Reklama

Reklama

Czy jest nam potrzebny bank centralny?

Bank centralny to jedna z najważniejszych instytucji służących gospodarce. Co on takiego robi? Przede wszystkim emituje pieniądze. Dba o to, żeby w obiegu była ich odpowiednia ilość – nie za dużo, bo wtedy ceny za szybko rosną. I nie za mało, bo wtedy kredyt jest za drogi. Jest także "bankiem banków" – w złych czasach powinien pomóc im nie utonąć.

Nie zawsze tak było, bo historia banków centralnych liczy nieco ponad 300 lat. Wcześniej pieniądz emitowali suwerenowie - królowie lub książęta. I niestety - bywało, że ten czy ów suweren nieco oszukiwał. W historii pieniądza (i nie tylko) jednym z najczarniejszych okresów były lata 1618-1638, czyli czasy wojny trzydziestoletniej, rozpoczętej od wyrzucenia przez okno w Zamku Praskim cesarskich posłów. Straszna wojna religijna wnet ogarnęła niemal całą Europę, a wojujący ze sobą książęta i królowie jako broni używali... pieniądza. W taki sposób, że podrabiali monety bite przez konkurentów, wypuszczając oczywiście takie, które były podobne, ale miały znacznie mniejszą zawartość kruszcu.

Reklama

Sami bankierzy również potrafili przyczynić się do psucia pieniądza. Banki powstały w odległym średniowieczu, najprawdopodobniej w Genui. Działały tak, że kupcy, by nie narażać majątku w czasie podróży na atak zbójców lub piratów, deponowali w nich cenny kruszec, za co bankier wystawiał im pokwitowanie. Mogli je zrealizować w innym banku, odebrać kruszec i zapłacić nim za towar. 

Ale niektórych bankierów kusiło, żeby zarobić nieco więcej. I wystawiali kwity na więcej kruszcu, niż zgromadzili w swoich skarbcach. Banki upadały, zamieszanie robiło się ogromne. Jakoś to wszystko trzeba było uporządkować. Odpowiedź wcale nie przyszła szybko. A tą odpowiedzią były właśnie banki centralne.    

Pierwszy i najstarszy bank centralny świata powstał w 1668 roku w Szwecji. To on pierwszy w zamian za zdeponowany kruszec emitował banknoty, którymi można było płacić w całym kraju. I w dodatku zyskał sobie sławę uczciwego banku. Innym bankom - jak się okazuje - wcale tak dobrze nie szło.

Dla bankowości centralnej na  świecie największe znaczenie miała historia Banku Anglii. Był to bank prywatny, założony w 1694 roku przez szkockiego kupca Williama Petersona. Kupiec zebrał 1,2 mln funtów od londyńczyków, opierając się na ich zaufaniu, a pieniądze pożyczył królowi na 8 proc. rocznie, żeby ten mógł prowadzić wojnę z Francją. Bank Anglii służył więc do finansowania brytyjskich wojen, a w zamian miał wyłączny przywilej emisji pieniądza.

Bank Anglii był także powołany do tego, by gromadzić rezerwy złota. To druga ważna historycznie funkcja banków centralnych. Nasz NBP też ma złote sztaby w rezerwach. Teraz jednak te rezerwy gromadzone są nie tylko w złocie, ale też w obligacjach godnych zaufania rządów.

Wróćmy jednak do Anglii. Bank Anglii miał dbać o to, żeby w obiegu było nie więcej pieniędzy, niż warte jest złoto zgromadzone w skarbcu. Z czasem taki sposób wprowadzania pieniądza do obiegu określono pieniądzem opartym na parytecie złota. Pieniądz papierowy zawsze można było wymienić na złoto i odwrotnie. System ten został przyjęty w II połowie XIX wieku w większości państw Europy i był on pierwszym międzynarodowym systemem monetarnym. Kres położyła mu I wojna światowa.

Ale zanim parytet złota się upowszechnił, wybuchły wojny napoleońskie, w których Anglii już nie szło tak dobrze jak we wcześniejszych podbojach. W latach 1797-1821 rezerwy złota Banku Anglii tak stopniały, że nie był w stanie wymieniać banknotów na złoto. Był więc praktycznie bankrutem, choć oczywiście pieniądze papierowe emitował dalej. 

Prócz Banku Anglii w najpotężniejszym wówczas imperium i gospodarce świata działało bardzo wiele innych banków. I - co ważne - często zdarzały się kryzysy bankowe i bankructwa. Nic tak w historii nie wymagało wzmacniania roli banków centralnych, jak kryzysy i bankructwa innych banków.

Taki moment nastąpił w 1866 roku, kiedy upadł w Londynie stosunkowo duży bank Overend Gurney.  Historia ta poszłaby w zapomnienie, jak mnóstwo innych upadłości banków, gdyby nie opisał jej w swej książce pt. "Lombard Street" Walter Bagehot. Był on ekonomistą, bankowcem, dziennikarzem, jednym z pierwszych redaktorów naczelnych słynnego tygodnika "The Economist".

Walter Bagehot zarzucał w swej książce Bankowi Anglii, że ten nie pospieszył z ratunkiem dla upadającej instytucji, gdyż sam - będąc prywatną spółką - traktował ją jako konkurenta. Określił w niej także kolejną z najważniejszych nowych funkcji banku centralnego - "banku banków" i pożyczkodawcy ostatniej instancji. Chodzi w niej o to, że bank centralny powinien pożyczać pieniądze bankom, gdy te popadłyby w kłopoty z płynnością, czyli przejściowo nie miały środków na wypłatę na przykład depozytów. Bagehot uważał również, że bankowi centralnemu nie wolno ratować banków, które są bankrutami. Tak jest do dzisiaj. A co z tego wynika? Że bank centralny powinien wiedzieć co dzieje się w bankach i w jakiej znajdują się sytuacji. A zatem - powinien je nadzorować.

Charles Goodhart, w swoim czasie członek Rady Polityki Pieniężnej Banku Anglii, profesor London School of Economics i wybitny znawca bankowości centralnej zwraca jednak uwagę, że Walter Bagehot mógł swoje poglądy zaczerpnąć ze wzorów, które wprowadził nieco wcześniej Bank Prus. Bank ten już w połowie XIX w. wydawał przepisy obowiązujące inne banki, a w czasach kryzysów, jak na przykład w 1857 roku, dostarczał im płynności.

Odpowiedzią na wielki kryzys bankowy w 1907 roku w USA było powołanie tamtejszego banku centralnego - systemu Rezerwy Federalnej (Fed). Amerykańscy prawodawcy wyposażyli Fed w kolejną z najważniejszych funkcji, jaką pełnią dziś takie instytucje. Jest nią prowadzenie polityki pieniężnej: Fed miał dbać o stabilizację cen. Wyznaczać cel, do jakiego może dojść inflacja, i pilnować, żeby była bliska tego celu. A oprócz tego miał dbać o maksymalizację zatrudnienia i o to, żeby długoterminowe stopy procentowe były zrównoważone.

Nie mamy się czego wstydzić. W czasach gdy w całej Europie kształtowała się bankowość centralna, czyli w XIX w., Polska nie miała niepodległości. Ale mieliśmy swój bank centralny. Był to Bank Polski, założony w 1828 roku przez księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, ministra skarbu Królestwa Polskiego w latach 1821-1830.

Bank ten był w czasach Królestwa Polskiego instytucją rządową, emitował polskie złote, inwestował w budowę dróg, hutnictwo w Zagłębiu Staropolskim i w górnictwo w Zagłębiu Dąbrowskim. Pełnił więc także prekursorską funkcję "banku rozwojowego". Niestety w 1869 roku stracił niezależność, został podporządkowany zaborcy, a w 1886 roku - zlikwidowany przez władze carskie.

Prawdziwy bank centralny niepodległej Polski powstał w 1924  wraz z wprowadzeniem przez Władysława Grabskiego reformy pieniądza i wejściem do obiegu polskiego złotego. Była to także spółka prywatna, ale skarb państwa miał akcje uprzywilejowane. Bank Polski był odpowiedzialny za emisję nowej waluty i utrzymywanie jej wartości, opartej częściowo na parytecie złota.

Przypomnijmy, jaka była sytuacja po odzyskaniu niepodległości. Na terenie Polski płacono w czterech różnych walutach. W prawie, także gospodarczym, panowały trzy różne porządki "odziedziczone" po zaborcach. Hiperinflacja sięgała kilku tysięcy procent. Sposobem na walkę z kryzysem było więc także u nas powołanie banku centralnego.

Reforma Władysława Grabskiego doprowadziła do stabilizacji cen liczonych już w silnym polskim złotym. Był on wymienialny na wszystkie waluty - w tym dolara, franka szwajcarskiego czy funta. Wprowadzenie złotego umożliwiło kolejne reformy gospodarcze. 

Dziś Narodowy Bank Polski jest spadkobiercą przedwojennej tradycji. Ale jest równocześnie spadkobiercą tradycji innych banków centralnych. Po II Wojnie Światowej na konferencji w Bretton Woods w USA alianci postanowili ułożyć powojenny ład gospodarczy, zwany "konsensusem waszyngtońskim". Ustalono tam między innymi czym powinny zajmować się banki centralne i jeszcze coś zupełnie nowego. To, że powinny być niezależne od rządów, by były odporne na targające nimi pokusy. Tę niezależność NBP wprowadziły konstytucja i odpowiednia ustawa w 1997 roku.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne