Reklama

Reklama

"Jihadi John": Kiedyś potępiał dżihad, dzisiaj morduje zakładników

Pochodzący z Londynu Mohammed Emwazi został zidentyfikowany jako "Jihadi John" - bezwzględny zabójca z samozwańczego Państwa Islamskiego. Mężczyzna odpowiedzialny za egzekucje przynajmniej pięciu zakładników dżihadystów przed paroma laty… potępiał działania islamskich ekstremistów – podaje agencja AFP.

W ubiegłym tygodniu media i eksperci, a następnie rodzice Emwaziego zidentyfikowali go na zdjęciach przedstawiających "Jihadi Johna" - islamskiego mordercę, który z zimną krwią ścinał głowy zakładnikom dżihadystów z Syrii i Iraku.

Reklama

Kilka lat temu nic nie zapowiadało, że mieszkający w Londynie Mohammed zostanie bezwzględnym zabójcą, ślepo oddanym "świętej wojnie". W opublikowanym we wtorek archiwalnym nagraniu mężczyzna potępia zamachy terrorystyczne islamistów przeprowadzone w Nowym Jorku i Londynie.

"To co się wydarzyło w 2001 roku w Nowym Jorku było złe. Gdybym mógł zwrócić życie tym osobom, zrobiłbym to" - mówił przed paroma laty Emwazi. Potępił również zamach w Londynie, przypominając jednak, że ekstremizm wziął się z sytuacji w Afganistanie, gdzie zabijani są niewinni ludzie.

Dżihadyści z Państwa Islamskiego walczą z każdym, kto nie respektuje ich wykładni islamu. Emwazi przed laty nie miał problemów z przedstawicielami innych wyznań. "Każdy ma prawo do wyboru własnej religii. Nikogo nie zamierzam zmuszać do przyjęcia mojej" - mówił zapytany o wyznawców judaizmu.

W opublikowanym nagraniu Emwazi stwierdził też, że był przesłuchiwany przez agenta brytyjskiego wywiadu. Przedstawiciel MI5 nie chciał wierzyć jego zapewnieniom, że nie jest islamskim ekstremistą. "Będziemy mieć cię na oku" - miał usłyszeć od agenta.

Dziennik "Al-Qabas" z Kuwejtu podał w poniedziałek, że ojciec mężczyzny był w weekend przesłuchiwany przez lokalną policję. Jassem Abdulkareem zeznał, że wraz z żoną rozpoznali syna na nagraniach z egzekucji zakładników dżihadystów.

Rodzice Emwaziego po raz ostatni mieli kontakt z synem w połowie 2013 roku. Zadzwonił do nich z Turcji i ogłosił, że przenosi się do Syrii, gdzie będzie pracował jako pracownik organizacji pomocowych. To tam dołączył do dżihadystów. "Odtąd czekaliśmy tylko na wiadomość o jego śmierci" - powiedział ojciec "Jihadi Johna".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne