Reklama

Reklama

Ostatnie 40 minut lotu tupolewa. NPW ujawnia stenogram

Naczelna Prokuratura Wojskowa ujawniła stenogram z nowego odczytu nagrań z kokpitu Tu-154. Zawiera on ostatnie ok. 40 minut lotu tupolewa. W ostatniej fazie lotu w stenogramie pojawiają się wypowiedzi osoby oznaczonej jako DSP - dowódca Sił Powietrznych.

- Pod wpływem pewnych wypowiedzi publicznych okazało się, że jedyną formułą, która pozwoli przeciąć spekulacje i wyjaśnić niedopowiedzenia, stało się zamieszczenie tych dokumentów na stronie internetowej prokuratury. Była to decyzja prokuratora referenta, który uznał, że przetnie to spekulacje i domysły - powiedział  ppłk Janusz Wójcik z NPW.

Reklama

Na stronie internetowej NPW zamieszczono dwa dokumenty. Pierwszy zatytułowany: "Cyfrowe przetwarzanie i analiza dźwięku rejestratora dźwiękowego MARS-BM samolotu TU-154M" (opracowany przez Andrzeja Artymowicza) - wraz ze stenogramem oraz drugi zatytułowany: "Opinia w zakresie fonetyczno-akustycznej analizy zapisów dźwiękowych z samolotu TU-154M", opracowany przez prof. Grażynę Demenko.

Cyfrowe przetwarzanie i analiza dźwięku rejestratora dźwiękowego MARS-BM samolotu TU-154M

Opinia w zakresie fonetyczno-akustycznej analizy zapisów dźwiękowych z samolotu Tu-154M nr 101

Upubliczniony stenogram dotyczy ok. 40 ostatnich minut lotu Tu-154. W ostatniej fazie lotu w stenogramie pojawiają się wypowiedzi osoby oznaczonej jako DSP (w stenogramie nie ma wyjaśnienia tego oznaczenia, ale według mediów chodzi o dowódcę Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika). Poinformowano, że przy obróbce materiałów z rejestratora rozmów w kokpicie zastosowano nowatorskie metody, poprawiające jakość i czytelność, a stenogram powstawał "dzięki wielomiesięcznej pracy grupy odsłuchowej".

Ponownie skopiowali zapisy "czarnej skrzynki"

Ujawnione przez prowadzącą śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie dokumenty pochodzą z otrzymanej w początkach marca kompleksowej opinii biegłych ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej. Częścią tej kompleksowej opinii była analiza ponownych kopii nagrań z kokpitu Tu-154. Polscy biegli ponownie skopiowali zapisy "czarnej skrzynki" w lutym 2014 r. w Moskwie.

Pierwsze opracowanie: "Cyfrowe przetwarzanie i analiza dźwięku rejestratora dźwiękowego MARS-BM samolotu Tu-154M" liczy 107 stron.

Dokument ten - poinformowała NPW - składa się z części technicznej obejmującej m.in. ocenę techniczną kopii zapisów, analizę konstrukcji magnetofonów i ocenę zasięgu mikrofonów. Jak dodała prokuratura, autorem tej części opracowania był biegły Andrzej Artymowicz. Drugą część dokumentu stanowi stenogram. Został on "bezprawnie, bez zgody uprawnionego organu, upubliczniony w ostatnich dniach przez jedną ze stacji radiowych" - przypomniała prokuratura.

Drugi ujawniony dokument "Opinia w zakresie fonetyczno-akustycznej analizy zapisów dźwiękowych z samolotu Tu-154M nr 101" liczy 78 stron. Opinia ta dotyczy m.in. ogólnej oceny i weryfikacji transkrypcji wybranych przez biegłych wypowiedzi oraz oceny możliwości identyfikacji wybranych głosów. W opinii prof. Demenko zaznaczyła, że oprócz analizy nagrania, weryfikowała oraz starała się przypisać niezidentyfikowane wypowiedzi do osób z załogi oraz gen. Andrzeja Błasika i dyr. Mariusza Kazany.

Opinia nie zawiera transkrypcji

Jak podkreśliła NPW, opinia prof. Demenko "nie zawiera transkrypcji, to jest spisania odsłuchanych treści nagrania", więc uzyskane od biegłych dokumenty zawierają "tylko jeden stenogram".

- Wskazać należy, iż stenogram opracowany został przez siedmioosobową grupę biegłych uczestniczących w badaniach odsłuchowych, o specjalnościach: badanie wypadków lotniczych, pilotaż i szkolenie lotnicze, organizacja lotów, współpraca w załodze, eksploatacja samolotu Tu-154 oraz psychologia lotnicza - zaznaczył ppłk Wójcik. Dodał, że Artymowicz był "jedynie jednym z członków grupy biegłych prowadzących odsłuchy".

W ujawnionej opinii wyliczono, że poza Artymowiczem, biegłymi byli: Marek Chalimoniuk, Jan Gawędzki, Paweł Góra, Robert Latkowski, Ryszard Michałowski, Adam Tarnowski. - Transkrypcja jest wspólną wersją ustaloną na podstawie indywidualnych odsłuchów biegłych - podkreślono w tej opinii.

Pewność odczytu określono w niej w skali od 1 do 4. Przy niektórych wypowiedziach, m.in. DSP, umieszczono znaki zapytania - oznaczające wątpliwości w odczycie danych słów.

W stenogramie pojawiają się m.in. wypowiedzi przypisane DSP: "Faktem jest, że my musimy to robić do skutku" (przy tej wypowiedzi umieszczono znak zapytania - przyp. red.), "Po-my-sły!" i "zmieścisz się śmiało" (w obu przypadkach pewność odczytu - 3). DSP miał - według biegłych - w ostatniej fazie lotu podawać wysokość, na jakiej znajduje się samolot - o godzinie 8:40:24 - "230 metrów" oraz 8:40:42 - "100 metrów".

"To tu mamy problem"

W stenogramie są też wypowiedzi osoby oznaczonej jako K (według mediów Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego - przyp. red.). Z materiałów wynika, że miał on odpowiedzieć dowódcy samolotu, informującemu, że może być problem z lądowaniem ze względu na warunki atmosferyczne, że: "Będziemy próbować do skutku" i po odpowiedzi dowódcy, że może nie starczyć paliwa: "To tu mamy problem".

M.in. tych kwestii dotyczy opinia opracowana przez prof. Demenko. "W kabinie samolotu niewątpliwie przebywały inne osoby, z pewnością można przyjąć, że niektóre frazy należały do dyr. Mariusza Kazany (...). Nie można wykluczyć, iż niezidentyfikowany głos wypowiadający pod koniec lotu frazę "sto metrów" (czy też frazę "dwieście trzydzieści metrów") mógł należeć do gen. Andrzeja Błasika lub innej osoby o podobnym głosie" - napisano w tej opinii.

Stwierdziła w opinii, że algorytm komputerowy stosowany do analizy głosów wskazał, jako najbardziej bliskie analizowanej, nikomu nieprzypisanej wypowiedzi "sto metrów" i "dwieście trzydzieści metrów" - sylabie "sto" w wypowiedziach z ostatniej fazy lotu wydobyte z wypowiedzi porównawczych gen. Andrzeja Błasika.

Zaznaczyła jednak, że na podstawie jednej sylaby "nie można jednak z pewnością potwierdzić, że frazę "sto metrów" (oraz "dwieście trzydzieści metrów") wypowiadał gen. Andrzej Błasik". Wcześniej stwierdziła, że "z dużym stopniem prawdopodobieństwa, graniczącym z pewnością, należy stwierdzić, iż frazy te nie były wypowiedziane przez członków Załogi".

- Inne niezidentyfikowane wypowiedzi z bardzo dużym prawdopodobieństwem nie należały do głosów załogi, jednakże trudno wskazać obiektywne przypisania - wskazuje opinia prof. Demenko.

Prof. Demenko analizowała też m.in. styl i ekspresywność wybranych wypowiedzi przypisanych konkretnym osobom. Doszła do wniosku, że w załodze zaniepokojenie związane z pilotażem samolotu pojawiło się po ocenie sytuacji pogodowej. - Dał temu wyraz kpt. Arkadiusz Protasiuk meldując formalnie dyr. Kazanie o niemożliwości lądowania - podkreśliła.

"Tragedia", "mgła", "nie damy rady"

- Dalsze fazy lotu ujawniają wzrastające zaniepokojenie załogi związane z podjęciem pilotażowej próby lądowania. Charakterystyczne jest emfatyczne akcentowanie wyrazów: "tragedii", "mgła" (kilkukrotnie), "nie damy rady" - przytacza profesor w swojej opinii.

Ppłk Wójcik zastrzegł w czwartek, że "prokuratura dostrzega potrzebę uzupełnienia opinii zespołu biegłych, w tym również w zakresie dotyczącym badań odsłuchowych i fonoskopii".

Jak mówił już wcześniej, opinia prof. Demenko zawiera oceny dotyczące identyfikacji gen. Błasika jako osoby nagranej w kokpicie. - Te oceny nie mają tak kategorycznego charakteru jak oceny zawarte w stenogramie. Istnieje tu pewnego rodzaju dysonans i to m.in. jest powodem i przyczyną, dla której prokuratorzy dokonują porównania i oceny tych dokumentów - zaznaczył.

Dodawał, że być może - jeśli prokuratorzy uznają to za niezbędne, celowe i stosowne - "będą zmuszeni wyjaśnić te kwestie dotyczące identyfikacji chociażby w drodze opinii uzupełniającej".

We wtorek radio RMF FM opublikowało nowy stenogram na stronach internetowych, z którego wynika, że w kokpicie Tu-154, który rozbił się pod Smoleńskiem, do końca był dowódca sił powietrznych. Według rozgłośni, ze stenogramu wynika, że osoba ta nie opuszczała kokpitu mimo wezwania stewardessy do zajęcia miejsc, wydawała polecenia członkom załogi i zachęcała do lądowania.

Naczelna Prokuratura Wojskowa oceniła, że w publikacji jest szereg nieścisłości i zapowiedziała śledztwo ws. wycieku informacji ze śledztwa.

W środę prokurator generalny Andrzej Seremet podał, że są dwie wersje opinii fonoskopijnej sporządzonej na użytek zespołu biegłych, których powołała prokuratura. Mówił w środę, że opinie nieco różnią się przede wszystkim stopniem kategoryczności przypisania określonych wypowiedzi określonym osobom.

Są dwie wersje opinii fonoskopijnej

Podał, że wątpliwości te dotyczą głównie wypowiedzi przypisywanych dowódcy Sił Powietrznych, gen. Andrzejowi Błasikowi i chodzi o wypowiedzi dotyczące wysokości - 300 metrów, 100 metrów, - 230 metrów. - To są te wypowiedzi, co do których powstaje między tymi opiniami rozbieżność - powiedział Seremet pytany, czy różnica dotyczy słów gen. Błasika "zmieścisz się śmiało".

W czwartek prokuratura wojskowa ujawniła treść obu opinii. W czwartek zdecydowano również, że postępowanie w sprawie wycieku materiałów ze śledztwa do RMF FM będzie prowadzić Prokuratura Okręgowa w Krakowie, gdzie mieści się siedziba stacji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy