Reklama

Reklama

Czy matura z "Pana Tadeusza" to nekrofilia? To brzmi coraz głośniej

Reakcją na zbyt staroświeckie ponoć podejście polskiej szkoły do literatury staje się wyklinanie poematu, bo ma prawie 10 tysięcy wersów? Boję się takiego podejścia, zwłaszcza jako przejawu triumfu nad rzekomo pisowskim zapatrzeniem w przeszłość. Odpowiedzią będzie niemądra czystka.

Za nami matura z języka polskiego. Pisemna, ale innej nie będzie, bo w tym roku w związku z doświadczeniami pandemii i nauki zdalnej zredukowano radykalnie wymagania. Likwidując między innymi egzaminy ustne.

Mieliśmy trzy tematy do wyboru. Poemat Adama Mickiewicza "Pan Tadeusz" jako punkt wyjścia do pytania: "Czym dla człowieka jest tradycja?". Powieść Marii Dąbrowskiej "Noce i dnie", także z pytaniem: "Kiedy relacja z drugim człowiekiem staje się źródłem szczęścia?". Oraz analizę wiersza współczesnego poety Józefa Barana.

Prosta czy oderwana od życia?

"Gazeta Wyborcza" skwitowała w pierwszym odruchu ten wybór państwowych egzaminatorów konkluzją, że to matura wyjątkowo łatwa, a tematy dość przewidywalne ("Pan Tadeusz" zwłaszcza). Poświadczyła tę konkluzję nauczycielka polskiego z Piły Katarzyna Włodkowska, chyba słusznie wiążąc tę maturalną prostotę ze spustoszeniami, jakich od kilku lat doznawał ten rocznik młodzieży: od strajku nauczycieli po zredukowany przez pandemię kontakt ze szkolnym wykładem. Podobny był ton relacji w programach informacyjnych stacji telewizyjnych.

Reklama

Ale już "Polityka" uczciła ten zestaw tematów maturalnych rozmową z innym polonistą Dariuszem Chętkowskim, pod znamiennym tytułem: "Oderwana od życia matura z polskiego to kwintesencja pisowskiej edukacji". Chętkowski twierdzi, że cieszył się jako nauczyciel (bo był w stanie przewidzieć te tematy), ale rozpaczał jako intelektualista. Podobno minister Czarnek oszalał, każąc nastolatkom czytać "Pana Tadeusza", poemat złożony z prawie 10 tysięcy wersów. "Mamy anachroniczny kanon lektur, mamy przestarzałą maturę" - zabrzmiał werdykt.

Pojawiły się inne wypowiedzi w podobnym tonie. Badaczka literatury Magdalena Rembowska-Płuciennik napisała na Facebooku: "Mamy system edukacyjny, który przypomina ucztę nekrofilską, na której te same, przeżute i wyplute przez poprzedników kości zjadane są w stuporze katatonicznym przez kolejne pokolenia nieszczęśników". Podobnych wniosków spodziewałbym się po na razie powściągliwej "Wyborczej", która od dawna przedstawia nasze humanistyczne programy szkolne jako przeładowane (rozpacz, że młodzi ludzie muszą czytać po dziewięć pozycji rocznie), ale też zbyt zwrócone w przeszłość. Czasem jest to wiązane z ogólniejszą krytyką formuły edukacji. Podważa się sens samego egzaminu maturalnego, który ma nieść niepotrzebny stres, ale nie mieć poza tym sensu.

Kiedyś konsensus, a dziś?

Wszystko to jest mocno podlane polityką. Chętkowski pisze o "pisowskiej edukacji". W rzeczywistości przed 2015 rokiem program języka polskiego, a w związku z tym i matura, nie były zasadniczo odmienne. Dotyczyły w większym stopniu dziejów polskiej literatury niż jej współczesności, chociaż tematy współczesne się zdarzały. PiS dokonał tylko korekty dotyczącej poszczególnych tytułów.

Czasem krytykowałem ministra Czarnka, choćby za dodawanie na gwałt pozycji związanych z Karolem Wojtyłą w reakcji na "czarne protesty". Ale powtórzę: zasada była do pewnego momentu przedmiotem konsensusu. Możliwe, że nie będzie już takiego konsensusu po tym, jak PiS straci władzę. Bo jak zauważyła moja znajoma, dziś wszystko, co się pewnym kręgom liberalnej inteligencji nie podoba, zapisuje się do PiS - od Powstania Warszawskiego (jednak nie wtedy, gdy ostatni powstańcy popierają protesty KOD), po - to już ja dodaję - tradycyjny  teatr, choć jego rzecznikami byli w przeszłości ludzie od prawicy bardzo odlegli: Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz czy Erwin Axer.

Czy "Pan Tadeusz" jest pisowski? To absurd. Na dokładkę ten tekst pokazuje pewien moment polskiej historii w całym jego skomplikowaniu. Nie oszczędza Polaków, daleki jest od taniej apologii, wystarczy się odrobinę wczytać.  Nieprzypadkowo wczytał się w niego i popełnił jedno ze swych późnych dzieł filmowych mistrz Andrzej Wajda. Chcąc nam coś opowiedzieć o nas - przy użyciu kostiumu. O nas współczesnych. Czy nie powinniśmy próbować uczyć podobnej umiejętności nowe pokolenia?

Czy pisowska jest Maria Dąbrowska ze swoimi "Nocami i dniami"? To przedwojenna dama lewicy, na dokładkę osoba biseksualna. Ta powieść jest po prostu społeczną, choć przede wszystkim psychologiczną panoramą Polski między Powstaniem Styczniowym i I Wojną Światową. Też pełną różnorakich komplikacji.

Jak rozumiem, krytycy mają na myśli trochę co innego. Pisowska ma być sama zasada, która każe tłuc w szkole dorobek przodków i zdawać z tego na dokładkę egzamin, zamiast zajmować się czym innym. Chętkowski daje przykład kółka polonistycznego, na którym dyskutuje się z uczniami o portalach randkowych. Żąda też, aby rozmawiać na lekcjach o współczesnej prasie. Pada też jednak sugestia: więcej współczesnej literatury.

Generalnie współczesna popkultura odwraca się od przeszłości. To się zaczyna już od filmów animowanych, w których bohaterowie, nawet jeśli są bajkowymi królami, walą współczesną grypserą. Potem jest podobnie. Stąd na przykład coraz większą dezynwoltura w traktowaniu już nie zdarzeń, ale realiów historycznych w filmach wciąż opowiadających o przeszłości. Polska szkoła ze swoim zwróceniem ku dawniejszym epokom i dziełom może się wydawać staroświecka. Próbująca powstrzymywać to, co nieuchronne. Pojawia się teza, że tamte dzieła są dla młodych ludzi nieatrakcyjne - moje ukochane "Noce i dnie" były opisywane jako nudne już w czasach, kiedy ja chodziłem do szkoły.

Jak z Gombrowicza?

Czy należy przekonywać młodych ludzi do nieco innego gustu niż ich własny? Ten pierwotny. Mocno już obrazkowy. Próbować rozbudzać w nich zaciekawienie dawniejszym życiem, innymi realiami? Jednym słowem uczyć wyobraźni. Nie wiem, czy w szkolnych warunkach to możliwe. Już Gombrowicz pokazał w "Ferdydurke" sztuczność szkolnego rytuału, także w stosunku do objaśniania znaczenia literatury.

Czy jednak receptą jest zastąpienie "Nocy i dni" "Harrym Potterem"? A takie propozycje już padały. Albo rozmowa na lekcjach polskiego o zawartości gazet? Gdzieś to się powinno w szkole robić (są jeszcze lekcje wiedzy o społeczeństwie), ale przecież prasa to nie sztuka.

Może zbyt idealistycznie wierzymy, że zdołamy w szkolnych klasach zadziwić czy rozpalić zainteresowanie artystyczną twórczością. Czy jednak rezygnacja z tego sprawi, że będziemy mieli lepszy system edukacji? Jeśli nie pokażemy dorobku pokoleń nastolatkom, to komu? Kiedy?

Ja w roku 1982 w tradycyjnej, choć także peerelowskiej szkole, pisałem maturę próbną o "Amarcordzie" Federica Felliniego. Bo był do wyboru temat wolny, z uwzględnieniem dorobku kina. Maturę ostateczną pisałem o literaturze międzywojennej. O tym, że porzucała ona "płaszcz Konrada" na rzecz społecznej diagnozy. Myślę, że to były dobre tematy. Myślę też, że powinien się w nich zawierać element szerszego wyboru niż to, co zaoferowano w tym roku. Co być może podyktowane było obawą, że młodzież stłamszona pandemią wyzwaniom bardziej skomplikowanym nie podoła.

Ale wyklinanie poematu, bo ma prawie 10 tysięcy wersów? Boję się takiego podejścia do edukacji. A tym bardziej obawiam się go jako przejawu triumfu nad rzekomo pisowskim zapatrzeniem w przeszłość. To przypomina "wojnę na miny" - to także produkt Gombrowicza.

W polskiej szkole powinna być i tradycja i współczesność. Tej ostatniej system edukacyjny może się obawiać także w kontekście zbyt doraźnego odwoływania się do współczesnych sporów ideowych. Tego też się boję - nauczyciel dyktujący młodzieży, co ma myśleć o najnowszym artykule "Wprostu" jest groźniejszy niż nauczyciel objaśniający Mickiewicza. Ale jakieś narzędzie tłumaczenia współczesnego świata musi się znaleźć. Możliwe, że nawet za cenę jakiegoś przeglądu lektur. Szukania większej równowagi - tematów i epok.

Przeglądu, ale jak znam życie odpowiedzią stanie się czystka. Przyjdą reformatorzy tacy jak Chętkowski czy Rembowska-Płuciennik i orzekną: nie patrzymy w przeszłość. A przecież już dziś większość tych ponoć strasznych lektur szkolnych uczona jest we fragmentach. Nie sądzę aby receptą na dobrą szkołę było schlebianie umysłowemu wygodnictwu. Nie rozumiemy czegoś, nie czujemy na pierwsze zawołanie, to pomińmy! A może spróbujmy zrozumieć.

Czytaj też:

Arkusz CKE oraz nieoficjalne odpowiedzi z języka polskiego - poziom podstawowy

Arkusz maturalny oraz proponowane rozwiązania z matematyki - poziom podstawowy

Zobacz arkusz CKE i nieoficjalne odpowiedzi z języka angielskiego - poziom podstawowy

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama