Reklama

Reklama

Paweł Domagała: Oderwijmy się od strachu

- To nie będzie typowy koncert na żywo - zastrzega w rozmowie z Interią Paweł Domagała, aktor i muzyk, który jako jeden z pięciu wykonawców zagra 11 listopada na Festiwalu Niepodległa. W tym roku, ze względu na trwającą pandemię, z Krakowskiego Przedmieścia wydarzenie zostanie przeniesione do internetu. Festiwal Niepodległa i koncert Pawła Domagały będzie można oglądać na stronie Interii.


Ewa Wysocka, Interia: W tym roku Festiwal Niepodległa, jak niemal całe nasze życie, przechodzi do świata wirtualnego. Również pana koncert na żywo.  

Reklama

Paweł Domagała: Będziemy grać w Transcolorze - studiu telewizyjnym, które daje możliwość realizacji takiego przedsięwzięcia. Na żywo - będzie streaming i transmisja w Interii. Planowano, że występ będzie emitowany na telebimach rozstawionych na Krakowskim Przedmieściu, ale ze względu na sytuację pandemiczną zrezygnowano z tego pomysłu. 

Będzie pan grał od 13.35 do 14.30. Co usłyszą ci, którzy wejdą wtedy na stronę Interii? 

- Zagramy miks łączący utwory znane z poprzednich płyt ("Opowiem Ci o mnie" i "1984"), ale w nowych aranżacjach oraz kilka utworów z nowej płyty "Wracaj". To jest forma występu festiwalowego, więc nie gramy pełnego koncertu, ale godzinę. W związku z tym, że to jest transmisja i nie my ją realizujemy, sam jestem ciekawy, jaka będzie oprawa świetlna.

Czyli obok starych utworów pojawią się też piosenki z albumu, którego jeszcze nie ma na rynku. 

- Tak, pojawią się, ale oczywiście nie wszystkie. Na pewno zagramy trzy, cztery piosenki. Festiwal rządzi się swoimi prawami, musi być kompilacja.

Teatr, występy estradowe to jest nawiązywanie kontaktu z publicznością. Natomiast tego typu koncerty są inne. Czy taki występ jest trudniejszy? 

- To nawet ciężko nazwać koncertem. Rozumiem koncert jako żywe spotkanie. Każdy koncert ma inny przebieg, w zależności jaka publiczność przychodzi, w jakim jest nastroju, w zależności od miejsca, od sali... To jest bardzo żywe i bardzo magiczne wydarzenie. 

Zagraliśmy już kilka koncertów online. Zależy nam, by pojawiła się w nich koncertowa magia. Staramy się wrócić do pierwotnego grania, prób z kolegami, czystej radości grania, które ludzie mogą podglądać. Na tym przyzwoleniu na "podglądanie" chcemy się skupić. 

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałbym udawać, że jest publiczność, że czuję jej obecność. Bo po prostu nie czuję, bo mam przed sobą kamery. Zazwyczaj, nawet jak są nagrywane koncerty w studiach, to jednak z publicznością. A tutaj jest kompletna cisza i zespół na scenie. Ja staram sobie przypomnieć jak to było w dzieciństwie, kiedy brałem gitarę, zamykałem się w pokoju (czy łazience) i wyobrażałem sobie, że gram prawdziwy koncert. Sprawiało mi to dużo radości i do tej radości odwołuję się grając koncerty online.

Czyli ratuje się pan wyobraźnią... 

- Tak. Ratuję się wyobraźnią i tym, żeby widz nie oczekiwał, że nawiążę z nim jakąś relację, bo po prostu nie umiem w takiej sytuacji tego zrobić. Zapraszam do podglądania, jak to wygląda między kolegami, którzy spełniają swoje marzenia i po prostu cieszą się tym, że mogą zagrać. 

Wróćmy do albumu, który ma się ukazać w listopadzie. Czy "Wracaj" pojawi się na rynku zgodnie z zapowiedzią? 

- Tak, utrzymujemy 20 listopada, bez względu na wszystko i mimo wszystko. Od roku prowadzimy pre-order. Ludzie zamówili dużo płyt i dostaną je na czas, bo im to obiecaliśmy. Zaufali nam, a my dotrzymujemy słowa. “Z 2020 się nie wygra" - mówi moja żona. Dlatego nie ma co przesuwać terminów, ani kalkulować, co będzie najlepsze z finansowego punktu widzenia.

W albumie pojawią się piosenki w rytmie country, czyli rytmie troszkę topornie odbieranym w Polsce. 

- Nie ukrywam, że inspiruję się muzyką country i uwielbiam ją. John Mayer Dave Matthews Band - oni mieszczą się w szeroko rozumianym country. W Polsce country ma złe konotacje, kojarzy się z Mrągowem, co jest mylące bo to bardzo pojemny gatunek. Zresztą już na poprzednich płytach można usłyszeć countrowe inspiracje i podobnie będzie na "Wracaj", w tym temacie nic się nie zmienia. Może pojawi się w innej formie. Ale nie odważyłbym się powiedzieć, że zrobiliśmy płytę country. Myślę, że jest to chyba najbardziej różnorodna stylistycznie z moich płyt i muszę się przyznać, że jestem z niej bardzo dumny.  

Zamknięto teatry, nie można organizować koncertów. Jak w tej sytuacji radzi sobie aktor i muzyk Paweł Domagała? 

- Jeżeli mam mówić w swoim imieniu, to byłoby z mojej strony dużą niegodziwością, gdybym narzekał. Jestem w bardzo dobrej sytuacji, miałem tłuste lata i nie jestem rozrzutny. Miałem czas dla rodziny, na spokojną pracę nad płytą i innymi moimi projektami, na które nigdy nie było czasu.

Widzę natomiast, co się dzieje, jak moi przyjaciele, znakomici aktorzy teatralni, czy muzycy klasyczni, nie wiedzą co robić. Muszą się przebranżawiać, co wcale nie jest takie proste. Zresztą nie mówmy tylko o artystach, ale o wszystkich małych przedsiębiorcach, restauratorach, branży eventowej, etc. O ludziach, którzy często poświęcili oszczędności życia, żeby założyć coś swojego. Ile osób straciło pracę, ile zawodów, może zniknąć. Jest przecież cała strefa nieunormowanej pracy - freelancerów, prowadzących spotkania i wydarzenia dziennikarzy. Ile festiwali się nie odbyło i nie wiadomo czy wrócą. Dlatego na pytanie, jak radzi sobie Paweł Domagała, odpowiem, że znakomicie. Inni mają gorzej.

Reakcja domino... 

- Tak, to jest efekt domino. I chociaż najbliższe jest mi środowisko aktorsko-muzyczne, zdaję sobie sprawę, że jest mnóstwo osób, które ucierpiały bardziej. Mam sąsiada, który odszedł z korporacji, otworzył firmę w styczniu i już padła. Jest dużo takich tragedii i nie dzieliłbym tego na branże.

Czuję lekki niesmak, kiedy celebryci z pierwszych stron gazet, żalą się jak im jest ciężko, bo w tym roku odwołali wszystkie festyny, na których zwykli występować. A co mają powiedzieć np. muzycy z filharmonii, którzy muzyce poświęcili całe życie, osiągnięcie tego poziomu kosztowało ich mnóstwo wyrzeczeń i pracy, a dziś nie mogą grać i zarabiać? A nawet jakby mogli, to przez pół roku nie zarobią tyle, co jeden z drugim na Dniach Ziemniaka. I ja rozumiem, że tak to wygląda, że to jest wolny rynek, nie obrażam się na to, sam czerpię z tego profity, ale zwykła przyzwoitość wymaga, żeby przynajmniej siedzieć cicho i nie mędzić.

Pomyślmy teraz o tych, którzy wciąż nie zdecydowali, czy obejrzą w Interii Festiwal Niepodległa i Pański koncert. Jak by ich Pan zachęcił?

- Zachęcam, żeby usiedli, obejrzeli i poczuli się choć przez chwilę trochę szczęśliwsi. Zachęcam do wszelkich momentów, które mogą nas oderwać od rzeczywistości i od strachu. A ja zrobię wszystko, żeby udało się chociaż na chwilę celebrować Wolność i oderwać się od rzeczywistości.

Rozmawiała Ewa Wysocka  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne