Reklama

Reklama

TVN ujawnia niepublikowane nagrania z kokpitu prezydenckiego tupolewa. Poseł PiS komentuje

Stacja TVN opublikowała nieznaną dotąd wersję dźwięków z kabiny prezydenckiego Tu-154M z ostatnich minut tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 roku. "To wrzutka" - skomentował polityk PiS, Jacek Sasin.

"To celowa akcja kogoś, kto jest zainteresowany tym, żeby tę sprawę kierować na fałszywe tory. Myślę, że nie warto teraz się do tego szczególnie odnosić" - powiedział Sasin w TV Republika.

Reklama

Jak dodał poseł, "tych wrzutek będzie więcej, zawsze, kiedy zbliżamy się do prawdy, kiedy pojawiają się nowe informacje podważające z góry założone tezy, pojawiają się takie wrzutki".

Przypomnijmy, że w zeszłym roku radio RMF FM opublikowało nowe stenogramy rozmów z Tu-154M. Zawierały one zapis rozmów z około 40 ostatnich minut lotu. Naczelna Prokuratura Wojskowa przyznała, że nagranie zawierało "szereg nieścisłości".

Nowe odczyty TVN

W magazynie "Czarno na białym" opublikowano zapis dźwięku z ostatnich 38 minut lotu prezydenckiego Tu-154M. Jak informuje TVN, to najczytelniejsza do tej pory wersja - zgrana i cyfrowo oczyszczona - i jeden z ostatnich dowodów prokuratorów.

Dzięki nowej wersji i podzieleniu zapisu dźwięku na trzy ścieżki: z radia dowódcy, drugiego pilota oraz mikrofonów z kokpitu - udało się uzyskać ok. 30-40 proc. więcej.

Jak podaje TVN, przez pierwsze 3 minuty słychać prywatne rozmowy, żarty i śmiech.

Kilka minut później odezwał się białoruski kontroler z Mińska i ostrzega polską załogę: "Smoleńsk. Widzialność 400 metrów, mgła".

Polska załoga ponarzekała na "polskie meteo" i kontynuowała lot. W pewnym momencie odezwała się wieża w Smoleńsku. "A, PLF Foxtrot, y, jeden-zero-jeden, reszta paliwa... paliwa ile wam zostało?" - zapytał nawigator z wieży Korsarz w Smoleńsku. Jak pisze TVN24, miał jeszcze dopytywać o zapasowe lotniska dla załogi. "Witebsk i Mińsk" - odpowiedział dowódca.

"Próbować do skutku"

Potem do załogi tupolewa odezwał się pilot z Jaka-40, który przewoził dziennikarzy. "Chłopaki, Rafał z tej strony. Przejdźcie na 1-2-3-4-5" - powiedział.

Jak zaznacza TVN, z Jakiem rozmawia drugi pilot z Tu-154M. Z nagrań wynika, że dowódca Jaka-40 ostrzegał przed mgłą i słabą widocznością pilota tupolewa. Przyznał, że im udało się w ostatniej chwili wylądować, ale pilotom Tu-154M radzi: "Jeśli nie uda się wam za drugim razem, to proponuję wam lecieć na przykład do Moskwy albo gdzieś".

Potem piloci przekazują sobie, że "nie dadzą rady usiąść". "Będziemy próbować do skutku" - odpowiedział dyrektor protokołu dyplomatycznego, na słowa pilotów, że spróbują podejść, ale "prawdopodobnie nic z tego nie będzie".

TVN podaje, że z nagrań wynika, że do kabiny co chwila ktoś wchodzi i wychodzi.

Kilka minut przed katastrofą osoba postronna - według niektórych ekspertów to dowódca sił powietrznych - prawidłowo odczytuje wysokość i zachęca do lądowania.

Ostatnie minuty

Ostatnie ostrzeżenie od załogi Jaka pada cztery minuty przed katastrofą - widoczność 200 metrów. Tupolew kontynuuje zniżanie.

Z opisu TVN ostatnie minuty rozmowy w kokpicie prezydenckiego samolotu wyglądały tak:

"400 metrów" - miał powiedzieć nawigator. "Ktoś tu zawinił" - dodał ktoś inny. "Mówisz do widzenia" - stwierdził drugi pilot. "Nieee, ktoś za to beknie" - dodał dowódca. "Pomysły!" - to głos dowódcy sił powietrznych.

Ostatnie odliczanie rozpoczyna się 20 sekund później. Jak opisuje TVN, tempo zniżania samolotu jest za szybkie.  - "Dochodź wolniej" - ostrzegł drugi pilot. Samolot spada coraz szybciej. "Ku...a mać!" - słychać dowódcę. To ostatnie słowa nagrania.

To było sześć lat temu. 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński. Delegacja udawała się do Katynia na uroczystości związane z obchodami 70. rocznicy zbrodni w lesie katyńskim.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje