Reklama

Reklama

Wróblewski ujawnia szczegóły spotkania z Seremetem

Jak informuje wPolityce.pl zwolniony z "Rzeczpospolitej" redaktor naczelny Tomasz Wróblewski postanowił ujawnić szczegóły spotkania z Andrzejem Seremetem, które miało miejsce dzień przed publikacją tekstu pt. "Trotyl na tupolewie". Wróblewski opisuje również kulisy powstawania tekstu.

"Na spotkaniu u prokuratora Seremeta jego rzecznik, prokurator Martyniuk przyznał mi, że nie tyko 'Rzeczpospolita' wie o sprawie badań polskich prokuratorów. Myślę że tak właśnie było - część dziennikarzy drążyła temat, a część - chciała zamieść pod dywan; odrzucali samą myśl, że może to ujrzeć światło dzienne. Historia dziennikarstwa jest pełna przypadków, gdzie polityczny rozsądek bierze górę nad dociekliwością. (...) Już samo zajmowanie się tematem nazywało oszołomstwem. Muszą państwo osądzić to sami" - mówi w nagraniu Wróblewski.

Reklama

Opisał jak wyglądało spotkanie z Sremetem: "Miałem wrażenie, że Seremet od początku był zdenerwowany - chował twarz w rękach, poprawiał okulary. Otwarcie powiedziałem - mamy informację o śladach materiałów wybuchowych na wraku. Powiedziałem, że przyszedłem sprawdzić, czy istnieje taki temat. Zapewniłem, że zdaję sobie sprawę z rangi tej sytuacji, choć wewnętrznie byłem przekonany, że to bzdura i za chwilę prokurator wszystkiemu zaprzeczy.

Odpowiedź była jednak inna: Seremet powiedział, że mają informację od kilkunastu dni - o wysokoenergetycznych cząsteczkach, które mogą wchodzić w skład materiałów wybuchowych. Powiedział, że o sprawie poinformował premiera Tuska osobiście. Mówił, głośno myśląc, że może to pozostałości z wojny, że trzeba poczekać na próbki ziemi z okolicy wraku i że potrwa to kilka miesięcy. Ani razu nie zasugerował tego, że te cząsteczki mogą wskazywać na inne pochodzenie niż materiał wybuchowy - perfumy czy namiot. Dodał jeszcze coś, co było dla mnie istotne; mianowicie, że "wiedzieliśmy, że ta informacja prędzej czy później wycieknie", patrząc na mnie badawczo, i mówiąc: Wiedzieliśmy że część prokuratorów postanowiła szybko pochwalić się odkryciami. Bo to z prokuratury wyszło, prawda? - pytał".

"Poszedłem potwierdzić, że prokuratora ma takie informacje, że prokurator spotkał się z premierem Tuskiem w tej sprawie, a przypadkiem zweryfikowałem jeszcze jedną ważną informację - że prokuratorzy, którzy mieli być źródłami Czarka Gmyza" - faktycznie puszczali informacje do prasy mówi Wróblewski.

-----

Biuro Prokuratury Generalnej informuje:

W związku z oświadczeniem Pana Tomasza Wróblewskiego, byłego Redaktora Naczelnego dziennika "Rzeczpospolita", dotyczącego jego spotkania w dniu 29 listopada br. z Prokuratorem Generalnym Andrzejem Seremetem, w którym stwierdza, że "Ani razu (Seremet) nie zasugerował, że te cząsteczki mogą wskazywać na inne pochodzenie, niż materiał wybuchowy" - Prokurator Generalny Andrzej Seremet oświadcza, że:

"W trakcie rozmowy z Panem Tomaszem Wróblewskim, prowadzonej w obecności Rzecznika Prasowego Prokuratury Generalnej Mateusza Martyniuka podkreśliłem wyraźnie, że pochodzenie cząstek wysokoenergetycznych zabezpieczonych podczas badań wraku samolotu Tu-154 M może być przeróżne".

Całość wypowiedzi Wróblewskiego można zobaczyć w tym miejscu:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje