Reklama

Reklama

Generał, którego lubili żołnierze

Bronisław Kwiatkowski, szef Dowództwa Operacyjnego, za niecały miesiąc miał przejść na emeryturę. Nie zdążył - zginął w katastrofie pod Smoleńskiem.

W sensie operacyjnym to właśnie jemu podlegały jednostki Wojska Polskiego, stacjonujące poza krajem. Ów fakt czynił z tego niepozornego mężczyzny jedną z najważniejszych osób w armii.

Reklama

Bronek nigdy się nie puszył

- Ale ani pozycja, ani bardzo ciekawa ścieżka kariery nie zmieniły usposobienia Bronka - wspomina gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca Wojsk Lądowych. - Zaczynał jako pancerniak, ale później został spadochroniarzem. I choć nosił czerwony beret, nigdy się nie puszył. Znakomity żołnierz, znakomity dowódca.

Bronisław Kwiatkowski, jako absolwent szkoły oficerskiej we Wrocławiu, zaczął służbę w 1973 roku w pułku czołgów w Żaganiu. Rozstanie z pancerzem przyszło wraz z początkiem lat 80. - to wówczas Kwiatkowski, jako dowódca elitarnego 18. batalionu powietrznodesantowego, przeniósł się do Bielska Białej. Batalion był częścią 6. Brygady Powietrznodesantowej z Krakowa, w której późniejszy generał pełnił różne funkcje dowódcze do początku lat 90.

Zdeterminowany i skuteczny

Do Krakowa, już jako dowódca "Szóstej", wrócił w drugiej połowie lat 90., zaliczając pod drodze m.in. dowództwo kontyngentu na Wzgórzach Golan. W 2003 roku, jako zastępca dowódcy wielonarodowej dywizji, trafił do Iraku.

- Pierwsza i dziewiąta - to były najtrudniejsze zmiany w Iraku - opowiada gen. Skrzypczak. - Miałem okazję razem z Bronkiem organizować nasz kontyngent, wysyłany na pierwszą misję. Skala problemów - gigantyczna. A jednak, dzięki determinacji generała, udało się je pokonać.

Kwiatkowski wracał do Iraku dwukrotnie - w 2005 r., jako szef szkolenia Misji Szkoleniowej NATO i drugi raz jako dowódca VII zmiany polskiego kontyngentu. Szefem Dowództwa Operacyjnego został w kwietniu 2007 roku.

Generał przywitał mnie w papciach

Dziś jego współpracownicy - nadal w szoku - twierdzą, że utracili nie tylko dowódcę, ale i dobrego kompana.

- Swoim poczuciem humoru generał potrafił rozładować każdą sytuację - zapewnia ppłk Dariusz Kacperczyk z Dowództwa Operacyjnego. - Kiedy innym puszczały nerwy, on jednym, nieco prześmiewczym zdaniem przywracał nam humor i zdrowy rozsądek.

- Pamiętam, kiedy wyjeżdżaliśmy na Święto Wojska Polskiego do kontyngentu w Syrii - wspomina Kacperczyk. - Nie dopuszczał myśli, abym wylatując z nim z Krakowa nocował w hotelu. W domu przywitał mnie w... kapciach. Generał broni usmażył kotlety, przygotował sałatkę, zjedliśmy obiad na tarasie jego domu.

- Dla żołnierzy ciepły, przyjacielski - potwierdza Waldemar Skrzypczak.

Po prostu był człowiekiem

- Byłem w Iraku na VII zmianie - wspomina kpt Marcin Knieć, służący obecnie w Afganistanie. - Przez pierwszy miesiąc mojej służby pracowałem w Centrum Operacji Taktycznych jako koordynator przestrzeni powietrznej. Codziennie widziałem się z generałem, przynosiłem mu rozkazy do podpisu i spotykaliśmy się na odprawach. Nie było dnia, żeby generał nie zapytał, co u mnie, jak się czuję, czy wszystko w porządku.

Równie miłe wspomnienia ma kpt Marcin Miazek, który w Iraku pilotował śmigłowce.

- Nie miałem aż tak dużej styczności z generałem, bym mógł go dobrze poznać. Spotykaliśmy się w śmigłowcu. Pamiętam, że był bardzo konkretny, ale nie odwracał się od ludzi. Był bardzo lubiany przez wszystkich, bo się nie wywyższał. Po prostu, był człowiekiem...

* * *

1 kwietnia br., kilka minut po 15. Na helipadzie w Ghazni gen. Kwiatkowski - wspólnie z pozostałymi członkami delegacji, która odwiedziła żołnierzy w Afganistanie - wsiada do śmigłowca. Przyjaźnie macha ręką na pożegnanie. Ostatni raz ...

Generał Kwiatkowski miał 60 lat. Zostawił żonę Krystynę i córki Kamilę i Edytę.

Marcin Ogdowski

Anna Pawlak, PKW Afganistan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje