Reklama

Reklama

Ekspert: Atak IS może nastąpić wszędzie

Państwo Islamskie (IS) ma długoterminową strategię terrorystyczną wobec Europy, tymczasem Zachód już jest spóźniony, by się z tym wrogiem uporać - mówi w rozmowie z PAP wybitny znawca świata muzułmańskiego, arabista i historyk, prof. Jean-Pierre Filiu.

Państwo Islamskie (IS) ma długoterminową strategię terrorystyczną wobec Europy, tymczasem Zachód już jest spóźniony, by się z tym wrogiem uporać - mówi w rozmowie z PAP wybitny znawca świata muzułmańskiego, arabista i historyk, prof. Jean-Pierre Filiu.

- Daesh (Daesz), czyli arabski akronim dla tak zwanego Państwa Islamskiego, to organizacja terrorystyczna stosująca totalitarne praktyki i mająca totalitarne plany. Priorytetem numer jeden jest zawsze służba bezpieczeństwa i inwigilowanie lokalnej ludności - charakteryzuje pokrótce w rozmowie z PAP ekspert, wykładowca w Instytucie Nauk Politycznych (Science Po) w Paryżu.

IS w czerwcu ub.r. ustanowiła na części terytorium Iraku i Syrii kalifat. Według prof. Filiu "nic tam dobrze nie działa poza represjami". - Edukacja została całkowicie przeorganizowana tak, żeby szerzyć propagandę. Pomoc społeczna generalnie jest sposobem nagradzania za lojalność wobec totalitarnego aparatu. Policja jest wszechobecna, często pochodzący z Europy dżihadyści denuncjują, biją, a czasami torturują i zabijają lokalną ludność - opisuje ekspert. Zwraca przy tym uwagę, że problemem jest nierównowaga, jeśli chodzi o stan wiedzy IS i Zachodu na temat strony przeciwnej.

Reklama

Dżihadyści w swoich nagraniach w internecie często na bieżąco odnoszą się do toczonych na Zachodzie debat na tematy polityczne i społeczne.

Filiu podkreśla, że dżihadyści wiedzą o nas bardzo dużo, a my o nich niewiele.

Liczbę bojowników IS w Syrii i Iraku szacuje się na 30-40 tysięcy, z czego 5-6 tysięcy to osoby z europejskimi paszportami. - Ci (ostatni) ludzie są coraz ważniejsi, dlatego IS rekrutuje ich do utrzymywania porządku, pilnowania lokalnej ludności, która generalnie sprzeciwia się tej totalitarnej organizacji - mówi arabista.

Wiadomo także, że terrorystyczny program IS został przyjęty jako kierunek działań przez dwa główne dżihadystowskie ugrupowania: na Synaju - przez tak zwanych Zwolenników Świętego Domu (Ansar Bait al-Maqdis; inaczej Zwolenników Jerozolimy - Ansar Jerusalem), oraz ostatnio w Nigerii - przez islamistyczne ugrupowanie Boko Haram.

W kontekście ostatnich konfliktów na Bliskim Wschodzie prof. Filiu, jeden z najlepszych francuskich znawców świata muzułmańskiego, zastanawia się jednak nie nad tym, "co jest nie tak z islamem, ale co jest nie tak z Europą; jak może być tak ślepa". Jest przekonany, że "potrzebny jest większy udział Europy w odstraszaniu, albo pokonaniu tego bezprecedensowego zagrożenia", jakim jest IS. - Zamiast tego - zastrzega - widzimy, że Europa, każdy europejski kraj coraz bardziej skupia się na swych własnych wewnętrznych sprawach i priorytetach. - W niewystarczający sposób wymieniamy się wiedzą i zasobami, żeby zaplanować wspólną wizję, która z europejskiego punktu widzenia powstrzymywałaby coraz większy napływ dżihadystów - dodaje.

Rozmówca PAP wskazuje, że koordynator UE ds. zwalczania terroryzmu Gilles de Kerchove wykonuje "imponującą pracę", ale walka z IS to "nie tylko kwestia zwalczania terroryzmu". - Mówimy tu o potrzebie deradykalizacji, a co ważniejsze - wspólnej strategii wobec Syrii, gdzie leży klucz do rozwiązania problemu. Od 2011 r. trwa tam wojna domowa przeciwko reżimowi Baszara el-Asada - podkreśla arabista. - Asad i Daesh to dwie strony tego samego medalu i nie da się walczyć z jednym, bez walki z drugim - dodaje.

- Daesh to wróg i nie ma strategii, żeby go zwalczać - uważa wykładowca Sciences Po. Według niego Zachód już jest spóźniony, by się z tym wrogiem uporać.

Ekspert jest za to przekonany, że IS ma długoterminową strategię terrorystyczną wobec Europy. "Podczas gdy Daesh powoli rozwija strategię, rekrutuje ludzi w środku Europy, albo wysyła dżihadystów z powrotem (do Europy) z Bliskiego Wschodu, to my czekamy na ich następny atak" - zauważa Filiu.

Wzywa on do prowadzenia polityki, która mogłaby - jak to ujmuje - "zneutralizować podstawową przyczynę zagrożenia" ze strony IS. Jak tłumaczy, główne przyczyny nie leżą ani w Europie, ani w naszych społeczeństwach, ani w naszych więzieniach. "Są w Syrii, gdzie ten +potwór Daesh+ się rozwinął. Do tej pory operacja sił amerykańskich z powietrza nie uderzyła znacząco w Daesh. W naszym wspólnym europejskim interesie jest zwalczanie tej kwestii u samych korzeni" - dodaje.

Na pytanie o skalę przygotowań dżihadystów do przeprowadzenia ataku w Europie, Filiu odpowiada, że "są oni nie tylko przygotowani, lecz rozmawiają wyłącznie o tym". "Niestety mam bezpośredni dostęp do ich propagandy w internecie, znam więc ich oryginalne teksty. I tak np. jedna z ostatnich wiadomości głosiła, że będą sprzedawać francuskie kobiety i dzieci na targach niewolników. A więc chcą zaatakować" w Europie - konstatuje ekspert i zaznacza, że od ponad roku przestrzega przed groźbą 11 września w Europie.

Styczniowy atak na francuski tygodnik satyryczny "Charlie Hebdo" i sklep koszerny w Paryżu, w którym to zginęło 12 osób, był opisywany w mediach właśnie jako francuski 11 września. - Obawiam się, że na kontynencie europejskim możemy mieć w przyszłości do czynienia z atakiem porównywalnym nie pod względem skali (liczby ofiar), ale pod względem koordynacji i symultaniczności" działań - wskazuje rozmówca PAP.

Jego zdaniem atak może nastąpić w Europie "wszędzie, ponieważ dżihadyści usprawiedliwiają atak dopiero po jego dokonaniu". - Chcą uderzyć, kiedy mają możliwość, a dopiero później znajdują motyw - tłumaczy.

Zwraca uwagę, że Zachód może mieć do czynienia z "niekończącą się walką (z IS), jeśli będzie jedynie próbował śledzić cele". - Musimy przewidywać ataki i uderzać w struktury dowódcze aparatu terrorystycznego - podkreśla.

Spytany o rolę Turcji w regionie i jej politykę wobec IS, Filiu odparł, że w tym kontekście widać jaskrawy brak współpracy ze strony UE i USA. "Musimy grać na Turcję, zwłaszcza, że jest główną bramą dżihadystów z i do Syrii" - zaznacza.

Do tej pory Turcy wydalili 1400-1500 dżihadystów, którzy chcieli wkroczyć na terytorium Turcji, by następnie móc wjechać do Syrii. Filiu jest przekonany, że gdyby UE zintensyfikowała współpracę z Turkami, zrobiliby oni dużo więcej w kwestii przeciwdziałania podróżom dżihadystów.

Jego zdaniem przyszły duży atak dżihadystów w Europie będzie miał dwie główne konsekwencje: odwet na społeczności muzułmańskiej i interwencję wojskową o zbyt dużej skali. "To jest błędne koło, dlatego musimy je przerwać, ustalając nasze własne priorytety i plany tak, żeby nie wpaść w pułapkę dżihadystów, którzy za nas będą ustalać agendę" - podsumował.

Na koniec dodał, że polityka USA bombardowania IS w Iraku i Syrii wykazała brak skuteczności.

Reklama

Reklama

Reklama