Reklama

Reklama

Sąd odmówił umorzenia procesu z oskarżenia prywatnego ws. katastrofy smoleńskiej

Sąd podjął decyzję o tym, by nie umarzać procesu pięciu osób, m.in. Tomasza Arabskiego, oskarżonych w trybie prywatnym przez rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska w 2010 r.

Posiedzenie Sądu Okręgowego w Warszawie zdominowały spory adwokatów co do odpowiedzialności kancelarii: prezydenta i premiera ws. organizacji tego lotu.

Obrona wnosiła, by sąd umorzył proces z braku znamion przestępstwa - jak uznała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która w 2014 r. prawomocnie umorzyła śledztwo w sprawie. Także prokuratura wniosła o umorzenie procesu, podkreślając, że organizacją lotu L. Kaczyńskiego zajmowała się przede wszystkim kancelaria prezydenta, a nie premiera.

Przeciwni umorzeniu byli oskarżyciele prywatni (w sumie 11), którzy chcą procesu. To bliscy m.in. Anny Walentynowicz, Bożeny Mamontowicz-Łojek, Janusza Kochanowskiego, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna. W sądzie stawiło się kilkoro oskarżycieli prywatnych, m.in. Ewa Kochanowska, Dorota Skrzypek i Piotr Walentynowicz.

Reklama

Oskarżeni nie stawili się na rozprawie

Oskarżeni to: Tomasz Arabski (b. szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i odwołany niedawno ambasador w Hiszpanii), dwoje urzędników kancelarii premiera - Monika B. i Mirosław K. oraz dwoje pracowników ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C. Nikt z oskarżonych nie stawił się na posiedzeniu sądu (nie mieli takiego obowiązku).

Oskarżenie podkreślało, że Arabski nie złożył odpowiedniego zamówienia na lot prezydenta, zgodnie z  tzw. instrukcją HEAD, która regulowała loty VIP-ów. Obrona replikuje, że pisma kancelarii prezydenta do kancelarii premiera ws. lotu 10 kwietnia 2010 r. nie spełniały warunków instrukcji HEAD, bo nie wskazano w nich konkretnego lotniska w Smoleńsku ani nie podano liczby osób, które mają lecieć. Dlatego - według obrony - nie było obowiązku nadania temu pismu formalnego trybu.

"Argumenty obrony nie są zasadne; nie zgadzamy się też ze stanowiskiem prokuratury" - mówiła mec. Małgorzata Wypych, pełnomocnik oskarżycieli prywatnych. Dodała, że na Arabskim ciążyły obowiązki zapewnienia koordynacji organizacji lotu na podstawie instrukcji HEAD (scedował je na Monikę B. - PAP). Według niej konieczna jest wieloaspektowa analiza dowodów całej sprawy przez sąd.

Inny pełnomocnik, mec. Anna Mazur przypomniała, że NIK wskazał na poważne nieprawidłowości przy organizacji tej m.in. wizyty. Powołała się też na tzw. sygnalizację praskiej prokuratury do premiera Donalda Tuska z 2012 r., dotyczącą uchybień przy organizacji przez szefa KPRM wizyt prezydenta i premiera w 2010 r. "Uchybienia miały wpływ na bezpieczeństwo lotu" - oceniła Mazur.

Argumenty obrońców

Według obrony Arabskiego, o miejscu lądowania decydowały "osoby uprawnione do transportu specjalnego", a do obowiązków szefa KRPM nie należało ustalanie stanu lotniska w Smoleńsku ani dostarczanie aktualnych kart podejścia.

Inni obrońcy podnosili, że za transport VIP-ów odpowiadał 36 pułk lotniczy, a oskarżyciele prywatni nie wykazali wpływu oskarżonych i na organizację, i na bezpieczeństwo lotu z 10 kwietnia 2010 r. Żaden z dowodów nie wykazuje by był jakikolwiek zamiar po stronie oskarżonych - dodawali adwokaci.

Jeden z obrońców mec. Jacek Dubois podkreślał, że akt oskarżenia nie mówi ani o żadnym skutku, ani o konkretnym niebezpieczeństwie, które miałoby powstać wskutek działań oskarżonych. Co najwyżej można mówić o niedbalstwie - dodał.

"Skutkiem nie jest katastofa, lecz obniżenie rangi lotu" - replikowała mec. Wypych. "Oskarżeni co najmniej godzili się na obniżenie bezpieczeństwa lotu" - dodała mec. Mazur.

Obecność prokuratora

W posiedzeniu wziął udział prokurator (co nie oznacza przyłączenia się prokuratury do prywatnego aktu oskarżenia). W marcu 2015 r. prokuratura złożyła sądowi wniosek o umorzenie tego postępowania wobec braku znamion czynu zabronionego i braku faktycznych podstaw oskarżenia.

Według prok. Michała Machniaka oskarżeni nie mieli obowiązku zapoznawać się ze statusem lotniska w Smoleńsku czy zapewnić aktualne karty podejścia. "To kancelaria prezydenta wybrała lotnisko" - podkreślił prokurator.

Wniosek o wyłączenie sędziego Gąsiora

W posiedzeniu ogłoszono ponad półtoragodzinną przerwę, gdy jeden z pełnomocników oskarżycieli prywatnych mec. Stefan Hambura wniósł, by wyłączyć sędziego Huberta Gąsiora z prowadzenia sprawy jako nieobiektywnego. Uzasadniał, że sędzia m.in. nie zarządził odroczenia posiedzenia, o co wnosili pełnomocnicy oskarżycieli. Pełnomocnicy uzasadniali to koniecznością zapoznania się z aktami sprawy, do której przystąpili niedawno, po zmianie głównego pełnomocnika mec. Piotra Pszczółkowskiego, który został sędzią TK.

Inni sędziowie SO nie wyłączyli sędziego Gąsiora, uznając że pełnomocnik nie wykazał związku między decyzją o odmowie odroczenia posiedzenia, a swoim przekonaniem o braku bezstronności sędziego.

Umorzenie śledztwa przez praską prokuraturę

Prywatny akt oskarżenia pod koniec 2014 r. złożył ówczesny pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy, mec. Pszczółkowski. Podstawą aktu oskarżenia jest art. 231 par. 1 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia za niedopełnienie obowiązków funkcjonariusza publicznego.

Akt oskarżenia wniesiono po tym, gdy praska prokuratura umorzyła śledztwo ws. organizacji lotów do Smoleńska. Jeśli prokuratura prawomocnie umarza śledztwo ws. przestępstwa ściganego z oskarżenia publicznego, osoby pokrzywdzone mogą wnieść do sądu tzw. subsydiarny akt oskarżenia. Taka sprawa toczy się jak każdy normalny proces karny, z tą różnicą, że oskarżycielem jest pokrzywdzony, a nie prokurator - gdyż sprawa toczy się z oskarżenia prywatnego, a nie publicznego.

Według prokuratury, choć były nieprawidłowości przy organizacji lotów, to nie wystarczają one do postawienia zarzutów. W śledztwie stwierdzono "poważne naruszenie" przepisów, m.in. instrukcji HEAD z 2009 r. przez urzędników KPRM ws. dysponowania wojskowym specjalnym transportem lotniczym. "Nie miały one bezpośredniego związku z przygotowaniem wizyt z 7 i 10 kwietnia 2010 r., natomiast dotyczyły szeregu czynności podejmowanych w okresie poprzedzającym katastrofę" - napisano w ujawnionym uzasadnieniu umorzenia.

Prokuratura oceniła, że nieprawidłowości w urzędach, m.in. w KPRM, nie wywołały skutków co do bezpieczeństwa wizyt prezydenta i premiera; spowodowały zaś jedynie "wzmożone działania innych organów państwa".

10 kwietnia 2010 r. zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński, jego małżonka i wielu wysokich rangą urzędników państwowych i dowódców wojskowych. Polskie śledztwo prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołała im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom z rozwiązanego po katastrofie 36. pułku lotniczego. Własne śledztwo prowadzi strona rosyjska, która wiele razy podkreślała, że przed jego zakończeniem nie zwróci Polsce wraku Tu-154 i jego "czarnych skrzynek".

Sąd nie oceniał dowodów

Merytoryczna ocena dowodów w tej sprawie możliwa jest tylko podczas procesu - wskazał sąd, decydując o nieumarzaniu sprawy pięciu osób oskarżonych w trybie prywatnym o niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r.

"Na posiedzeniu, podczas wstępnej kontroli aktu oskarżenia, sąd nie może oceniać dowodów pod względem merytorycznym, to znaczy uznać, że przesądzają one o zasadności oskarżenia lub uznać, iż są one niewiarygodne i odrzucić je jako podstawę rozstrzygnięcia" - mówił, uzasadniając decyzję sędzia Hubert Gąsior.

Dodał, że umorzenie na tym etapie byłoby możliwe, gdy brak byłoby jakichkolwiek dowodów w sprawie, ale nie może być wynikiem oceny tych dowodów. Wskazał, że nie wszystkie zeznania świadków złożone w śledztwie są zgodne, a sąd nie może przed rozprawą uznać jednych z tych zeznań za wiarygodne, a innych za niewiarygodne.

O umorzenie procesu wnosiła obrona, która wskazywała na - jej zadaniem - brak znamion przestępstwa. Tak uznała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która w 2014 r. prawomocnie umorzyła śledztwo w sprawie. Także w środę wniosła ona przed sądem o umorzenie procesu, podkreślając, że organizacją lotu L. Kaczyńskiego zajmowała się przede wszystkim kancelaria prezydenta, a nie premiera.

31 marca ruszy proces Arabskiego i innych oskarżonych

31 marca ruszy proces pięciu osób, m.in. b. szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego, oskarżonych w trybie prywatnym przez rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej o niedopełnienie obowiązków przy organizacji lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 r.

Tak w środę zdecydował Sąd Okręgowy w Warszawie, który wcześniej odmówił umorzenia sprawy, o co wnosiła obrona.

Sprawę będzie prowadzić trzech sędziów, gdyż dotyczy ona precedensowej katastrofy lotniczej, sprawa jest zawiła, a dowody częściowo sprzeczne.

Pełnomocnicy oskarżycieli prywatnych wnieśli, by sąd uzyskał pełną opinię biegłych, sporządzoną na potrzeby śledztwa, jakie w sprawie katastrofy prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne