Reklama

Reklama

Pentagon nie boi się o natowskie kody

Pentagon nie chce komentować sprawy ewentualnego złamania kodów NATO po katastrofie smoleńskiej. Odsyła do siedziby głównej Sojuszu. Nieoficjalnie jednak jego przedstawiciele podkreślają w rozmowie z naszym korespondentem, że nie widzą żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa. Zgodnie z procedurami, na pokładzie Tu-154 nie było potrzeby montowania urządzeń do komunikacji ze strukturami NATO.

Telefon satelitarny Lecha Kaczyńskiego nie powinien być powiązany z siecią natowską. Mógł on służyć jedynie do komunikacji najważniejszych osób w państwie. Dlatego pytania o bezpieczeństwo po katastrofie smoleńskiej należy zadać polskim władzom - uważa rozmówca Pawła Żuchowskiego. Przede wszystkim o to, jakie urządzenia znajdowały się na pokładzie i czy był to tylko zwykły telefon satelitarny.

Reklama

Systemy NATO nie powinny być zagrożone, bo zgodnie z procedurami, jeżeli samolot był wyposażony w tajne systemy łączności, to kody na pewno zostały natychmiast zmienione.

Dziennik "Washington Times" podał, że po katastrofie prezydenckiego Tu-154 Rosjanie mogli wejść w posiadanie nie tylko twardych dysków komputerów czy kart pamięci, ale także tajnych kodów, których NATO używa do szyfrowania komunikacji satelitarnej. Oczywiście natychmiast po katastrofie kody musiały zostać zmienione. Jeśli jednak rosyjskie służby specjalne były w stanie odzyskać karty kodowe telefonów satelitarnych, będą w stanie - według gazety - rozkodować teraz całą natowską komunikację sprzed katastrofy.

Paweł Żuchowski

Dowiedz się więcej na temat: Tu-154 | telefon | telefon satelitarny | NATO | Pentagon | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy