Reklama

Reklama

Organizacja lotów do Smoleńska. Tusk: Staranność w badaniu sprawy jest wskazana

Jak ocenił premier Donald Tusk, pieczołowitość i staranność w badaniu sprawy dot. organizacji lotów do Smoleńska z 7 i 10 kwietnia 2010 r. są jak najbardziej wskazane.

W uzasadnieniu wtorkowego postanowienia sędzia Wojciech Łączewski powiedział, że sąd trzykrotnie analizował argumentację decyzji prokuratury o umorzeniu i nie dopatrzył się w niej oceny dowodów. "Gdy polityka wkracza na salę rozpraw, oknem wylatuje z niej sprawiedliwość. Dlatego sąd nie dokonuje ocen politycznych, lecz analizuje suche fakty" - zaznaczył sędzia, przywołując stare prawnicze powiedzenie. Premier, pytany przez dziennikarzy o decyzję sądu, powiedział: "To słowa, z którymi zgadzam się w stu procentach. Kiedy polityka drzwiami wkracza na salę sądową, sprawiedliwość wylatuje oknem z tejże sali" - powtórzył Tusk. "Mogę tylko pogratulować takiej dociekliwości i chęci zbadania sprawy do samego końca i w każdym szczególe" - dodał.

Reklama

Premier podkreślił, że pieczołowitość i staranność w badaniu tej sprawy jest jak najbardziej wskazana. "Z całą pewnością jako premier polskiego rządu też chciałbym mieć odpowiedzi, również te w procedurze karnej i procesowej, na wszystkie najdrobniejsze szczegóły tak, żeby nie było wątpliwości co do zakresu odpowiedzialności, również po to, żeby na przyszłość uniknąć jakichkolwiek tego typu zagrożeń" - powiedział.

"(...) zwracano się do mnie także o to, czy chcę mieć status poszkodowanego w związku z ryzykiem związanym z lotem do Smoleńska. Nie skorzystałem z tej możliwości" - ujawnił premier.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia zdecydował, że śledztwo w sprawie organizacji przez cywilnych urzędników lotów premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska z 7 i 10 kwietnia 2010 r. ma zostać wznowione. Sąd rozpoznał zażalenia na umorzenie tego śledztwa jesienią ub. roku przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga. Zażalenia złożyło 21 osób mających status pokrzywdzonych w sprawie. Sąd uchylił jednak decyzję prokuratury nie na wniosek pokrzywdzonych, ale z urzędu.

Prokuratura badała sprawę ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych Kancelarii Prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie w związku z przygotowaniami w 2010 r. lotów do Smoleńska - premiera z 7 kwietnia i prezydenta z 10 kwietnia. Chodziło o przygotowania w okresie od września 2009 r. do 10 kwietnia 2010 r. Sprawa ta była wydzielona wiosną 2011 r. z głównego śledztwa dotyczącego katastrofy smoleńskiej, które prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

Śledztwo - po raz pierwszy zakończone w czerwcu 2012 r. - już raz, w marcu zeszłego roku, było wznowione. Prokuratura uznała pierwotnie, że nie ma nikogo, kto mógłby tę decyzję zaskarżyć, bo nikt w tej sprawie nie ma statusu pokrzywdzonego. Sąd - po rozpatrzeniu zażalenia bliskich prezydenta Lecha Kaczyńskiego - nakazał jednak wznowić postępowanie. Prokuratura ustaliła wtedy listę 382 pokrzywdzonych w sprawie.

W wrześniu 2013 r. prokuratura ponownie umorzyła sprawę. Uzasadnienie umorzenia zawarto w 343-stronnicowym postanowieniu - ze względu na nieprawomocność decyzji nie ujawniono jego szczegółów. Jednak już przy okazji umorzenia z czerwca 2012 r. prokuratura informowała, że dopatrzono się niedociągnięć, ale nie uznano ich za przestępstwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy