separatyzm Turcja, która chce uniknąć wzmocnienia Kurdów, co mogłoby prowadzić do powstania jakiejś formy zorganizowanego kurdyjskiego terytorium w Syrii.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy