Reklama

Reklama

Piotr Walentynowicz: "Wiele wskazuje, że w trumnie mojej babci został pochowany ktoś inny"

"Wiele wskazuje na to, że w trumnie mojej babci, Anny Walentynowicz, został pochowany ktoś inny" - stwierdził Piotr Walentynowicz, wnuk legendarnej działaczki "Solidarności", w programie "Gość Poranka" TVP Info. Przyznał, że zna wiele osób domagających się ekshumacji bliskich, którzy zginęli w Smoleńsku. "Prokuratorzy nie wyrażali na to zgody, czyli muszą się strasznie bać tego, co tam namieszali" - powiedział gość programu.

- Podczas identyfikacji zwłok w Moskwie, oprócz taty, jeszcze trzy inne osoby rozpoznały babcię, która była w całości; miała całą twarz, całą głowę. W czasie ekshumacji oba ciała, które były poddane sekcji zwłok, były bez głowy - powiedział w programie "Gość Poranka" wnuk po Annie Walentynowicz.

Reklama

- Zawnioskowaliśmy do prokuratury o to, by przeprowadzić badania DNA we własnym zakresie. Prokuratura wojskowa odrzuciła nasz wniosek - mówił Piotr Walentynowicz. - Zawnioskowaliśmy o wydanie dokumentacji rentgenowskiej. Zrobili nam mizerne kopie, z których nic nie można było odczytać - dodał wnuk po zmarłej Annie Walentynowicz.

"Wszystko się zgadzało, a jednak ciała były zamienione"

Rodzina zgłosiła swoje uwagi prokuratorom, ale wyniki badań DNA potwierdziły, że to ciało Anny Walentynowicz. - Wszystko się zgadzało, a jednak ciała były zamienione - mówił Piotr Walentynowicz.

Podkreślił, że rodzina zawnioskowała do Rosjan o wydanie dokumentacji medycznej, ale otrzymała "pokrętne informacje".

- Dokumentacji rosyjskiej, która opisywałaby babcię, nie ma. Nie wiem, co się mogło z nią stać. Obejrzeliśmy wszystkie tomy akt, opisujące kobiety, i tam nie znaleźliśmy. Tam straszny bałagan był w numeracji. Być może prokuratorzy sobie to tak mieszali, żeby pasowało im do obecnej wersji - ocenił Piotr Walentynowicz.

Argumentował, że polskie delegacje, które miały uczestniczyć w porównywaniu szczątków, nie zostały dopuszczone do tych czynności w Rosji.

"Teraz będzie łatwiej dojść do prawdy"

Rozmówca Adriana Klarenbacha przyznał, że "w tej chwili czuje nadzieję". Zaznaczył, że po zmianie władzy pojawiła się szansa na rozwiązanie sprawy.

- Oczywistym stało się dla mnie w pewnym momencie, że jeśli mamy wyjaśnić przyczyny katastrofy, jeśli mamy dojść do tego, co się stało z babcią, to trzeba zlikwidować przede wszystkim wojskową prokuraturę, która wspomagała rząd w ukrywaniu tej prawdy i wspieraniu kłamstw, które były wypowiadane niejednokrotnie przez Tuska czy Kopacz - mówił Piotr Walentynowicz.

- Rozwiązano prokuraturę wojskową, czyli jedyną instytucję, która blokowała wszelkie możliwe czynności związane z dochodzeniem do jakiejkolwiek prawdy w jakimkolwiek aspekcie śledztwa smoleńskiego - powiedział na antenie TVP Info.

Katastrofa smoleńska

Anna Walentynowicz zginęła 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej.

W 2012 roku, po ekshumacji, okazało się, że ciało Anny Walentynowicz, w wyniku pomyłki, zostało zamienione z ciałem innej ofiary katastrofy. Prokurator generalny Andrzej Seremet twierdził wówczas, że rodzina zmarłej Walentynowicz błędnie rozpoznała ciało. Najbliżsi wykluczali jednak pomyłkę i wciąż nie są przekonani, czy - pomimo badań DNA i powtórnego pogrzebu - w trumnie spoczywają zwłoki Anny Walentynowicz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy