Reklama

Reklama

Podkomisja smoleńska upubliczniła stenogram z wypowiedzią Jerzego Millera

"Albo zadbamy o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów i podejrzeń, albo sami sobie ukręcimy bicz na własne plecy" - tak Jerzy Miller instruował członków kierowanej przez siebie rządowej komisji zajmującej się badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej ws. ostatecznego kształtu raportu. Stenogram został dziś upubliczniony podczas konferencji nowej podkomisji MON, powołanej przez Antoniego Macierewicza. Publikujemy jego treść.

W czwartek odbyła się pierwsza konferencja dla mediów podkomisji MON, powołanej na początku roku przez ministra obrony Antoniego Macierewicza do ponownego zbadania okoliczności katastrofy smoleńskiej. Uczestniczył w niej sam szef resortu obrony, członkowie podkomisji, eksperci. Na sali obecna była także grupa bliskich ofiar katastrofy Tu-154M.  

Reklama

Podkomisja poinformowała, że ma dowody na to, że niektóre dane miały być manipulowane, w tym stenogramy z czarnych skrzynek prezydenckiego samolotu. Według podkomisji, w kokpicie Tu-154M nie zidentyfikowano głosu dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika.

Podczas konferencji upubliczniono również nagranie na, którym ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller instruował swoich podwładnych, jak prezentować ustalenia komisji. Miller wprost sugerował, że raport strony polskiej nie powinien różnic się od tego, zaprezentowanego przez stronę rosyjską.   

Oto pełna treść stenogramu nagrania z posiedzenia komisji. Przemawia Jerzy Miller.

"Nasze ustalenia zostaną zderzone z ustaleniami rosyjskimi"

"Rozwiązanie dzisiejsze jest poprawne. Komisja wojskowa po stronie polskiej i komisja cywilna po stronie rosyjskiej. Podsumowując ten wątek: rozumiem, że rosyjska komisja działa w reżimie komisji do rozpatrzenia wypadku lotniczego, pasażerskiego.

Żądamy konwencji chicagowskiej, załącznika 13. i to nie przeszkadza nam. Akceptujemy i nie podpowiadamy polskiemu premierowi, że powinien zmienić swoje stanowisko w tej sprawie. Ostateczna decyzja należy do premiera (Donalda Tuska - red.), bo to premier zastrzegł sobie prawo osobistego nadzoru, może to niedobre słowo, ale bieżącego przypatrywania się naszym poczynaniom.

My działamy, po uzyskaniu pierwotnie zgody premiera. Nasze ustalenia zostaną zderzone z ustaleniami rosyjskimi. Nieformalnie, w odbiorze społecznym.

Jeżeli te raporty będą różne, to będzie do tego cała teoria budowana w społeczeństwie, że albo ten ukrył, albo tamten ukrył, ale na pewno prawda jest gdzieś jeszcze indziej. I w związku z tym oczekiwałbym, że nasze działanie będzie o tyle niestandardowe, że musi uwzględniać wymogi postępowania cywilnego i wewnętrzne dalsze ustalenia metodologiczne oraz dokumentów kończących muszą być zweryfikowane, z punktu widzenia tych okoliczności. Co do tego jestem przekonany.

Państwo zdają sobie sprawę, że to nie jest tylko i wyłącznie dla ministrów, dla generałów, dla komisji przy ministrze infrastruktury. To będzie potężna dyskusja publiczna z różnymi, nieprzyjemnymi dla nas, sugestiami.

Zaczynamy dotykać istoty problemu.

Ja zacząłem od tego, że nie przeszkadza nam fakt, że zgodziliśmy się, że wypadek ma charakter wypadku cywilnego. To jest konsekwencja tego przyjęcia. Jeżeli ten raport będzie według norm wojskowych i nie będzie przystawał do raportów ICAO-wskich, to będzie właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem. W związku z tym po pierwsze: ja bym poprosił, żeby przedyskutować zmianę raportu końcowego, albo wyprodukowanie dwóch raportów końcowych. Może to drugie jest lepsze, aczkolwiek czasochłonne".

"Bicz na własne plecy"

Na pytanie z sali, przez kogo mają zostać "wyprodukowane  dwa raporty".  Miller odpowiada, że przez "naszą komisję".

"My mamy tutaj cztery podmioty, które będą publikowały coś: komisję rosyjską, prokuratora rosyjskiego, komisję polską, prokuratora polskiego. Wszystkie te cztery podmioty są wzajemnie od siebie niezależne.

W związku z tym albo zadbamy o spójność dialogu ze społeczeństwami - zwłaszcza ze społeczeństwem polskim, bo rosyjskie społeczeństwo, powiedzmy sobie szczerze, przez dwa tygodnie żyło również jakimś tam współczuciem, a po następnych dwóch miesiącach, oprócz garstki - w ogóle nie będą zainteresowani. Albo zadbamy o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów i podejrzeń, albo sami sobie ukręcimy bicz na własne plecy".

Na tym zakończono prezentację stenogramu.

Relację z konferencji podkomisji MON znajdziesz tutaj: Nowe fakty ws. katastrofy smoleńskiej

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Miller

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne