Reklama

Reklama

Prokuratura: Nie było polecenia zejścia Tu-154 do 50 m

Z opinii nagrania z wieży smoleńskiego lotniska wynika, że kontrolerzy nie polecili załodze Tu-154 zejścia do wysokości 50 metrów - podał w środę mjr Marcin Maksjan z NPW.

Nieżyjący już Remigiusz Muś, były technik pokładowy Jaka-40, utrzymywał, że kontroler z wieży w Smoleńsku zezwolił załodze prezydenckiego samolotu na zejście do wysokości 50 m.

Maksjan skomentował opublikowane w środę na stronie internetowej Naczelnej Prokuratury Wojskowej stenogramy z zapisami nagrania z wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z samolotu Jak-40, lądującego w Smoleńsku przed katastrofą. Dodano do tego zeznania Musia oraz pilota Jaka-40 Artura Wosztyla.

Maksjan powiedział dziennikarzom, że ze strony 298. opinii wynika, iż polecenie dla załogi Tu-154 dotyczyło gotowości do odejścia na drugi krąg od wysokości 100 m. Nie chciał oceniać, czy świadek się pomylił.

Reklama

Co było wiadomo do tej pory?

Dotychczas znane były fragmenty stenogramów z nagrań z wieży lotniska w Smoleńsku sporządzone na potrzeby komisji kierowanej przez Jerzego Millera, a także materiały opublikowane przez MAK. Obecne opinie zostały przygotowane przez krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych dla prowadzącej śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która musi dysponować własnymi opiniami z odczytów nagrań. Dotychczas prokuratura posiadała opinie ws. nagrań z kokpitu Tu-154. 

- Chodzi o kwestię zasadniczą, czy wieża kontroli lotów lotniska w Smoleńsku zezwoliła, dała zgodę, na zejście załodze samolotu Tu-154M na 50 m nad ziemią. Fakt taki nie miał miejsca, przynajmniej tak wynika z opinii i stenogramów, które otrzymaliśmy - powiedział mjr Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej.

Maksjan zacytował zapis ujawnionego stenogramu z nowym odczytem nagrań z wieży smoleńskiego lotniska i wypowiedzi kontrolera do załogi Tu-154M: "Polski sto jeden, od stu metrów bądź gotowy do odejścia na drugi krąg".

500 stron stenogramów i zeznania świadków

Skomentował w ten sposób opublikowane na stronie internetowej NPW opinie fonoskopijne wraz ze stenogramami zapisów nagrań. Zajmują one blisko 500 stron. Opublikowano także zeznania dwóch członków załogi Jaka-40 - technika pokładowego Remigiusza Musia i pilota Artura Wosztyla. Nieżyjący już Muś utrzymywał w wypowiedziach cytowanych dotychczas przez media, że wieża zezwoliła załodze prezydenckiego samolotu na zejście do wysokości 50 m. Także Wosztyl mówił o zezwoleniu zejścia do 50 metrów. Oznaczałoby to zgodę na zejście poniżej dopuszczalnej wysokości, którą było 100 m.

Prok. Maksjan wskazał jednak, że zeznania Musia i Wosztyla w sprawie wysokości, do jakiej wieża zezwoliła zejść Tu-154M, zmieniały się. Jak-40 z kilkunastoma pasażerami - m.in. dziennikarzami, którzy mieli obsługiwać uroczystości w Katyniu - wylądował kilkadziesiąt minut przed katastrofą Tu-154M, a w chwili jego lądowania warunki na lotnisku były już bardzo trudne. "Proszę zwrócić uwagę na ewolucję treści składanych zeznań; to jest bardzo interesujące" - ocenił Maksjan.

Wskazał na przykład, że 10 kwietnia 2010 r. Muś zeznawał: "Kontroler poinformował ich, aby byli przygotowani na odejście na drugi krąg z wysokości 50 m". Z kolei - jak dodał - 23 czerwca 2010 r. Muś zeznał: "Wydaje mi się, że kontroler powiedział Tu-154M, że mają być gotowi na odejście na drugi krąg z wysokości nie mniejszej niż 50 m". W końcu - 30 stycznia 2012 r. - po okazaniu stenogramu i odsłuchaniu nagrania z rejestratora - jak zacytował Maksjan - zeznał: "Ja wtedy zrozumiałem, że kontroler mówił 50 m. Nigdy tego później nie weryfikowałem w żaden sposób i dopiero dzisiaj po zapoznaniu się z okazanym mi stenogramem stwierdzić mogę, iż mowa jest o 100 m".

Z kolei Wosztyl - jak zacytował Maksjan - 12 marca 2012 r. po odsłuchaniu nagrania zeznał na temat zezwolenia zejścia do 50 m: "Nie potrafię wyjaśnić, czemu komenda ta nie jest zapisana na nagraniu. Nie wydaje mi się, abym się pomylił, ale nie mogę tego wykluczyć".

Zobacz też: Wosztyl: Jestem pewien, że była zgoda wieży na zejście Tu-154 do 50 m

Temat pozwolenia zejścia do 50 m nie pojawia się także w zawartych w stenogramie rozmowach kontrolerów. O godz. 10.25 zastępca dowódcy bazy ppłk Nikołaj Krasnokutski mówi do jednego z kontrolerów, Pawła Plusnina: "Pasza, sprowadzamy do stu metrów, sto metrów bez dyskusji, na drugi krąg i tyle". Z kolei o 10.37 pada wypowiedź: "Przede wszystkim odeślij go na drugi krąg. A, jeszcze, na drugi krąg i tyle, a potem jeśli chce ... sam podjął decyzję, wobec tego niech sam leci".

O czym rozmawiano w budynku kontroli lotów?

Ze stenogramu wynika też m.in., że mgła, która pojawiła się 10 kwietnia 2010 r. około godz. 10 na lotnisku w Smoleńsku, nie była oczekiwana przez służby meteo. Chciano, by główne centrum dowodzenia w Moskwie odesłało Tu-154 na lotnisko Moskwa-Wnukowo.

"Kurde, moim zdaniem (...) na razie nie należy go naprowadzać. Nie ma sensu, nie widzę teraz już (...)" - mówi o 9.28 jedna z osób z wieży. "Co za mgła, kurde. O dziesiątej godzinie. Co za dom wariatów" - dodaje minutę później inna osoba.

Już po przekazaniu do Smoleńska, że polska "tutka" wystartowała w stronę Smoleńska, oficer z wieży mówił, że "trzeba dla nich szukać zapasowego" lotniska, (ustalono, że mogłoby to być Moskwa-Wnukowo). "Bez wątpienia próbne podejście wykona, do swojego minimum. Ale u nas nie ma ani minimum, danych, niczego nie ma" - mówił. Ustalał jeszcze z oficerem operacyjnym mjr. Kurtincem, do jakiej wysokości mają sprowadzać maszynę. "Do stu metrów, kurde" - powiedział operacyjny, dodając: "niżej nie zejdzie". "No, ja przekażę do głównego centrum i oni tam rozstrzygną" - powiedział na koniec.

O 9.51 Plusnin kolejny raz rozmawiał z mjr. Kurtincem o odsyłaniu tupolewa na Wnukowo. "Rozmawiałem z głównym centrum, zabiorą na Wnukowo" - obiecał operacyjny i dodał, że główne centrum ma to przekazać "głównemu Polakowi" - jak określano w rozmowach prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wybrano Wnukowo, a nie Twer, bo - jak mówił o 10.17 Kurtiniec - w Twerze nie ma urzędu celnego. O 10.17 Kurtiniec informował jeszcze lotnisko w Smoleńsku, że polski samolot leci na Wnukowo.

Od godz. 10.06 osoby na wieży rozmawiają o tym, jak w języku angielskim mówi się "odejście na drugi krąg". "Go around" - mówi jeden z nich i tłumaczy, że znaczy to "odejście na drugi krąg". "Na lotnisko zapasowe" - upewnia się rozmówca. O 10.20 dowiadują się, że polski tupolew leci jednak do Smoleńska. "K..., to kurde... rozumiem" - powiedział ppłk Plusnin.

Dwie minuty później kontaktuje się z drugim lotniskiem w Smoleńsku i dopytuje "pod czyją kontrolą leci teraz polski samolot?". "Moskwa tam dowodzi" - słyszy w odpowiedzi. "No to trzeba im jakoś przekazać, dopóki pracują normalnie, kurde, że u nas jest mgła, widzialność mniej niż 400 metrów, kurde, po co go teraz do nas gnać?" - mówi. Chwilę później zgłasza się do niego po rosyjsku załoga polskiego samolotu "Korsaż start, polski 101, dzień dobry".

Zobacz też: "Nie przedstawiono najważniejszego dowodu"

Z kolei ze stenogramu dotyczącego Jaka-40 wynika, że o godz. 9.14 samolot ten dostał z wieży polecenie "odejścia na drugi krąg" (czyli przerwania lądowania). Poprzedzono to słowami "k...a, muszą odejść". Mimo to samolot wylądował, co skwitowano słowem: "Zuch" (w oryg. Maładiec).

Gdy po wylądowaniu Jak-40 kołował po lotnisku, padły z wieży słowa: "Kurde, akurat gówno wiedzą, kurde, mówisz takiemu w prawo, a on..... w lewo, kurde". Padają też słowa: "Dziesięć razy już mówiłem: kołować prosto" oraz "Jakoś od niego żadnego kwitowania". "A on mówi po rosyjsku" - dopytywał jeden z kontrolerów z wieży, na co drugi odparł: "tak". Pada przy tym wiele przekleństw.

- Obie opinie będą podlegały ocenie prokuratora prowadzącego śledztwo i będzie ona decydował, czy dla niego jest to ważny materiał. Jak się wydaje, jest to istotny materiał - powiedział prok. Maksjan.

O zapisach kontrolerów lotu ze smoleńskiego lotniska głośno było cztery lata temu. 18 stycznia 2011 r. kierowana przez ówczesnego szefa MSWiA polska komisja badająca katastrofę ujawniła część nagrań z wieży w Smoleńsku. Polska komisja wskazywała, że rosyjscy kontrolerzy lotu popełnili 10 kwietnia 2010 r. liczne błędy, działali pod presją i nie byli wystarczającym wsparciem dla załogi Tu-154M. Wówczas w odpowiedzi, jeszcze tego samego dnia, Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) opublikował zapisy rozmów kontrolerów lotów. Z kolei prokuratura wojskowa - w styczniu 2012 r. - ujawniła wnioski oraz zamieściła na stronie internetowej stenogram z opinii dotyczącej nagrania z kokpitu Tu-154M. Opinię i stenogram z "czarnej skrzynki" Tu-154M przygotował również krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL